100 dolarów dawno "pękło". Ostrzegają przed nowym poziomem ceny ropy
Analitycy ostrzegają, że wstrząs paliwowy może być zapowiedzią podwyżek, które uderzą w portfele kierowców i konsumentów na całym świecie. Cena baryłki ropy może bowiem osiągnąć poziom znacznie wyższy od obecnych ponad stu dolarów.
W wyniku trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie rynki surowcowe notują potężne turbulencje. Według danych dostarczonych przez S&P Global Platts i cytowanych przez CNBC, cena baryłki ropy z Dubaju przekroczyła historyczny próg, sięgając poziomu 166 dolarów. Dla porównania, kluczowe zachodnie wskaźniki, takie jak europejski Brent czy amerykański West Texas Intermediate (WTI), oscylują obecnie w okolicach 100 dolarów za baryłkę.
To wyraźna eskalacja sytuacji, którą eksperci przewidywali już w połowie marca, ostrzegając, że ceny ropy będą tylko rosły w obliczu zamknięcia strategicznego szlaku transportowego. Choć lokalny rynek bliskowschodni bywa często pomijany w globalnych analizach, eksperci traktują obecną, skrajną sytuację cenową jako poważny sygnał ostrzegawczy dla reszty świata.
Warunkowość nie tylko przez SAFE. USA też mają wymagania
Paraliż kluczowego szlaku handlowego
Przypomnijmy, że główną przyczyną obecnego kryzysu jest wojna amerykańsko-irańska, która niemal całkowicie zablokowała żeglugę w cieśninie Ormuz. To strategiczny punkt na mapie świata, przez który w normalnych warunkach przepływa około jednej piątej globalnych dostaw czarnego złota. Jak wynika z danych przeanalizowanych przez firmę Charles Schwab, dzienna liczba statków tranzytowych spadła z ponad stu dwudziestu na początku roku do wartości bliskich zeru. Skutki tej blokady są najsilniej odczuwalne w krajach azjatyckich, takich jak Chiny i Indie, które tradycyjnie opierają się na dostawach z tego regionu.
Różnica cenowa między surowcem z Bliskiego Wschodu a rynkami zachodnimi wywołuje ożywione dyskusje wśród analityków. Natasha Kaneva, dyrektor do spraw badań rynków towarowych w banku JPMorgan, uważa, że drastyczne wyceny w Dubaju i Omanie bezpośrednio odzwierciedlają dotkliwy niedobór w Zatoce Perskiej. Ekspertka ostrzega jednocześnie, że rynek amerykański nie uniknie konsekwencji tych zjawisk.
Jeśli cieśnina nie zostanie ponownie otwarta, ta rozbieżność prawdopodobnie się nie utrzyma – oceniła Kaneva w nocie dla klientów, dodając, że ceny Brent i WTI ostatecznie wzrosną w obliczu konieczności zbilansowania globalnego rynku przy znacznie mniejszej podaży.
Z kolei Andy Harbourne, starszy analityk rynków naftowych w Wood Mackenzie, zwraca uwagę na rosnącą desperację nabywców. Zaznacza on, że amerykańska ropa nie jest idealnym zamiennikiem dla surowca bliskowschodniego, jednak przedłużająca się blokada może zmusić kupców do poszukiwania wszelkich dostępnych alternatyw. – Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa zamknięcie cieśniny Ormuz. Cały rynek w pewnym sensie na bieżąco aktualizuje swoje założenia – tłumaczy Harbourne. Zauważa również, że obecna luka cenowa jest wyraźnym sygnałem dla rynków zachodnich, by przekierować dostawy ropy do Azji.
Sytuacja na rynkach azjatyckich jest na tyle napięta, że część ekspertów z dużym dystansem podchodzi do tamtejszych notowań. Susan Bell, starsza wiceprezes w firmie badawczej Rystad, określa obecne ceny w Singapurze mianem niemal fikcyjnych z powodu ogromnych zakłóceń w dostawach. Według niej tradycyjne mechanizmy wyceny w tym regionie zostały w dużej mierze zawieszone przez wojenne realia.
Koszty konfliktu uderzą w konsumentów
Przedłużający się paraliż na Bliskim Wschodzie to nie tylko problem dla maklerów giełdowych, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla finansów osobistych. Od początku wybuchu konfliktu europejska ropa Brent podrożała o blisko połowę. Jak podkreślają analitycy cytowani przez amerykański portal, wyższe koszty zakupu i transportu surowca nieuchronnie przełożą się na ostateczne ceny towarów na półkach sklepowych.
Eksperci ostrzegają, że konsumenci mogą wkrótce przeżyć szok cenowy. Zjawisko to nie ograniczy się wyłącznie do wyższych rachunków na stacjach benzynowych. Rosnące koszty paliwa uderzą w logistykę – od flot samochodów ciężarowych po statki handlowe. Zwiększone opłaty za fracht i transport drogowy zostaną ostatecznie wliczone w ceny produktów codziennego użytku, co może stanowić potężny impuls proinflacyjny, drenujący portfele gospodarstw domowych na całym świecie.
Temat wpływu konfliktu na ceny surowców energetycznych był szczególnie gorący w ostatnich tygodniach. Już pod koniec lutego eksperci przestrzegali, że atak na Iran może wywindować ceny benzyny, wskazując na cieśninę Ormuz jako kluczowy punkt zagrożenia dla światowej gospodarki. Obawy te potwierdziły się na początku marca, gdy Iran zaczął grozić podpalaniem tankowców, a ubezpieczyciele drastycznie podnieśli ceny polis dla statków przepływających przez ten strategiczny szlak. Sytuacja stała się na tyle nieprzewidywalna, że ropa zaczęła nerwowo reagować na każdą wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa dotyczącą możliwego końca wojny, tworząc efekt rollercoastera na rynkach surowcowych.
Źródło: CNBC