Sześć nawyków, które utrzymują cię w biedzie. Jak się ich pozbyć?
Złe nawyki finansowe to drobne decyzje, przez które tracimy pieniądze każdego dnia - od oszczędności trzymanych na nieoprocentowanym koncie po przepłacanie za produkty inwestycyjne. Katarzyna Iwuć, od ośmiu lat ucząca Polaków finansów, wskazuje te, które najczęściej trzymają nas w biedzie. Zobacz najnowszy odcinek "Biznes Klasy".
Katarzyna Iwuć zasiadała w dwóch zarządach i kilku radach nadzorczych, była prezeską i dyrektorką finansową, a jako biegła rewident badała domy maklerskie. Dziś, jak mówi, dużo większą satysfakcję daje jej edukacja finansowa. W programie "Biznes Klasa" tłumaczy, jak pozbyć błędów finansowych. Sama nie mówi o tym z pozycji osoby nieomylnej. Przyznaje, że mniej więcej między 27. a 30. rokiem życia popełniła kilka błędów finansowych: miała kilka nieudanych produktów finansowych, dwa kredyty i długi na karcie, z których wygrzebywała się przez kilka lat.
Nikt nie zrobi tego za ciebie
Pierwszy nawyk to brak samoświadomości. - Nikt, absolutnie nikt nie zadba o Twoje finanse. To musisz być Ty - mówi Iwuć. Ostrzega, że jeśli pójdziemy po poradę inwestycyjną do przypadkowej osoby, najpewniej wciśnie nam produkt, na którym sama najwięcej zarabia. Drugi krok to zbudowanie systemu, który ułatwia dobre decyzje, czyli przede wszystkim automatyzacja. Zasadę streszcza krótko: najpierw zapłać sobie. Zamiast czekać z oszczędzaniem do końca miesiąca, na jego początku, razem z rachunkami, warto przelać pieniądze na inwestycje, i to tak, żeby trudno było się do nich potem dobrać.
Powołuje się przy tym na dane: w Polsce pracuje 17 milionów ludzi, a konta IKE i IKZE, czyli oszczędzanie bez podatku, ma około 1,7 miliona osób - mniej więcej jedna dziesiąta. W PPK, do którego pracownik zapisywany jest automatycznie, uczestniczy 60 proc. uprawnionych. Wniosek jest dla niej oczywisty: skuteczne jest tylko to, co zautomatyzowane.
Bilion złotych, który topnieje
Kolejny zły nawyk to trzymanie pieniędzy na nieoprocentowanych kontach. - Już bilion złotych leży na nieoprocentowanych kontach w Polsce - mówi Iwuć, dodając, że to około 30 tys. zł na statystycznego Polaka. Kolejne 500 mld zł leży na lokatach oprocentowanych średnio około 3 proc., co nie pozwala pokonać inflacji. Wielu ludzi boi się inwestować. - W imię strachu przed krótkoterminową stratą narażają się te osoby na długoterminową pewną stratę, bo inflacja podgryzie każde pieniądze - dodaje. Obrazuje to liczbą: 25 tys. zł wpłaconych pięć lat temu na nieoprocentowane konto ma dziś siłę nabywczą około 17 tys. zł.
W zamian wskazuje dwie proste klasy aktywów: detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją (w czerwcu 2026 r. oprocentowane w pierwszym roku na 5,6 proc., bez prowizji i bez "klikania blikiem") oraz tanie ETF-y na globalne rynki akcji, dzięki którym jednym instrumentem inwestuje się w tysiące spółek z kilkudziesięciu krajów.
Opłaty, których nie widać
Czwarty nawyk to niezwracanie uwagi na koszty. Procent składany działa też przeciw nam, bo 1–2 proc. opłaty rocznej kumuluje się i znacząco obniża zysk. Iwuć przytacza rozmowę z funduszem, w którym łączne opłaty sięgały 6 proc. rocznie: - Jeśli na giełdzie można średnio zarobić 8 proc., to po odjęciu waszej opłaty 6 proc. człowiek wychodzi na 2 proc. To gdzie tu biznes dla klienta? A pani mi odpowiedziała, że no przecież można inny fundusz kupić - opowiada.
Dlatego radzi, by każdą "bezpieczną inwestycję" traktować podejrzliwie. - Nie ma czegoś takiego jak bezpieczna inwestycja. Każda wiąże się z jakimś jednak ryzykiem, a samo słowo "bezpieczna" uznaje za sygnał alarmowy. To już nawet nie czerwona lampka, to już znaczy "uciekaj stamtąd" - mówi.
Przestrzega też przed dwoma scamami: obietnicą łatwego tradingu i drogimi funduszami aktywnie zarządzanymi. Przy kontraktach CFD i grze na rynku Forex — jak podaje za KNF — dziewięciu na dziesięciu inwestorów przegrywa z domem maklerskim. - Przy stole, w ruletce masz jednak więcej szans - kwituje.
Ego droższe niż portfel
Piąty nawyk to inflacja stylu życia. - Nie ma takich pieniędzy, których nie da się wydać - mówi Iwuć i radzi żyć trochę poniżej własnych możliwości, by nie pędzić bez końca po coraz bardziej "luksusowej bieżni". Podpowiada prostą regułę: z niskich zarobków odkładać choćby 100-200 zł miesięcznie, a każdą podwyżkę czy zwrot podatku dzielić, przy małych kwotach 800 zł na komfort życia i 200 zł na oszczędności, przy większych po połowie. Zarazem zastrzega, że nie namawia, by stać się "mnichem finansowym": w budżecie powinny znaleźć się pieniądze i na inwestycje, i na przyjemności.
Odkładanie na potem
Kolejny z nawyków to zwlekanie. Iwuć tłumaczy magię procentu składanego na kartce papieru: złożona kilkadziesiąt razy sięgnęłaby Księżyca, a złożona jeszcze kilka razy - Słońca. Pokazuje to też na liczbach: kto odkłada 500 zł miesięcznie przez 10 lat już od dwudziestki, uzbiera więcej niż ktoś, kto odkłada tyle samo przez 30 lat od trzydziestki - mimo że wpłaci znacznie mniej.
Osobny wątek to nadpłata kredytu hipotecznego, którą Katarzyna Iwuć nazywa jedną z najpewniejszych inwestycji. Przy oprocentowaniu kredytu około 6 proc. nadpłata daje 6 proc. "zysku", a żeby wyjść na to samo na inwestycji opodatkowanej, trzeba by zarabiać o 7,4 proc. więcej rok w rok. Cała nadpłacona kwota, niezależnie od jej wysokości, ostatecznie obniża kapitał, a nie odsetki.
Po co to wszystko
Ekspertka nie sprowadza finansów do samych liczb. Uporządkowane pieniądze to dla niej przede wszystkim swoboda, możliwość zmiany pracy, posiadania funduszu bezpieczeństwa i przetrwania gorszego okresu. I jak mówi: - Takie poczucie kontroli nad własnym życiem to jest jeden z wyznaczników szczęścia, a posiadanie pieniędzy daje Ci to.