Po ulewach problem z deszczówką. Gminy ostrzegają przed karami
Obfite opady deszczu w ostatnich dniach sprawiły, że mieszkańcy wielu posesji mierzą się z zalewaniem swoich podwórek i domów. Niektórzy próbują sobie radzić, nielegalnie instalując przyłączenia wody opadowej do kanalizacji sanitarnej. Grożą za to poważne kary - ostrzega "Rzeczpospolita".
Pogoda w czerwcu nie rozpieszcza. Na początku miesiąca służby podległe MSWiA i wojewodowie byli postawieni w stan gotowości w związku z zagrożeniem związanym z gwałtownym frontem burzowym. Nawałnice i gwałtowne ulewy nawiedziły wiele regionów Polski. Mocno padało także w miniony weekend.
W tych warunkach radzenie sobie z deszczówką to coraz większe wyzwanie. Świadczą o tym coraz częstsze kontrole w różnych częściach Polski, które mają wykrywać m.in. podłączenia, przez które woda z dachów, podjazdów, garaży czy instalacji drenażowych jest kierowana do sieci sanitarnej, przeznaczonej wyłącznie na ścieki bytowo-gospodarcze. Podstawą działań są przepisy ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków - informuje "Rzeczpospolita".
"Nikt sobie nie uświadamia". Porównał Polskę i USA
Ustawa wprost zakazuje wprowadzania do kanalizacji sanitarnej wód opadowych i roztopowych oraz wód drenażowych. Za naruszenie zakazu grozi kara ograniczenia wolności albo grzywna do 10 tys. zł.
Samorządowe spółki wodociągowe tłumaczą, że skutki nielegalnego odprowadzania deszczówki mogą uderzać w cały system.
Zwiększona ilość napływających wód powoduje wzrost kosztów pompowania i oczyszczania ścieków, a tym samym wzrost opłat za energię elektryczną. Wody deszczowe wpływają również na awaryjność i zużywanie się pomp na oczyszczalni oraz na przepompowniach. Wraz z wodą opadową dostają się do kanalizacji kamienie, piasek i inne elementy stałe. Te, dostając się na obiekty techniczne, zatykają i uszkadzają pompy - czytamy w informacji opublikowanej przez Wodociągi Jaworzno, którą przytacza dziennik.
Spółki zwracają uwagę także na przeciążenia sieci, która jest projektowana na określoną ilość i rodzaj ścieków. W efekcie, przy intensywnych opadach, może zabraknąć przepustowości, a ryzyko zalewania nieruchomości rośnie - czytamy w "Rz".
"Właściciele nieruchomości powinni bać się nie tylko kar wynikających z wykrycia nielegalnego odprowadzania deszczówki, ale także pamiętać, że przy większych opadach - ulewach - może po prostu dojść do zalania nieruchomości nieczystościami" - ostrzegała spółka wodociągowa z Szydłowca.
Program "Moja woda". Zwrot do 90 proc. kosztów
Poza sankcjami z ustawy spółki ostrzegają przed dodatkowymi konsekwencjami, jeśli właściciel nie usunie nieprawidłowości w wyznaczonym terminie. "W ekstremalnych przypadkach mogą nawet skutkować wypowiedzeniem umowy na odbiór ścieków, a także odłączeniem dostępu do kanalizacji sanitarnej i skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego" - informuje spółka z Chełma.
Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", przepisy dotyczą nie tylko kanalizacji sanitarnej. Nie wolno kierować spływu deszczówki na sąsiednie działki ani na drogi publiczne.
W 2020 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomił program "Moja woda", w którym w najnowszej edycji można uzyskać do 90 proc. zwrotu kosztów na zakup, montaż, budowę, uruchomienie oraz rozbudowę instalacji służących do zatrzymywania wody opadowej w obrębie nieruchomości. W najnowszej edycji programu beneficjent może liczyć na zwrot do 90 proc. kosztów kwalifikowanych, maksymalnie do 8 tys. zł. Nabory trwają do końca czerwca - przypomina dziennik.
Źródło: "Rzeczpospolita".