Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Paweł Orlikowski
Paweł Orlikowski
|
aktualizacja

Afera mięsna. Ekolodzy i rolnicy jednym głosem przeciw ministrowi Ardanowskiemu

289
Podziel się:

Działania ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego nie podobają się zarówno ekologom, jak i rolnikom. Greenpeace wskazuje, że minister o nielegalnym uboju w Polsce wiedział już w 2007 r. Zdaniem rolników zamiata sprawę pod dywan.

Ekolodzy zarzucają ministrowi, że nie robi nic; rolnicy, że lekceważy problem.
Ekolodzy zarzucają ministrowi, że nie robi nic; rolnicy, że lekceważy problem. (PAP, PAP/Tytus Żmijewski)

Brak odpowiedniej kontroli i nadzoru, a ponadto nieprawidłowy rejestr mięsa z ubojni – te niepokojące wnioski z ostatnich wydarzeń jednym głosem podnoszą zarówno ekolodzy, jak i rolnicy. Afera mięsna wybuchła po ujawnieniu przez dziennikarzy "Superwizjera" procederu jednej z rzeźni na Mazowszu. Handlowano tam mięsem z chorych, a nawet padłych krów.

Zdaniem ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego to jednostkowy przypadek, a nie problem ogólnopolski. I znów, i ekolodzy i rolnicy twierdzą, że minister mija się z prawdą.

"Mięso poza kontrolą" to najnowszy raport przygotowany przez Greenpeace Polska. Ekolodzy wskazują w nim, że Ardanowski wiedział o problemie handlu "leżakami" (jak nazywa się kontuzjowane, chore lub nawet padłe krowy i świnie, które skupuje się, by przerobić je na mięso) już w 2007 r., kiedy był wiceministrem resortu.

Zobacz także: Zobacz też: Czy powinniśmy bać się mięsa w kebabach?

Ardanowski już wtedy obiecał, że rozprawi się z procederem. Ekolodzy mówią jasno: minister w tej sprawie nie zrobił nic. Skutku nie przyniosły też kontrole wszystkich rzeźni prowadzone w 2013 roku.

- To pokazuje, że obecnie ujawniony proceder jest – wbrew zapewnieniom Ardanowskiego – nagminny, a wprowadzenie skutecznej reformy jest najwyraźniej albo bardzo trudne albo ministrowi lepiej wychodzi prowadzenie konferencji prasowej niż wprowadzanie konkretnych rozwiązań – podkreślają ekolodzy.

Wtórują im rolnicy. W rozmowie z money.pl Juliusz Pająk z AGROUnii podkreśla, że ubojnie są za słabo kontrolowane, a postawa ministra Ardanowskiego jest lekceważąca.

- Był pożar w escape roomie i wszystkie poddano kontrolom, te wykazały wiele błędów. Niektóre miejsca zostały zamknięte. W kwestii uboju od ministra Ardanowskiego słyszymy, że to incydent. Jak można powiedzieć, że coś jest incydentem, jeśli nie skontrolowało się wszystkich podmiotów? – mówi w rozmowie z money.pl przedstawiciel AGROUnii Juliusz Pająk.

- Minister Ardanowski jest specjalistą od pustych obietnic i gładkich słów. O tym, że w polskich ubojniach zabija się chore krowy, wiedział już w 2007 roku. Nie zrobił wtedy nic, aby naprawić system, a teraz skupia się na wizerunku polskiej żywności. Jednak bez zdecydowanych kroków, ten wizerunek będzie tylko się pogarszał – twierdzi Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska.

Po wybuchu afery mięsnej do Polski przyjechali unijni inspektorzy. Wszczęli kontrole polskich ubojni, szczegółowy raport powstaje.

- Dochodzą do nas informacje, że raport Komisji Europejskiej w sprawie polskich ubojni jest fatalny. Są duże nieprawidłowości, mięso jest nieprawidłowo rejestrowane. Poświęcenie Niemczuka (Głównego Lekarza Weterynarii – przyp.) byłoby bardzo niehonorowe. Ardanowski miał tę wiedzę już dawno – mówi Juliusz Pająk z AGROUnii.

- Choćby wczoraj w gazecie widziałem kolejne ogłoszenie dotyczące skupu chorego bydła. Ten proceder istnieje, działania ministra Ardanowskiego to próba przykrycia problemu – podsumowuje Pająk.

Ekolodzy i rolnicy razem

W rozmowie z money.pl Katarzyna Jagiełło z Greenpeace podkreśla, że współpraca z rolnikami jest dla ekologów kluczowa.

- Są oni ofiarami zepsutego systemu produkcji żywności. Jesteśmy w kontakcie z AGROUnią i wiemy, że mamy wiele wspólnych postulatów. Chcemy także wciągnąć na pokład rolników ekologicznych - ministerstwo rzuca im kłody pod nogi, a Polska jest stworzona do tego, żeby rolnicy gospodarujących w niewielkich gospodarstwach zarabiali godnie, jednocześnie trzymając zwierzęta w jak najlepszych warunkach. Widzimy wielkie szanse w takiej współpracy - mówi Jagiełło.

Mięso poza kontrolą

W raporcie dotyczącym kontroli mięsa w Polsce Greenpeace wymienia szereg nieprawidłowości lub nieścisłości prawnych. Ponadto eksperci wskazują na zatrważające statystyki.

Polska jest europejską potęgą w produkcji i eksporcie kurczaków, a także największym eksporterem wołowiny do krajów pozaunijnych. Jednocześnie ponosi duże koszty środowiskowe i społeczne, a krajowe instytucje odpowiedzialne za nadzór nad jakością i bezpieczeństwem produktów mięsnych borykają się z brakiem ludzi, pieniędzy oraz rozmywaniem odpowiedzialności między szeregiem instytucji. W efekcie system kontroli jest niewydolny – wskazują ekolodzy w raporcie.

Podczas, gdy przeciętny Europejczyk je ponad 69 kg mięsa rocznie, w 2017 roku średnie spożycie mięsa na jednego mieszkańca Polski wynosiło 78,5 kg. Co sprawia, że obecny poziom konsumpcji jest najwyższym w historii. Do tego jemy niezdrowo. Eksperci wskazują, że spożycie czerwonego i przetworzonego mięsa nie powinno przekraczać 0,5 kg tygodniowo. Tymczasem w Polsce jest to 1,6 kg tygodniowo na osobę.

Jak wynika z raportu, średnio w Polsce każdej minuty zabija się:

- 2 087 kurczaków (co sekundę 36 kurczaków),
- 42 świnie (co 1,5 sekundy jedną świnię),
- 3 krowy (co 20 sekund jedną krowę).

Kontrola nie działa

W 2017 r. Inspekcja Weterynaryjna skontrolowała 7 proc. wszystkich gospodarstw utrzymujących bydło, 11 proc. ferm świń i 52 proc. ferm drobiu rzeźnego. To ona wykonuje największą część zadań kontrolnych związanych z produkcją produktów pochodzenia zwierzęcego. Inne służby to: Państwowa Inspekcja Sanitarna, Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS), Inspekcja Handlowa.

Wszystkie te organy działają na podstawie odrębnych aktów prawnych. W efekcie dochodzi do sytuacji, w których Inspekcja Handlowa w przypadku wykrycia zafałszowanego produktu jest w stanie ukarać tylko jego dystrybutora, ponieważ postępowanie wobec producenta wszcząć może tylko IJHARS.

Inspekcja Weterynaryjna i Państwowa Inspekcja Sanitarna muszą natomiast ustalać podział kompetencji i obszary współpracy na drodze wzajemnych porozumień ramowych, których wypracowanie potrafi trwać latami.

Wysiłki na rzecz konsolidacji organów urzędowej kontroli żywności, która mogłaby usprawnić ich działanie, sięgają aż 2006 r. Powstała wtedy koncepcja utworzenia Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności (PIBŻ). Za tej kadencji w 2017 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o PIBŻ, jednak w styczniu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski ogłosił wycofanie tego projektu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(289)
polak
3 lata temu
Skoro minister znal sprawe od 2007 roku ,mam pytanie do zdolnych , kto w latach 2007 - 2015 rzadzil krajem min ARDANOWSKI .Czy ktos inny z jakiego ugrupowania byl,byli to ministrowie. Takie nazwiska jak KALINOWSKI, SAWICKI, PIECHOCINSKI mowia cos czy nic .
Marek
3 lata temu
Komu tak zależy żeby polskie rolnictwo trafiło wiarygodność? Tylko naszym konkurentom. Greenpeace i kondycja mięsa ... to pachnie kolejnym zleceniem na obniżenie naszej konkurencyjności. Kto za to płaci?
Rak
3 lata temu
To glosujcie dalej na PiS Pan kaczynski wielki filantrop zwierzat co w tej spr zrobil nic 😠
mark
3 lata temu
Tylko mięso pozyskane w wyniku polowania jest zdrowe i etyczne. Tak było jest i będzie
kmac
3 lata temu
Już dawno powinien zostać odwołany, a gdyby miał odrobinę honoru to podał by się do dymisji.
...
Następna strona