Ministerstwo Finansów potwierdza, że prawdopodobnie za dwa lata - czyli w 2028 r. - suma polskich zobowiązań przekroczy poziom 55 proc. PKB. Takie wyliczenia znalazły się w rządowej "Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2027-20230", opublikowanej w tym tygodniu przez resort.
Według najnowszych prognoz ministerstwa państwowy dług publiczny (PDP) netto w następnych latach będzie wynosić:
- 2027: wzrost do 54,7 proc. PKB
- 2028: wzrost do 57,4 proc. PKB
- 2029: wzrost do 58,1 proc. PKB
- 2030: spadek do 57,3 proc. PKB
Z punktu widzenia finansów publicznych to kluczowe dane, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami naruszenie limitu 55 proc. PKB wymusi wprowadzenie bolesnego planu oszczędnościowego. Tu opisaliśmy, jak taki plan odbije się na dochodach emerytów i rencistów czy pracowników sfery budżetowej. Jeśli prognoza autorstwa MF potwierdzi się, wspomniane ograniczenia będą uwzględnione w budżecie państwa na 2030 r.
"Nierealny" scenariusz Ministerstwa Finansów?
Ekonomiści w rozmowie z money.pl zwracają też uwagę na inne elementy rządowej strategii zarządzania publicznym długiem. Zdaniem części z nich najnowszy dokument Ministerstwa Finansów jest momentami oderwany od rzeczywistości.
- Papier wszystko zniesie - komentuje krótko dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Towarzystwa Ekonomistów Polskich. - Moim zdaniem zaproponowana przez ministerstwo redukcja deficytu budżetowego z poziomu 7,1 proc. do 4,2 proc. PKB jest nierealna przy tak dużym udziale "sztywnych" wydatków - dodaje.
Ograniczenie deficytu w takiej skali będzie wymagało pewnych "sztuczek" po stronie Ministerstwa Finansów. W grę może wchodzić wykorzystanie luk w stabilizującej regule wydatkowej czy utworzenie kolejnych pozabudżetowych funduszy na wzór tego, co funkcjonuje dziś w Banku Gospodarstwa Krajowego. W takim scenariuszu trzeba również liczyć się z podwyżkami wybranych danin i podatków
– mówi dr Starczewska-Krzysztoszek.
Ekspertka wskazuje również na, jej zdaniem, ewidentne braki rządowej publikacji. Jak tłumaczy, w strategii zarządzania długiem nie znajdziemy np. prognoz dla przyszłych potrzeb pożyczkowych Polski. - A te potrzeby będą, chociażby w związku z realizacją dużych projektów infrastrukturalnych i spłatą pożyczek zaciągniętych na cele obronne - tłumaczy Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.
Brakuje alternatywnych scenariuszy dla długu
Dokument nie wspomina również o tym, jak ewentualne obniżki ratingu Polski mogą w przyszłości wpływać na koszty obsługi naszego zadłużenia.
- Tymczasem najnowszy projekt ustawy budżetowej na 2027 r. zakłada, że w przyszłym roku przeznaczymy na ten cel 107 mld złotych, czyli 2,43 proc. polskiego PKB - podkreśla ekonomistka. To mniej więcej tyle, ile rocznie wydajemy łącznie na program 800 plus i wypłaty tzw. trzynastek i czternastek.
Podobnego zdania jest dr Jarosław Janecki ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. - Przypomnę, że agencja Moody's w uzasadnieniu do niedawnej decyzji o obniżce polskiego ratingu wskazywała, że będzie się przyglądać zmianom relacji państwowego długu do PKB - tłumaczy ekspert. - W razie dalszych wzrostów poziomu długu Polska musi liczyć się z ryzykiem kolejnych obniżek oceny wiarygodności kredytowej - dodaje.
W ocenie dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek z rządową strategią jest jeszcze jeden problem. - Taki dokument, jak strategia zarządzania długiem, powinien zawierać różne scenariusze, uwzględniające potencjalne ryzyka: od pogorszenia się sytuacji geopolitycznej po utrzymujące się ograniczenia w dostępie do ropy naftowej i jej przetworów. A tego, niestety, nie ma - komentuje nasza rozmówczyni.
Przymykanie oczu na otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą nie ułatwia planowania kolejnych wydatków z budżetu państwa. - W tym samym czasie rząd pracuje nad wprowadzeniem trzeciej odsłony pakietu "CPN". Ministerstwo Finansów położyło też na stole zmiany w podatku PIT. To wszystko jest niespójne - stwierdza ekonomistka.
Nie patrzmy na poziom, tylko na tempo przyrostu długu
W porównaniu do wielu innych krajów poziom polskiego długu nie wydaje się szczególnie wysoki. Na tle wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej Polska plasuje się obecnie mniej więcej w środku stawki.
Nasze zadłużenie, mierzone zgodnie z unijną definicją, osiągnęło w zeszłym roku poziom 59,7 proc. W tym samym czasie średnia dla całej UE wyniosła 87,8 proc., a pięć krajów zanotowało wynik powyżej 100 proc. PKB (Grecja, Włochy, Francja, Belgia i Hiszpania).
– W przypadku Polski kluczowy jest nie tyle poziom naszego zadłużenia w relacji do PKB, co tempo, w jakim rośnie dług – komentuje dr Jarosław Janecki. – W ciągu ostatnich kilku lat bardzo szybko przybliżamy się do poziomów, które obserwujemy w innych krajach Unii Europejskiej – dodaje ekonomista SGH.
– Musimy też pamiętać o tym, z czego bierze się tak wysoki poziom długu. Wbrew obiegowym opiniom, źródłem tego szybkiego wzrostu nie są tylko rosnące wydatki na obronę, ale także wyższe koszty obsługi długu – podkreśla nasz rozmówca.
Wydatki obronne to tylko jedna czwarta deficytu
Potwierdzają to ostatnie wyliczenia Rady Fiskalnej. W opinii wydanej w połowie września eksperci wykazali, że w latach 2021–2025 deficyt budżetowy w bardzo szybkim tempie zwiększył się z poziomu 1,7 do 7,3 proc. PKB, czyli aż o blisko 6 punktów procentowych.
"Podstawowym źródłem pogorszenia wyniku sektora instytucji rządowych i samorządowych od 2021 r. jest wzrost wydatków wyraźnie przewyższający przyrost dochodów w relacji do PKB" – tłumaczy Rada. "Przyrost relacji wydatków był ponad czterokrotnie wyższy niż relacji dochodów, co przełożyło się na zwiększenie deficytu o 5,6 pkt proc. PKB" – dodano w opinii.
Obalamy mit, że rosnący deficyt jest wynikiem załamania dochodów państwa. Nic takiego nie miało miejsca, a problemem są działania po stronie wydatkowej bez pokrycia w dochodach. Oczywiście, uszczelnianie systemu podatkowego jest stale potrzebne, ale dochody z tego tytułu nie będą spektakularne – mówił w wywiadzie dla money.pl przewodniczący Rady Fiskalnej, dr Sławomir Dudek.
Według Rady Fiskalnej cztery główne kategorie odpowiedzialne za szybki przyrost deficytu budżetowego w ostatnich latach to – w niemal równym stopniu – wydatki na cele obronne, ale też transfery socjalne, podwyżki wynagrodzeń w sferze budżetowej i koszty obsługi długu.