Miliony złotych dla kancelarii Giertycha na przeciąganiu procesów frankowiczów. "Określone rezultaty"
Kancelaria Romana Giertycha zarobiła 8,7 mln zł brutto na przeciąganiu procesów frankowiczów z Getin Noble Banku. Zdaniem dr Rafała Płókarza, specjalisty z zakresu finansów i bankowości, "wydaje się dosyć oczywiste", że o wszystkim mógł wiedzieć sam Giertych.
Karolina Wysota i Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski opisali, w jaki sposób Roman Giertych oraz jego kancelaria zarobili 8,7 mln zł brutto za reprezentowanie Getin Noble Banku, m.in. w procesach z posiadaczami kredytów we frankach szwajcarskich. Dziennikarze ujawnili, że jedno z postępowań miesiącami miał opóźniać bliski współpracownik posła Koalicji Obywatelskiej Sebastian J. ps. "Foka".
"Rozmawiałem z Giertychem w sprawie reprezentowania nas w sporze zbiorowym. Gwarantuje nam, że przez pięć lat nie będzie w tej sprawie rozstrzygnięcia (śmiech). Absolutnie może taką umowę podpisać (śmiech)" - to fragment rozmowy Leszka Czarneckiego z członkami zarządu Getin Noble Banku, nagranej w restauracji Amber Room wiosną 2014 r. W listopadzie 2018 r. ujawniło ją TVP Info, które pod rządami Jacka Kurskiego regularnie publikowało przecieki z afery taśmowej.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
Czarnecki dodał w tej rozmowie, że "wyniku nie może zagwarantować, bo to zawsze zależy od sądu", ale może "zagwarantować, że wyroku długo nie będzie". Następnie Czarnecki cytował słowa Giertycha: "postaramy się pomiędzy siedem a dziesięć lat, ale przez pięć to na pewno nie będzie - to mogę zagwarantować".
Te słowa zacytował w czwartkowym programie "Newsroom" Wirtualnej Polski prowadzący program Paweł Pawłowski. W tym kontekście zapytał, czy Roman Giertych mógł mieć udział w opóźnianiu procesów frankowiczów.
- Wydaje się to dosyć oczywiste, nie robi się tego dla zasady, te działania miały określone rezultaty, dosyć namacalne finansowe. To było odwlekanie pogarszania się sytuacji banku, o co trudno oskarżać właściciela i kierownictwo banku, bo każdy chce ratować swoją firmę. Pytanie, czy było to robione legalnie - pewnie tak. Czy etycznie? To można się zastanawiać - odpowiedział dr Rafał Płókarz.
Ekspert dodał, że 10 lat temu "nie było tak oczywiste, że bank upadnie", więc pewne ruchy miały uzasadnienie.
W tym kontekście Płókarz mówił o odwlekaniu tworzenia rezerw na kredyty frankowe. - Getin Bank miał relatywnie największe obciążenie kredytami frankowymi - ponad 40 proc. kredytów mieszkaniowych to były frankowe. To była wielka kula u nogi, która, jak się potem okazało, zatopiła bank - dodał ekspert.
Frankowicze i szturm do sądów
Płókarz przypomniał, że po 2019 r. frankowicze ruszyli szturmem do sądów, żeby unieważnić kredyty. Klienci w 97 proc. wygrywali. - Getin Bank opieszale tworzył rezerwy na ryzyko sporów prawnych z frankowiczami na tle całego rynku. Średnio banki obciążone kredytami frankowymi "orezerwowywały" kredyty w wysokości 40-60 proc., ale w Getin Banku to było kilkanaście proc. w pierwszych latach. Później bank był zmuszony trochę więcej tych rezerw tworzyć - tłumaczył ekonomista.
Paweł Pawłowski zapytał swojego rozmówcę, czy można doprowadzić do sytuacji, w której bank chcący uniknąć upadłości płaci prawnikowi, żeby ten nie wygrywał procesów, ale żeby je opóźniał poprzez wnioski formalne?
Płókarz zaznaczył, że nie jest prawnikiem, więc nie odpowie, czy takie postępowanie jest legalne. Ma jednak wątpliwości.
Cała historia biznesów pana Leszka Czarneckiego jest miejscami wątpliwa etycznie, co pokazują sprawy w sądach i wielu poszkodowanych nie ze swojej winy - różnych obligatariuszy, frankowiczów, nabywców polisolokat - ocenił dr Płókarz.
Zwrócił uwagę, że "właściciel" odpiera zarzuty, a za wszelkie nieprawidłowości i oszukiwanie klientów odpowiedzialni mieli być menedżerowie i bankowi doradcy. - To wygodne tłumaczenie i pewnie w jakiś sposób uzasadnione, mając takich prawników, mogą tego dowieść - stwierdził.