Panika w Seulu. Potężne spadki na giełdzie
Południowokoreańska giełda odnotowała spadki przekraczające 8 procent, co uruchomiło procedurę wstrzymującą handel. Inwestorzy masowo wyprzedają akcje w obawie przed decyzjami amerykańskiego banku centralnego oraz zadyszką w branży półprzewodników.
W poniedziałkowy poranek giełda w Korei Południowej doświadczyła potężnego rynkowego tąpnięcia. Główny indeks KOSPI zanurkował tak głęboko, że władze parkietu musiały sięgnąć po ostateczne narzędzie stabilizacyjne – mechanizm "circuit breaker". Oznaczało to całkowite wstrzymanie handlu na dwadzieścia minut. Oprócz tego uruchomiono zabezpieczenia ograniczające zlecenia sprzedaży programowej, aby wyhamować lawinową wyprzedaż aktywów.
Panika nie ograniczyła się tylko do głównego parkietu. Podobne mechanizmy hamujące aktywowano na mniejszej giełdzie KOSDAQ, która po raz pierwszy od kilku miesięcy spadła poniżej psychologicznej bariery tysiąca punktów. Zawirowania natychmiast uderzyły również w rynek walutowy, gdzie koreański won wyraźnie osłabił się względem waluty, jaką jest amerykański dolar, tuż po otwarciu notowań.
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Amerykańskie lęki uderzają w Azję
Co wywołało tak gwałtowną reakcję inwestorów w Azji? Źródeł problemu należy szukać za oceanem. Rynki finansowe znalazły się pod presją dwóch kluczowych czynników: obaw o politykę monetarną w Stanach Zjednoczonych oraz gwałtownej przeceny akcji spółek technologicznych na Wall Street.
Z jednej strony, solidne dane z amerykańskiego rynku pracy rozbudziły spekulacje, że tamtejszy bank centralny (Fed) może jeszcze w tym roku zdecydować się na krok, jakim są wyższe stopy procentowe. Taka perspektywa błyskawicznie pogorszyła globalne nastroje inwestycyjne, skłaniając kapitał do ucieczki od ryzyka.
Drugim ciosem dla rynków była sytuacja w strategicznej branży półprzewodników. Gdy gigant technologiczny Broadcom nie podniósł prognoz przychodów ze sprzedaży układów związanych ze sztuczną inteligencją, na giełdy powróciły obawy o przegrzanie tego sektora. W efekcie główne amerykańskie indeksy zamknęły poprzedni tydzień na sporych minusach, a akcje czołowych producentów chipów traciły na wartości w dwucyfrowym tempie.
Korekta czy początek większych problemów?
Według ekspertów rynkowych, obecna sytuacja nie musi jednak oznaczać fundamentalnego załamania w branży technologicznej, a rynki mogą po prostu odreagowywać wcześniejsze, niezwykle dynamiczne wzrosty.
Han Ji-young, analityk z Kiwoom Securities, zwraca uwagę, że trudno tłumaczyć załamanie notowań amerykańskich spółek technologicznych wyłącznie pogorszeniem koniunktury czy spadkiem popytu na sztuczną inteligencję. – W sytuacji, gdy nagromadziło się zmęczenie i obciążenia popytowo-podażowe w związku z niedawnym wzrostem cen akcji i nasilającą się koncentracją, wzrost rynkowych stóp procentowych w USA, wywołany niespodzianką na rynku pracy, dostarczył uzasadnienia dla korekty mającej na celu rozładowanie przegrzania – ocenia ekspert.
Przedstawiciel Kiwoom Securities zastrzega jednocześnie, że nie można lekceważyć psychologicznego ciężaru, jaki wywołała sekwencyjna wyprzedaż akcji producentów półprzewodników. Jego zdaniem kluczowe dla uspokojenia nastrojów i odwrócenia negatywnego trendu będą nadchodzące dane makroekonomiczne oraz kolejne raporty finansowe spółek.
Trudny rok dla koreańskiego parkietu
Warto przypomnieć, że giełda w Seulu ma za sobą wyjątkowo burzliwy okres. Według danych operatora parkietu, to już trzeci raz w tym roku, kiedy konieczne było całkowite wstrzymanie handlu z powodu drastycznych spadków. Poprzednie dwa takie przypadki miały miejsce na początku marca, kiedy globalnymi rynkami wstrząsnął wybuch konfliktu zbrojnego na linii Stany Zjednoczone-Iran.
Obecna fala wyprzedaży w Korei jest napędzana głównie przez kapitał zagraniczny, który masowo pozbywa się akcji. Uderza to w największe krajowe konglomeraty, w tym w gigantów technologicznych i motoryzacyjnych. Choć podmioty takie jak Samsung Electronics czy SK hynix zdołały w trakcie sesji odrobić część porannych, niezwykle głębokich strat, presja podażowa na całym rynku pozostaje wyraźna, a inwestorzy krajowi jedynie w niewielkim stopniu są w stanie amortyzować ucieczkę zagranicznych funduszy.