Trwa ładowanie...
Zaloguj
Przejdź na
Afera GetBack i wszechobecny syndyk
WP magazyn

Afera GetBack i wszechobecny syndyk

(East News, ARKADIUSZ ZIOLEK)

Syndyk reprezentujący interesy oszukanych obligatariuszy GetBack pisał opinie wykorzystywane przez jednego z głównych podejrzanych w całej aferze. Zdaniem ekspertów to rażący konflikt interesów. Syndyk nie ma sobie nic do zarzucenia i uważa, że zainteresowanie nim wynika z tego, że jest skuteczny i dla niektórych "niewygodny". Dla jednego z obligatariuszy, który stracił 350 tysięcy zł - to dowód, że odzyskanie środków potrwa lata.

Marcin Kubiczek to doświadczony doradca restrukturyzacyjny i syndyk. Prowadził i prowadzi wiele dużych spraw upadłościowych.

26 lipca 2022 r. został syndykiem Idea Banku, należącego niegdyś do imperium Leszka Czarneckiego. Idea Bank przechodzi dziś przez proces upadłości, a wpadł w tarapaty między innymi z powodu tzw. afery GetBacku.

GetBack jeszcze kilka lat temu sprawiał wrażenie obiecującej spółki windykacyjnej. Dziś wszystko jednak wskazuje, że to efekt mirażu: dziwnych operacji finansowych, a także missellingu polegającego na finansowaniu swojej działalności z pieniędzy wprowadzanych w błąd zwykłych ludzi, chcących zainwestować swoje środki.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Afera GetBack, pozew wobec Idea Banku. "Nie miał prawa tego oferować"

I tu właśnie łączy się sprawa Idea Banku z GetBackiem. Ten pierwszy sprzedawał prywatne obligacje tego drugiego. Gdy GetBack się wywrócił, ludzie stracili niemal 2,5 mld zł. Pokrzywdzonych obligatariuszy jest prawie 10 tys.

Walka o wpływy

Kilkanaście dni temu Marcin Kubiczek, jako syndyk Idea Banku, zorganizował spotkanie prasowe, na którym wskazał, że w trakcie postępowania upadłościowego Idea Banku zgłosiło się kilkuset poszkodowanych obligatariuszy GetBack. Jako klienci banku domagają się - właśnie od banku - odszkodowania z tytułu misssellingu, czyli nieuprawnionego oferowania obligacji GetBack przez Idea Bank.

- Wiele wskazuje na to, że ich roszczenia są zasadne. To kwota wielomilionowa - powiedział Kubiczek.

Zaatakował też obecnie zarządzających GetBackiem (obecna nazwa - Capitea). Jego zdaniem należy powołać nowego zarządcę, którego wybraliby wierzyciele.

Innymi słowy: tym, co zostało z GetBacku, powinni zarządzać dziś - zdaniem Kubiczka - inni ludzie. Bo tylko ta zmiana może zapewnić, że "zwykły Kowalski" odzyska zainwestowane kilka lat temu pieniądze.

Zarządzający Capiteą - co oczywiste - z wnioskiem Kubiczka się nie zgadzają. Kwestionują jednak nie tylko samą argumentację, lecz także sam fakt, że to Kubiczek reprezentuje poszkodowanych w aferze.

Powód? Ten sam Marcin Kubiczek sporządził trzy opinie korzystne dla jednego z głównych podejrzanych w sprawie.

W ocenie Capitei to rażący konflikt interesów: Kubiczek bowiem z jednej strony reprezentuje wierzycieli, a z drugiej pomagał potencjalnemu dłużnikowi.

I jeśli pomoc - właśnie dla potencjalnego dłużnika - okaże się skuteczna, ponad 200 mln zł do rozdysponowania pomiędzy wierzycieli w ogóle nie trafi.

Wątpliwy zakup

Cały łańcuszek wierzycieli i dłużników jest dość skomplikowany.

W największym uproszczeniu: zwykli obligatariusze są wierzycielami Idea Banku. Idea Bank z kolei jest wierzycielem Capitei (dawnego GetBacku). Capitea zaś domaga się pieniędzy od Piotra Osieckiego, doświadczonego menedżera i dawnej gwiazdy polskiej giełdy, i funduszy Altus powiązanych z Osieckim. Robi to tak na drodze cywilnej, jak i liczy na efekt na ścieżce karnej.

Prokuratura postawiła bowiem Osieckiemu zarzuty. Zabezpieczono też u różnych podejrzanych osób (podejrzanych m.in. o wyrządzenie szkody w tej sprawie) ponad 200 mln zł. W tym jest i zabezpieczenie na majątku samego Osieckiego.

Główny zarzut śledczych wobec Osieckiego (i zarazem jeden z głównych wątków afery GetBacku) dotyczy sprzedaży przez Altus GetBackowi akcji spółki EGB.

GetBack wydał na to ponad 200 mln zł, podczas gdy - w ocenie prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego - powinien był zapłacić o wiele mniej, a być może nawet transakcja była z punktu widzenia GetBacku bezwartościowa.

"Transakcja przeprowadzona w sierpniu 2017 roku, na podstawie której GetBack SA nabyła 100 proc. akcji spółki EGB Investments SA za cenę 209 mln złotych, nie przyniesie Spółce przyszłych korzyści ekonomicznych" - stwierdziła Komisja Nadzoru Finansowego, która poinformowała o sprawie prokuraturę.

Zdaniem śledczych doszło więc do wyprowadzenia majątku z GetBacku do Altusa wskutek zmowy prezesów obu firm. Najpierw ucierpiał na tym GetBack, a ostatecznie - jego obligatariusze.

Walka na opinie

Jeżeli Piotr Osiecki zostanie skazany w postępowaniu karnym, niemal pewne jest to, że będzie musiał spłacić Capiteę (dawny GetBack). Ta zaś miałaby pieniądze na spłacanie swoich wierzycieli. Kluczowa w sprawie będzie ocena, ile tak naprawdę były warte akcje EGB. Jeśli bardzo mało i Osiecki o tym wiedział - wyrok skazujący jest prawdopodobny.

Jeżeli jednak doświadczony menedżer mógł mieć przekonanie, że papiery wartościowe rzeczywiście są warte ponad 200 mln zł - nie sposób go będzie uznać za winnego w tej sprawie. Biegli powołani przez prokuraturę uważają, że oczywiste było, iż akcje EGB nie są warte zapłaconej za nie kwoty.

Obrońcy Osieckiego jednak mają swoje ekspertyzy. A wśród nich trzy opinie Marcina Kubiczka. Wynika z nich - mówiąc najprościej - że akcje EGB były warte ponad 200 mln zł, a przynajmniej taka ich wycena nie była niczym wyjątkowym.

Zarzut etyczny

- Sytuacja jest kuriozalna. Przyznaję, że z czymś takim się nigdy nie spotkałem - mówi nam radca prawny Jerzy Kozdroń, były wiceminister sprawiedliwości, współtwórca obecnego prawa upadłościowego oraz restrukturyzacyjnego.

- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że osoba, która napisała opinie dla potencjalnego dłużnika, nie powinna zostawać syndykiem masy upadłości spółki, która ma interes ekonomiczny w skazaniu tegoż dłużnika - twierdzi Kozdroń.

I dodaje, że gdyby syndyk był adwokatem lub radcą prawnym, najprawdopodobniej czekałoby go postępowanie dyscyplinarne. Marcin Kubiczek jednak w ogóle nie jest prawnikiem.

- Nie wypada być syndykiem masy upadłości i sporządzać opinii na rzecz osób i podmiotów mogących być dłużnikami dłużnika. To działanie moralnie naganne, bo ostatecznie może prowadzić do uszczuplenia zaspokojenia wierzycieli, czyli osób, na rzecz których działa syndyk - uważa dr hab. Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

Przy czym, jak przyznaje, nie ma przepisów, które by zakazywały łączenia tego typu działalności.

- Jednocześnie sąd w toku postępowania karnego może wziąć pod uwagę sposób działania osoby sporządzającej opinię prywatną, stosownie do art. 196 kodeksu postępowania karnego [przepis mówi m.in. o powodach osłabiających zaufanie do wiedzy lub bezstronności biegłego - red.] - zaznacza minister Warchoł.

Gdy spytaliśmy Marcina Kubiczka o to, jak ocenia słowa o moralnie nagannym postępowaniu, odparł, że takie twierdzenia to manipulacje i nadużycia.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia. To, co robię, jest zgodne z prawem, moralne, etyczne i właściwe - przekonuje syndyk. I dodaje, że przecież to sąd ustanowił go syndykiem, a nie on sam siebie wybrał. Wyciągnął też inny przykład, który ma dowodzić, że to nic nadzwyczajnego.

- Dla przykładu w Twoja SKOK Kędzierzyn Koźle jestem syndykiem masy upadłości, a wcześniej byłem biegłym w tej sprawie na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Opolu, śledztwo w tej sprawie prowadziło też ABW. To nie jest żadną przeszkodą. Co więcej, w tej sprawie zostałem powołany jako syndyk przez sąd upadłościowy właśnie ze względu na to, że posiadałem już stosowną wiedzę. A zdobyłem ją w trakcie analiz i zapoznawania się z materiałem dowodowym i z samym zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie - tłumaczy. 

Jerzy Kozdroń uważa argument o wyborze przez sąd za bałamutny. Sąd bowiem - jak zauważa prawnik - mógł nie wiedzieć, że osoba powoływana na syndyka działała wcześniej na rzecz innej osoby zaangażowanej w całą sprawę.

- To prawda, że żaden przepis nie wskazuje wprost, że nie powinno się reprezentować i wierzyciela, i działać w interesie potencjalnego dłużnika. Ale gdyby przepisy miały określać każdą sytuację, to prawo upadłościowe musiałoby mieć 10 tys. artykułów, a i to byłoby mało. Jest coś takiego jak zdrowy rozsądek - przekonuje mec. Jerzy Kozdroń.

Niewygodny syndyk

Przedstawiciele Capitei, z którymi rozmawialiśmy, zwracają również uwagę na to, że wszyscy przyjmują za pewnik, iż opinie u Marcina Kubiczka zamówił Piotr Osiecki lub jego Altus, ale z treści samych opinii to wcale nie wynika. Nie wskazano bowiem, na czyje zlecenie zostały sporządzone.

Podczas spotkania z Marcinem Kubiczkiem, w którym uczestniczył jego pełnomocnik, adwokat Maciej Wałejko, syndyk z prawnikiem przekonywali nas, że nie ma praktyki wskazywania danych zamawiającego w treści opinii. Są one zresztą znane prokuraturze i sądom w ramach prowadzonych postępowań cywilnych, w których pojawiły się opinie autorstwa Kubiczka. Do opinii bowiem dołączany jest list przewodni.

Marcin Kubiczek, dopytywany o zamawiającego, wskazał, że sporządzenie wszystkich trzech opinii zleciła Katarzyna Szwarc, obrończyni Piotra Osieckiego. Nie wie zarazem, dlaczego Szwarc zgłosiła się właśnie do niego. Być może - jak twierdzi Kubiczek - z tego względu, że jest jednym z nielicznych biegłych specjalizujących się w wycenie przedsiębiorstw w Polsce, a jego opinie są poważane przez sądy.

Capitea, w przesłanej nam korespondencji, obawia się, że gdy Marcin Kubiczek doprowadzi do zmiany zarządcy, w praktyce kontrolę nad spółką przejmie Piotr Osiecki lub osoby z nim powiązane. I w efekcie tak Capitea, jak i jej wierzyciele, nie dostaną żadnych pieniędzy.

Kubiczek ten zarzut odrzuca.

- Podkreślam, że nie uczestniczę w żaden sposób w tworzeniu i prowadzeniu strategii procesowej pana Piotra Osieckiego i w niej nie uczestniczyłem. Nie jestem jego doradcą. Nie jestem z nim na "ty", nie mam z nim żadnych relacji towarzyskich, nie mam z nim żadnych wspólnych biznesów, nie jesteśmy kolegami - zaznacza Marcin Kubiczek.

A zainteresowanie jego działalnością postrzega jako dowód na to, że jest niewygodny dla tych, którzy zarządzają Capiteą.

A ci, którzy wydali pieniądze na obligacje korporacyjne GetBack mogą się tym sporom tylko przyglądać.

- Gdy patrzę na tę sytuację i wymianę ciosów oraz pism, to nie mam wątpliwości, że cała ta afera to sprawa, która potrwa lata. Z mojej perspektywy najważniejsze jest, by pojawiła się jakakolwiek wizja odzyskania pieniędzy. Mam swoje lata, wiecznie nie będę czekał, a i możliwości działań prawnych powoli się kończą - opowiada money.pl jeden z obligatariuszy (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).

Majątku dorobił się na własnej firmie handlowej, a zarobione pieniądze inwestował. Głównie robił to za namową doradcy z Lion's Banku, czyli części premium nieistniejącego już Idea Banku. I to właśnie w ten sposób wyłożył 250 tys. zł na obligacje Idea Banku i 100 tys. zł na obligacje GetBack. Kłopoty i jednego, i drugiego podmiotu przyniosły mu gigantyczne straty finansowe. - Cała ta sprawa dotycząca Idea Banku, Getin Noble Banku i GetBack to mętna woda, w której niewiele prawdy widać - dodaje.

W tej sprawie o stanowisko pytaliśmy również reprezentantów Altus TFI - firmy Piotra Osieckiego. Firma nie odpowiedziała jednak na nasze pytania.

Napisz do autorów:

Mateusz Ratajczak - mateusz.ratajczak@grupawp.pl

Patryk Słowik - patryk.slowik@grupawp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP magazyn
KOMENTARZE
(311)
Yazz
7 miesięcy temu
Przy obecnym postępowaniu układowym wierzyciele stracili 75% tego co wpłacili. Resztę może im oddadzą w ratach wypłacanych przez wiele lat. Zgodzili się na ten układ bo ich okłamano ze firmie nie ma żadnego majątku. Rok czekali na pierwsze sprawozdanie finansowe ... Teraz po raporcie NIK wiemy że same portfele wierzytelności są warte minimum 5 razy tyle ile wynosi zadłużenie wobec wierzycieli. Te pieniądze są regularnie odzyskiwane i wyprowadzane do innych spółek. Ten układ trzeba zmienić. Tylko tak można odzyskać nasze pieniądze, puki one jeszcze tam są.
Jajczak
8 miesięcy temu
kase zabrali, ludzie stracili oszczednosci zycia a teraz zapraszaja na kolejne produkty. firmy zniknely ale nie do konca, co udalo sie zabrac to zabrali. syndyk patrzy i nic z tym nie robi. idea bank, getin zmienily tylko szyld na velo bank i gitara
Bibi
rok temu
Pamietajcie! Syndyk to złodzieje którzy doją kasę wierzycieli latami, wmawiajac im że walczą o ich kasę i zarządzają majątkiem upadlosciowym! Najczęściej to mafia wprowadzająca pieniądze pod pretekstem jakichś pozorowanych operacji finansowych i ekspertyz. Powodzenia!
Gruby
rok temu
Kto sprawdzi bańki co rozprowadzały obligacje GetBack PKO, MBANK, ING, SANTANDER ITD.
Ewa
rok temu
Syndyk jest szczery do bólu jak ktoś wtopil 350 tyś.zl to aby odzyskać to potrwa latami,na biednego nie trafiło,ludzie chcieli zarobić jak Ci z Amber Gold. A to wszystko jest lipa.
...
Następna strona