Banki kontra kancelarie odszkodowawcze. Prezes UOKiK odsłania kulisy walki o darmowy kredyt

Banki obecnie drżą przed kancelariami odszkodowawczymi i traktują je jak śmiertelne zagrożenie - mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. W rozmowie z money.pl zarzuca sektorowi lobbing w sprawie sankcji kredytu darmowego i próbę ograniczenia siły kancelarii.

Michał Ziemniak, Tomasz Chróstny, Aneta Wiewiórowska-Domagalska
Od lewej: Michał Ziemiak, Rzecznik Finansowy Tomasz Chróstny, prezes UOKiK, oraz Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocniczka ministra sprawiedliwości.
Źródło zdjęć: © PAP | Albert Zawada, Tomasz Gzell, Wojciech Olkuśnik
Karolina Wysota
  • Banki drżą przed kancelariami odszkodowawczymi - mówi prezes UOKiK. Jego zdaniem stały się one dla sektora poważnym przeciwnikiem procesowym.
  • ZBP i sektor bankowy lobbują w Ministerstwie Sprawiedliwości i Ministerstwie Finansów za zmianami wokół sankcji kredytu darmowego - twierdzi Tomasz Chróstny.
  • Prezes UOKiK przekonuje, że banki same przyczyniły się do rozwoju rynku kancelarii, bo przez lata nie rozwiązały problemu kredytów frankowych.
  • Chróstny nie broni kancelarii bezwarunkowo. Chce większego nadzoru, regulacji success fee i jasnych zasad wynagradzania, ale ostrzega przed "wylaniem dziecka z kąpielą".
  • W rozmowie pada też mocna diagnoza państwowego systemu ochrony konsumentów: słabi lokalni rzecznicy, niewdrożone reformy i sądy, które działają zbyt wolno.

Karolina Wysota, money.pl: Dzień po dniu w "Rzeczpospolitej" ukazały się dwa mocne teksty. Pełnomocniczka ministra sprawiedliwości Aneta Wiewiórowska-Domagalska napisała, że "konsument w Polsce stał się towarem", a Rzecznik Finansowy apelował, by nie skazywać klientów na sąd. W dużym uproszczeniu ich zarzut brzmi tak: publiczny system ochrony konsumenta zawiódł, więc ochronę przejęły komercyjne kancelarie. A UOKiK ponosi część odpowiedzialności. Co pan na to?

Tomasz Chróstny, prezes UOKiK: Szczególnie zaskakuje mnie głos płynący z Ministerstwa Sprawiedliwości i próba przedstawiania problemu frankowego jako skutku niewydolności prezesa UOKiK. Pomija istotne fakty.

Po pierwsze, przez lata nie udało się systemowo rozwiązać problemu kredytów frankowych przede wszystkim dlatego, że sektor bankowy sprzeciwiał się rozwiązaniom ustawowym, jak choćby prezydenckiej inicjatywie konwersji kredytów według "kursu sprawiedliwego".

Banki argumentowały, że proponowana konwersja jest nierynkowa i może zagrozić stabilności sektora. Przy silnym głosie ZBP i sowicie opłacanych ekspertów sektor bankowy twierdził, że to on ma w tym sporze rację, a mylą się konsumenci - i że zostanie to udowodnione w sądach. O propozycjach ugód ze strony banków nie było wówczas mowy.

Scenariusz sądowej konfrontacji przyjęty przez sektor okazał się z czasem dla banków rozwiązaniem najdroższym.

Po drugie, niedozwolone postanowienia dotyczące umów frankowych UOKiK zakwestionował już w 2009 r., a w 2012 r. wpisano je do rejestru klauzul niedozwolonych. Konsumenci wykorzystywali te wpisy w sporach z bankami.

Później analizowaliśmy również postanowienia zawierane w aneksach do umów frankowych i wydawaliśmy w tych sprawach decyzje. Przedstawiliśmy stanowiska w konkretnych sprawach indywidualnych oraz przygotowaliśmy ogólne stanowisko, z którego mogli korzystać wszyscy konsumenci.

Warto też przypomnieć, że kompetencje dotyczące eliminowania niedozwolonych postanowień umownych zostały bezpośrednio przeniesione do prezesa UOKiK dopiero od 2016 r. Wcześniej działania te i tak wymagały postępowań sądowych.

Uważa pan, że Ministerstwo Sprawiedliwości szuka dziś winnego nie tam, gdzie trzeba?

Nie znam intencji Ministerstwa Sprawiedliwości ani pani pełnomocnik. Bezdyskusyjnie pomijane są jednak bardzo istotne okoliczności dotyczące funkcjonowania systemu ochrony konsumentów. System ochrony konsumentów jest systemem naczyń połączonych. Nie można jednej instytucji obarczać odpowiedzialnością za jego słabości.

Prezes UOKiK odpowiada za ochronę zbiorowych interesów konsumentów, a od 2016 r. również za eliminowanie niedozwolonych postanowień we wzorcach umów. Ocena konkretnych postanowień w indywidualnych sprawach pozostaje natomiast w gestii konsumentów i sądów. Pomoc w takich sprawach świadczą miejscy i powiatowi rzecznicy konsumentów oraz Rzecznik Finansowy, wyspecjalizowany w sprawach klientów rynku finansowego. Funkcjonuje też system bezpłatnej pomocy prawnej finansowanej ze środków publicznych.

Ostatecznie jednak wiele sporów dotyczących konkretnych umów musi rozstrzygnąć niezawisły sąd. Prawo do sądu jest jednym z filarów państwa prawa i nie można go eliminować tylko dlatego, że wymiar sprawiedliwości działa dziś nieefektywnie.

Jeżeli spojrzeć na efekt, konsument bardzo często kończy w prywatnej kancelarii. Czy to nie jest najlepszy dowód, że publiczny system po prostu nie zadziałał?

W żadnym państwie prawa publiczny system nie zastępuje w pełni sektora prywatnego ani wymiaru sprawiedliwości. Konsument, który idzie do sądu, bardzo często musi liczyć się z koniecznością zatrudnienia profesjonalnego pełnomocnika procesowego. To standard, choćby w sprawach spadkowych. Im wyższa wartość sporu czy roszczenia majątkowego, tym większe znaczenie mają jakość pomocy prawnej i czas potrzebny na uzyskanie wyroku.

Trzeba też spojrzeć na rolę organizacji pozarządowych.

Przez wiele lat Polska próbowała rozwijać system wzorowany na modelu niemieckim, gdzie NGO-sy są bardzo ważnym elementem ochrony praw indywidualnych. Dobrym przykładem jest Dieselgate. To właśnie niemieckie organizacje konsumenckie wystąpiły przeciwko Volkswagenowi w postępowaniu zbiorowym i doprowadziły do ugody oraz rekompensat dla klientów.

W Polsce przez lata również kierowano do organizacji pozarządowych środki publiczne różnymi kanałami - z UOKiK, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Kultury i innych instytucji.

Część tych organizacji się rozwinęła, ale nie powstała z tego siła, która na dużą skalę mogłaby stawić czoła największym przedsiębiorcom w indywidualnych sprawach, w tym bezpłatnie dochodzić roszczeń na rzecz konsumentów. Te środki nie przyniosły więc oczekiwanych efektów.

Czyli państwo przez lata finansowało organizacje konsumenckie, ale nie udało się zbudować takiej przeciwwagi dla dużego biznesu, jaką widzimy choćby w Niemczech?

Dokładnie tak - nie zbudowaliśmy potrzebnej skali.

Swoją drogą, proponowałem stworzenie centralnej bazy dotacji dla NGO-sów. Chodziło o to, żebyśmy realnie wiedzieli, ile publicznych pieniędzy trafia do konkretnych organizacji i na jakie projekty. Ta propozycja nie spotkała się z życzliwością adresatów.

Organizacje pozarządowe są potrzebne i powinny być wspierane. Trzeba jednak patrzeć również na efekty tego systemu ze świadomością, że nigdzie na świecie ochrona konsumentów nie opiera się wyłącznie na instytucjach publicznych. Często ostateczną drogą dochodzenia praw pozostaje sąd.

Skupmy się na finansach. Rzecznik Finansowy to przecież instytucja powołana specjalnie po to, by wspierać klientów banków, ubezpieczycieli i innych podmiotów rynku finansowego...

Rzecznik Finansowy ma wspierać indywidualne roszczenia klientów rynku finansowego. Jest też solidnie finansowany.

Z jedną różnicą: Rzecznika Finansowego finansują obowiązkowymi opłatami banki, ubezpieczyciele i inne instytucje finansowe. W 2025 r. jego koszty działalności wyniosły około 67 mln zł, wobec około 172 mln zł wydatków UOKiK, finansowanych z budżetu państwa. Dlaczego więc aż tak wielu klientów nadal potrzebuje prywatnej kancelarii?

Tych budżetów nie można porównywać jeden do jednego.

W budżecie UOKiK mieści się również finansowanie ochrony konkurencji i kontroli koncentracji, monitorowania pomocy publicznej, eliminowania zatorów płatniczych, przeciwdziałania nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej, a także bardzo szerokiego obszaru nadzoru rynku i kierowania Inspekcją Handlową.

Gdybyśmy porównali wyłącznie budżety przeznaczone na ochronę konsumentów, środki Rzecznika Finansowego na pomoc klientom rynku finansowego są większe niż nasze na ochronę zbiorowych interesów konsumentów.

Wracając do głównego pytania: Rzecznik Finansowy nie zastępuje sądu i nie może rozstrzygnąć każdego indywidualnego sporu klienta rynku finansowego. Nie jest to również rozstrzygnięcie ostateczne, bo prawo do sądu przysługuje zarówno konsumentowi, jak i przedsiębiorcy. Od decyzji prezesa UOKiK również można odwołać się do sądu.

Nieporozumieniem jest więc sugerowanie, że działalność instytucji publicznych powinna zastąpić wymiar sprawiedliwości. Każdy z nas, jeśli pozostaje w sporze z przedsiębiorcą czy innym konsumentem, choćby w związku z zawartą umową, ma prawo dochodzić swoich racji przed sądem.

Co więcej, w przypadku roszczeń, także finansowych, dopiero prawomocne orzeczenie sądu kończy spór i umożliwia uzyskanie tytułu egzekucyjnego, często niezbędnego do wyegzekwowania świadczenia, rekompensaty czy odszkodowania.

Z perspektywy klienta zaczyna to wyglądać dość osobliwie. Są UOKiK, dobrze finansowany Rzecznik Finansowy, kilkuset lokalnych rzeczników, NGO-sy otrzymujące publiczne pieniądze i bezpłatna pomoc prawna. A potem klient i tak płaci prywatnej kancelarii kilkanaście czy kilkadziesiąt procent odzyskanej kwoty. Gdzie ten system się rozszczelnił?

Jednym z problemów jest słabość lokalnego poradnictwa konsumenckiego. Rzecznicy konsumentów działają przy samorządach i to samorządy finansują ich działalność. Kilka lat temu przygotowaliśmy propozycję reformy tego systemu.

Chcieliśmy, aby rzecznicy znacznie mocniej wspierali konsumentów także w postępowaniach sądowych. Postulowaliśmy również, żeby po odpowiednim okresie wszyscy rzecznicy legitymowali się wykształceniem prawniczym. Dziś nie zawsze tak jest.

Chcieliśmy też stworzyć centralną bazę spraw. Dzięki niej moglibyśmy szybko wychwycić, że podobny problem pojawia się w wielu miejscach kraju i być może mamy już do czynienia z naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów.

Ta reforma nie została wówczas wdrożona.

Spotkałam się z określeniem, że rzecznicy konsumentów zostali po prostu "zagłodzeni". Część z nich pracuje tylko na część etatu.

I to jest realny problem.

Część rzeczników jest niezwykle aktywna, ale nie wszyscy mają zagwarantowany pełny etat i adekwatne zasoby. Zdarza się, że ktoś pełni funkcję rzecznika tylko przez niewielką część swojego czasu pracy.

Trudno wtedy oczekiwać, że będzie równorzędnym przeciwnikiem dla dużej instytucji finansowej, dysponującej własnymi departamentami prawnymi i środkami na najlepszych ekspertów.

A przecież idea była dokładnie odwrotna: konsument powinien mieć blisko siebie miejsce, w którym otrzyma bezpłatną i fachową pomoc.

Ten system wymaga wzmocnienia.

I w tę lukę weszły kancelarie odszkodowawcze?

Tak, ale trzeba zadać pytanie, dlaczego ten rynek urósł właśnie do takich rozmiarów. A także - dlaczego opinia płynąca z Ministerstwa Sprawiedliwości została przedstawiona właśnie teraz.

Banki w dużej mierze same rozwinęły rynek kancelarii odszkodowawczych, nie rozwiązując problemu frankowego. Gdyby sektor na odpowiednio wczesnym etapie wyszedł naprzeciw klientom - czy to przez ugody, czy wspierając rozwiązania ustawowe - kancelarie odszkodowawcze nie osiągnęłyby w sprawach frankowych takiej skali działalności. Nie byłoby również takiego obciążenia wymiaru sprawiedliwości.

Bankowcy byli przekonani o swojej racji i jako sektor robili wszystko, aby sprawa została rozstrzygnięta w sądach na ich korzyść. Nie uwzględnili jednak skali roszczeń, determinacji konsumentów ani tego, jak wyspecjalizowały się podmioty, które dziś nazywamy kancelariami odszkodowawczymi.

W sprawach frankowych żadna z instytucji publicznych nie mogła ostatecznie i prawomocnie rozstrzygnąć kwestii rozliczeń finansowych wynikających z indywidualnych umów kredytowych. Wobec storpedowania rozwiązań ustawowych i braku propozycji ugodowych ze strony banków mogły to zrobić wyłącznie sądy.

Dlaczego kancelarie odszkodowawcze właśnie teraz stały się dla banków tak dużym problemem?

Banki obecnie drżą przed tymi podmiotami i traktują kancelarie odszkodowawcze wręcz jako śmiertelne zagrożenie. Jeżeli masowy problem klientów przez lata pozostawał nierozwiązany, w szczególności z powodu braku woli po stronie banków, powstała przestrzeń dla profesjonalnych podmiotów, które zaoferowały konsumentom pomoc prawną niezbędną do uzyskania korzystnego wyroku. Nie demonizujmy podmiotów, które uwolniły tysiące Polaków od kredytów walutowych udzielonych przez banki niezgodnie z prawem, czyli z wykorzystaniem klauzul, których nie powinny stosować w umowach z konsumentami.

Opinię pełnomocniczki ministra sprawiedliwości traktuję jako przygotowanie gruntu do wyeliminowania z nowej ustawy o kredycie konsumenckim sankcji kredytu darmowego, którą odebrano nam i przekazano właśnie do Ministerstwa Sprawiedliwości. Mam świadomość, że sektor bankowy, z kluczową rolą Związku Banków Polskich, pielgrzymuje do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Finansów lobbując za tym, aby pod pozorem braku proporcjonalności usunąć z ustawy sankcję kredytu darmowego, którą można stosować wyłącznie w sytuacji, gdy bank w umowie z klientem dopuścił się bardzo poważnego naruszenia praw konsumenckich.

Próba obrzydzenia Polakom kancelarii odszkodowawczych jako podmiotów wyspecjalizowanych w dochodzeniu praw konsumenckich, a także zarzuty o nieproporcjonalność sankcji kredytu darmowego służą, w mojej opinii, zbudowaniu społecznego przekonania, że potrzebne są zdecydowane zmiany w tym zakresie.

Jeśli jednak do nich dojdzie, ograniczone zostaną prawa konsumentów oraz mechanizmy prewencji prawnej, które mają mobilizować banki do przestrzegania naszych praw i interesów jako konsumentów. Zwyciężą na tym banki i ci, którym ich wdzięczność zagwarantuje w przyszłości sowicie opłacane kariery w bankowości.

Mocno pan broni kancelarii odszkodowawczych. Przecież na tym rynku też dochodzi do nadużyć - wysokie success fee, cesje wierzytelności, niejasne umowy. Czy nie wymaga on mocniejszej regulacji?

Tak, są obszary, które zdecydowanie wymagają regulacji i należy objąć działalność kancelarii odszkodowawczych szerszym nadzorem. Podzielam ten pogląd i wyrażałem go również w rozmowach z przedstawicielami Ministerstwa Sprawiedliwości. Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą!

Pomoc prawna powinna być świadczona przez osoby mające odpowiednie kwalifikacje - radców prawnych, adwokatów albo przynajmniej osoby z wykształceniem prawniczym.

Jeżeli docierają do nas sygnały o nieprawidłowościach w umowach kancelarii odszkodowawczych, analizujemy je i interweniujemy. Takie informacje otrzymywaliśmy również z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Problem polega jednak na tym, że część kwestii pozostaje poza naszymi obecnymi kompetencjami.

Na przykład?

Choćby wysokość i podział wynagrodzenia.

Jeżeli success fee jest jasno i transparentnie opisane w umowie jako główne świadczenie, możliwości ingerencji UOKiK są obecnie prawnie ograniczone.

Warto rozważyć przepisy określające maksymalne stawki albo szczególne zasady wynagradzania. To jednak wymaga reakcji ustawodawcy. W ostatnich trzech latach rozmawialiśmy o tym również z właściwym resortem czyli Ministerstwem Sprawiedliwości, ale nic się w tej sprawie nie zmieniło.

Rynek powinien być regulowany, ale pan jednocześnie przed tą regulacją ostrzega. Dlaczego?

Bo trzeba rozróżnić realną ochronę konsumenta od lobbingu.

Nie mam wątpliwości, że gdyby nie profesjonalne podmioty i presja sądowa, epopeja kredytów frankowych prawdopodobnie nie zakończyłaby się w sposób korzystny dla konsumentów. Banki, przekonane o swojej sile i przewadze zasobów, parły do konfrontacji sądowej, zakładając, że ją wygrają, a skala roszczeń nie będzie znacząca. Pomylili się.

Konsumenci, korzystając z profesjonalnej pomocy prawnej, wygrywali w sądach, zmuszając banki do proponowania rozwiązań tańszych dla nich samych - w postaci ugód.

Dlatego trzeba zadbać o uczciwe umowy, przejrzyste zasady wynagradzania i jakość usług w kancelariach odszkodowawczych, regulując ten rynek, jednak go nie niszcząc. Nie demonizujmy go, bo pomógł wielu ludziom. Uregulujmy go tak, aby nadal mógł pomagać w dochodzeniu roszczeń indywidualnych, w tym także w pozwach zbiorowych. I uważajmy, żeby - jak wspomniałem - nie wylać dziecka z kąpielą, bo dziś wielu na tym zależy.

Ma pan na myśli banki?

Oczywiście! Duża część krytycznych argumentów wobec kancelarii płynie dziś od podmiotów, które siedzą po drugiej stronie sali sądowej.

Banki widzą, że kancelarie urosły do takich rozmiarów, że stać je na profesjonalne analizy ekonomiczne, ekspertyzy i bardzo dobrych prawników. Stały się dla sektora poważnym przeciwnikiem procesowym.

Dlatego sektor ma naturalny interes w ograniczeniu ich siły i obecnie o to zabiega, obawiając się także roszczeń konsumentów, których umowy o kredyt konsumencki zawierają zapisy pozwalające na zastosowanie sankcji kredytu darmowego.

Ten wysiłek instytucji finansowych zmierza zatem z jednej strony do modyfikacji ustawy o kredycie konsumenckim i usunięcia z niej sankcji, a z drugiej - do ograniczenia działalności kancelarii odszkodowawczych pod pozorem ich nieuczciwych zachowań wobec konsumentów, a niekiedy wręcz chciwości. Tyle że sektor, formułując dziś takie zarzuty, pomija własną rolę w powstaniu i rozwoju tego rynku. Przygania kocioł garnkowi.

Z pewnością sektor cieszyłby się również z ograniczenia naszej działalności jako UOKiK albo ze zmian, które zmniejszyłyby presję wywieraną przez nas na sektor poprzez prowadzone postępowania. To jednak temat na osobną rozmowę.

Trzeba zatem uważać, żeby pod hasłem ochrony konsumentów nie stworzyć rozwiązań, które zamiast ich chronić, osłabią tych, którzy reprezentują ich prawa i interesy w sądach.

Z punktu widzenia klienta sytuacja jest dość absurdalna. Państwo nie zapewniło mu wystarczająco silnej pomocy, więc poszedł do prywatnej firmy. Teraz państwo zastanawia się, jak tę prywatną firmę ograniczyć.

Jak wspomniałem, państwo systemowo nie może w pewnych obszarach zastąpić profesjonalnych pełnomocników, szczególnie na sali sądowej i w sytuacji, gdy inne rozwiązania - ustawowe czy ugodowe - nie spotkały się z akceptacją sektora bankowego.

Specjalizacja pełnomocników i skala zjawiska doprowadziły do dalszej ewolucji rynku. Efektem są działające dziś kancelarie odszkodowawcze, które naturalnie sprawdzają, gdzie jeszcze przedsiębiorcy mogli zachować się nieuczciwie i gdzie konsumenci mogą odzyskać swoje pieniądze. Tego boi się sektor, a także Ministerstwo Sprawiedliwości, które nie radzi sobie z efektywnością wymiaru sprawiedliwości.

Niezależnie od tego państwo powinno zapewnić konsumentowi dostęp do bezpłatnej pomocy prawnej w sprawach indywidualnych na dużo lepszym poziomie. Trzeba wzmocnić rzeczników konsumentów i usprawnić sądy. Kibicuję w tym zakresie Ministerstwu Sprawiedliwości, jednak już bez większych nadziei.

Jednocześnie trzeba uczciwie uregulować rynek komercyjny - przypominam, że właściwym w tym zakresie resortem jest właśnie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Czyli problemem nie jest sam fakt, że powstały kancelarie odszkodowawcze, lecz to, że państwo i sektor zostawiły im ogromną przestrzeń do działania?

Rynek nie powstał w próżni. Gdyby sektor bankowy odpowiednio wcześnie i skutecznie rozwiązywał problemy konsumentów, skala komercyjnej obsługi prawnej byłaby nieporównywalnie mniejsza.

O tym nie wolno zapominać w dyskusji o tym, dlaczego ochrona praw konsumentów stała się dużym rynkiem usług komercyjnych. Zawdzięczamy to bezpośrednio sektorowi bankowemu, który najpierw dopuścił do wprowadzenia do umów z konsumentami klauzul niedozwolonych, a później przez lata torpedował próby rozwiązania problemu. Ostatecznie poniósł klęskę w sądach, za którą personalnie nie odpowiedział żaden bankowiec, a kosztami obarczono społeczeństwo.

Doprecyzujmy zatem zasady funkcjonowania kancelarii odszkodowawczych, ale pozostawmy im przestrzeń do działania w interesie konsumentów - zarówno w sprawach indywidualnych, jak i pozwach zbiorowych.

Wybrane dla Ciebie