Kosztowna iluzja łatwego zysku. Nie ma żadnego "dodatkowego pieniądza" [OPINIA]

Czy Narodowy Bank Polski mógłby "aktywnie" zarządzać rezerwami złota, zrealizować zyski i w efekcie zasilić budżet państwa? Taka opowieść upraszcza rzeczywistość do poziomu, na którym przestaje mieć jakikolwiek styk z rzeczywistością. Nie ma żadnego "dodatkowego pieniądza", który pojawia się znikąd – pisze prof. Joanna Tyrowicz w opinii dla money.pl.

Joanna TyrowiczProf. Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej
Źródło zdjęć: © GETTY, TVP Info, YouTube | Damian Lemaski, Matt Jelonek
Joanna Tyrowicz
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Opinia prof. Joanny Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej, powstała w ramach projektu #RingEkonomiczny money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. W 19. edycji Ringu debatujemy o tym, czy i jak Narodowy Bank Polski mógłby zaangażować się w finansowanie wydatków zbrojeniowych. Równolegle publikujemy opinię Marka Dietla, przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP oraz omówienie wyników sondy na temat finansowania zbrojeń wśród szerokiego grona ekonomistów.

Elementarna intuicja wystarczy, żeby wiedzieć, że w żadnym miejscu naszego państwa 200 mld zł nie pałęta się jakoś luzem, do dowolnego zagospodarowania akurat w początkach marca 2026 roku.

Zacznijmy od rezerw. Rezerwy NBP to jeden rachunek. Znajdują się w nich różne aktywa, w tym złoto. Jeżeli złoto drożeje, znajduje to odzwierciedlenie w wartości kapitałów banku centralnego. Jeżeli bank ma stratę, znajduje to odzwierciedlenie w tym samym miejscu.

Zgodnie z opublikowanymi danymi, wzrost całego zasobu złota pomiędzy grudniem 2023 a grudniem 2024 roku (ostatnie publicznie dostępne dane) wyniósł 61 mld zł. Ta kwota uwzględnia łącznie nowo zakupione złoto, jak i wzrost wartości złota w aktywach NBP.

Tak wyglądają szczegóły SAFE. Ekspert ds. zbrojeń postawił sprawę jasno

Niezależny strumień pieniędzy? Nic z tych rzeczy

Na nadmiar transparentności NBP w tej sprawie narzekać nie możemy, ale według danych ze sprawozdania finansowego (sprzecznych skądinąd z banerami oklejającymi bank i reklamami w mediach) w ciągu 2024 roku NBP nabyło ok. 76 ton złota. Cena tych zakupów nie została opublikowana, ale przyjmując średnioroczną cenę za tonę oraz średnioroczny kurs dolara, takie zakupy to ok. 25 mld zł, co sugerowałoby, że z grubsza 36 z pierwotnych 61 mld zł to wzrost wartości w tym okresie.

W tym samym czasie NBP w kapitały odpisał 13 mld zł strat za 2024 rok (NBP nie pokazał tej straty bezpośrednio w wyniku, lecz rozliczył ją w kapitałach własnych, czyli pomniejszył swoją "poduszkę finansową" - przyp. red.). A łącznie od momentu ostatniej wypłaty z zysku, NBP poniósł około 150 mld zł strat, z czego 50 mld zł pokryto z wyczyszczonej do zera, budowanej przez lata, rezerwy na zmianę wyceny wartości instrumentów w rezerwach NBP, a 100 mld zł pomniejszyło kapitały NBP.

W konsekwencji, o ile korzyści na zmianie wyceny złota (wzrost wartości złota w bilansie NBP - przyp. red.) nie przekroczyły 100 mld zł, jakiekolwiek transakcje na nim będą pomniejszać kapitały NBP. To nie są jakieś niezależne strumienie pieniędzy.

Nie ma znaczenia, po ile NBP kupił w przeszłości złoto

A co z zyskiem? Jeżeli zarząd NBP sprzeda jakieś aktywa drożej niż wynosi księgowa wartość punktu odniesienia, to ten zysk pojawia się w rachunku wyników. Tu pojawiają się dwie następne trudności. Pierwsza jest dość trywialna. Co roku, w kapitałach, NBP prowadzi przeszacowania wartości aktywów. To operacja księgowa, służy stworzeniu punktu odniesienia dla następnego roku finansowego. Czyli jeśli w kapitałach uwzględnimy fakt, że złoto podrożało w jakimś roku, to na przyszły rok punkt odniesienia dla zysku lub straty stanowi ta wyższa cena.

Przykład. W 2022 roku zarząd NBP zainwestował w jakiegoś "dżynksa" po 100. Cena "dżynksa" podrożała do 200 w 2023 roku. W kapitałach na koniec tego roku znajduje się wartość 200 i to ona stanowi punkt odniesienia do ewentualnego zysku lub straty, gdyby zarząd NBP chciał to sprzedać w 2024.

Cena 100 zniknęła z tego rachunku, bo nie można mieć dwóch rzeczy na raz: wyższych kapitałów i zysku ze sprzedaży. Dlatego nie ma znaczenia, po ile zarząd NBP kupił dowolne aktywa – w tym złoto – w minionych latach. Punktem odniesienia dla oszacowania ewentualnego przyszłego zysku jest wycena księgowa na koniec 2025 roku, a nie jakiekolwiek minione lata.

Druga trudność jest jeszcze bardziej trywialna: jeśli NBP sprzeda złoto i odkupi je po obecnej cenie rynkowej, to nowym punktem odniesienia stanie się właśnie ta nowa cena zakupu. Jeśli ilość złota w rezerwach ma dalej rosnąć – jak komunikuje zarząd NBP – trzeba bardzo wierzyć w to, że jego cena będzie rosła jeszcze bardziej. Inaczej kapitały będą automatycznie spadać.

Nie da się mieć dwóch rzeczy jednocześnie w pełnej skali: realizacja ewentualnego zysku oznacza rezygnację z dalszego wzrostu kapitału wynikającego z wyceny tego samego aktywa. To też nie są niezależne strumienie pieniędzy, tylko dwa różne momenty ujęcia tej samej wartości.

Czysta iluzja

Podsumujmy te podstawy. Jeśli były jakieś transakcje, to wchodzi to do wyniku zysków lub strat. Jeśli nie było transakcji, to i tak zmiany znajdują swoje odzwierciedlenie w kapitałach. Myśl, że można "wyjąć" same zyski ze złota, ignorując pozostałe elementy bilansu, i przeznaczyć je na jakikolwiek cel, w tym na wypłatę do budżetu, jest po prostu iluzją. Jeśli przyjmiemy za punkt startu, że kapitały NBP nie powinny ulec uszczupleniu, trzeba uwzględnić fakt, że w ostatnich latach NBP poniósł straty na działalności podstawowej i operacjach finansowych, które już obniżyły kapitał naszego banku centralnego.

Jeśli celem ma być przekazanie 180 mld zł na jakikolwiek cel, NBP musiałoby na transakcjach na złocie "zyskać" przynajmniej 280 mld zł, żeby pokryć stratę, albo 330 mld zł, by pokryć stratę i odbudować rezerwę. A w rezerwach całego złota jest niewiele ponad 300 mld zł.

To prawdopodobnie tłumaczy, dlaczego tak członkowie zarządu NBP, jak i prezes Adam Glapiński pokazują piękne wykresy z 197 mld zł, ale gdy przychodzi do określania kwoty wypłat, są znacznie mniej konkretni. W praktyce nie ma żadnego "dodatkowego pieniądza", który pojawia się znikąd, tylko praktyczny, maksymalny, warunkowy efekt określonych operacji w możliwie sprzyjającym otoczeniu rynkowym.

W 2025 r. zysku nie ma, więc nie będzie wypłaty

A kiedy w ogóle można wypłacić ewentualne pieniądze? Odpowiedź jest mało spektakularna. Zysk banku centralnego musi powstać w konkretnym roku obrotowym. Nie można go "dopisać" wstecz. W 2025 r. zysku nie ma, więc nie będzie wypłaty w 2026 r. Pierwszy potencjalny moment wypłaty to rok 2027, o ile bank w 2026 roku odnotuje zysk. Możliwe jest to wyłącznie na podstawie decyzji Rady Polityki Pieniężnej.

Co gorsza, jeśli zmiana wymaga modyfikacji polityki rachunkowości (pominę już pewne męczące formalności), wszystko przesuwa się jeszcze o rok, bo zmiana tego dokumentu również wymaga zgody RPP i może być dokonana tylko na nowy rok księgowy. To oznacza wypłatę najwcześniej w maju 2028 roku. A to oznacza nowy skład zarządu i w znacznej części nowy skład RPP.

Zapominają o kluczowym elemencie

Co po wypłacie? Pewien istotny element jest w tej dyskusji systematycznie pomijany: koszty prowadzenia polityki pieniężnej. Mówiąc w skrócie: żeby na rynku była taka równowaga, jak RPP uważa za stosowne dla zachowania stabilności cen, NBP musi zebrać cały nadmiar gotówki od banków, bo inaczej kreacja pieniądza będzie zbyt duża. NBP płaci za ten nadmiar odsetki (bo inaczej pieniądz zostałby w gospodarce). Nazywa się to sterylizacją i to właśnie są główne koszty prowadzenia działalności przez NBP. Przy obecnym poziomie stóp procentowych ten koszt to 3,75 proc.

Gdyby cała wypłata z zysku NBP trafiła poza Polskę (np. na zakup jakichś "cyngwajsów" z zupełnie innej galaktyki), konieczności sterylizacji nie będzie. Ale jeśli choć jedna złotówka ze zrealizowanych wypłat ze złota zostanie wydana w naszej gospodarce, to zwiększy płynność i trzeba będzie ją za 3,75 proc. wysterylizować.

Tym różnią się środki krajowe od środków z SAFE: te drugie co prawda kosztują 3 proc., ale już nie trzeba ich sterylizować, bo nie są to środki z NBP, tylko zewnętrzne. Jakakolwiek teza o tym, że wypłata z zysku NBP jest darmowym pieniądzem ignoruje koszty sterylizacji, które wynoszą z grubsza tyle, ile wynosi stopa procentowa NBP.

Wykraczają poza mandat

Szerszy kontekst? Bank centralny nie jest od maksymalizacji zysku ani od finansowania budżetu. Jego mandatem jest stabilność cen. W tym kontekście prezes i członkowie zarządu NBP wykraczają poza mandat, snując publicznie scenariusze na temat możliwości generowania dochodu dla budżetu. Nawet jeśli traktować je jako kolejne hipotetyczne bajki w oderwaniu od faktów, to przesuwają one punkt ciężkości z polityki pieniężnej na inne wątki.

Te bajki prezes i członkowie zarządu NBP opowiadają w okresie wyjątkowego niepokoju z powodu agresji USA i Izraela na Iran, znacznego wzrostu oczekiwań inflacyjnych wśród rodzin w Polsce i przy realnej niepewności tak co do cen, jak i koniunktury.

Spodziewam się, że z powodu upolitycznienia tego dyskursu przez prezesa NBP, pod niniejszym tekstem znajdzie się sporo komentarzy w mniejszym lub większym stopniu obraźliwych.

Nie zmienia to jednak faktu, że nie trzeba być ani profesorem ekonomii ani członkinią RPP, żeby wiedzieć, że w żadnym miejscu naszego państwa 200 mld zł nie pałęta się jakoś luzem, do dowolnego zagospodarowania akurat w początkach marca 2026 roku.

Wszyscy – niezależnie od poglądów na świat – intuicyjnie wiedzą, że koszty i korzyści z transakcji finansowych i tak spotykają się w jednym bilansie. Nie ma obowiązku znać szczegółów ani zawiłości rachunkowości i nie trzeba konstruować własnej oceny rozmaitych scenariuszy, żeby wiedzieć, że wszystkich obowiązuje ta sama elementarna arytmetyka.

Autorem opinii jest prof. Joanna Tyrowicz, nauczycielka akademicka, współzałożycielka i zarządzająca think-tanku GRAPE, członkini Rady Polityki Pieniężnej.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Wybrane dla Ciebie
Netanjahu chce rur do izraelskich portów. Skąd Izrael bierze ropę?
Netanjahu chce rur do izraelskich portów. Skąd Izrael bierze ropę?
Iran uderzył w instalacje w Katarze. W jedną noc zniknęła ważna część produkcji helu
Iran uderzył w instalacje w Katarze. W jedną noc zniknęła ważna część produkcji helu
Transportują potężną kolumnę dla Orlenu. Koncern apeluje do mieszkańców
Transportują potężną kolumnę dla Orlenu. Koncern apeluje do mieszkańców
Gaz w Polsce a miliardy z UE. Ten związek zaskakuje
Gaz w Polsce a miliardy z UE. Ten związek zaskakuje
Miliony kanap i stołów z Polski trafiają za granicę. W tle unijne miliardy
Miliony kanap i stołów z Polski trafiają za granicę. W tle unijne miliardy
Finowie w gotowości. "Wkład w bezpieczeństwo tranzytu przez Ormuz"
Finowie w gotowości. "Wkład w bezpieczeństwo tranzytu przez Ormuz"
Koniec traumatycznej zimy dla pasażerów kolei. Tak szef PKP PLK wyjaśnia chaos
Koniec traumatycznej zimy dla pasażerów kolei. Tak szef PKP PLK wyjaśnia chaos
Jedna decyzja Trumpa i już ustawia się kolejka po irańską ropę
Jedna decyzja Trumpa i już ustawia się kolejka po irańską ropę
Rezerwy ropy mają kluczowe znacznie. Polsce starczą 121 dni
Rezerwy ropy mają kluczowe znacznie. Polsce starczą 121 dni
Włoskie stacje obniżyły ceny paliw. Efekt rządowego dekretu
Włoskie stacje obniżyły ceny paliw. Efekt rządowego dekretu
"Nie zamknęliśmy cieśniny. Jest otwarta". Iran gotowy przepuścić japońskie statki
"Nie zamknęliśmy cieśniny. Jest otwarta". Iran gotowy przepuścić japońskie statki
Srogi rachunek strat USA. 800 mln dol. w ciągu dwóch tygodni wojny
Srogi rachunek strat USA. 800 mln dol. w ciągu dwóch tygodni wojny