Było gorąco, będzie drogo? Tak susza i upał zmieniają ceny

Aż 100 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną, rekordy wysokich temperatur i niskich stanów rzek. Lato nas nie oszczędza, co przekłada się już na ceny prądu. Wkrótce podwyżki możemy odczuć także kupując żywność.

 Susza to droższy prąd
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Berit Kessler, DAREK11 | ZipZapic.com, FotoDax

28 czerwca w Kołudzie Wielkiej zanotowano 40,6°C – najwyższą temperaturę w historii pomiarów w Polsce. Tego samego dnia w Słubicach było 40,5°C. To absolutne rekordy. Czerwiec był trzecim najcieplejszym czerwcem w Polsce od 1951 r. Lipiec, choć mógł nam się wydawać chłodniejszy, to tak naprawdę obfitował tylko w ekstrema – zimne dni przeplatały się z upalnymi. – Mieliśmy więc tak zwany "lipcopad" – żartuje Michał Brennek, meteorolog z Zakładu Geofizyki PAN.

Jak dodaje, także w sierpień weszliśmy z rekordami. – Zakopane ustanowiło rekord liczby dni upalnych w jednym roku w całej historii pomiarów: osiem dni z temperaturą powyżej 30°C, czyli niemal tyle, ile pod Tatrami odnotowano łącznie w całym XX wieku – mówi Brennek. W Małopolsce zanotowano też najcieplejszą noc w historii polskich pomiarów, grubo powyżej progu nocy tropikalnej: – Takie noce pozbawiają organizm jedynego okna w ciągu doby na wychłodzenie i regenerację, a to właśnie brak nocnej ulgi, nie same dzienne maksima, jest jednym z głównych mechanizmów, przez które fale upałów zabijają – zauważa meteorolog.

Skala upałów była wyjątkowa też w Europie Zachodniej. Według Copernicus Climate Change Service (C3S) czerwiec i lipiec to najcieplejsze dwa pierwsze miesiące lata w historii pomiarów w tej części kontynentu. Brennek wylicza: – Absolutne rekordy krajowe padły w co najmniej siedmiu państwach: obok Polski, m.in. w Niemczech, Czechach, Słowacji, na Węgrzech i w Danii, a kontynentalne maksimum czerwcowej fali to 45,1°C w hiszpańskim Andújar. W szczycie fali upałów ponad 190 mln Europejczyków znajdowało się w zasięgu temperatur powyżej 35°C.

W tych warunkach rozprzestrzeniały się też pożary. Według Europejskiego Systemu Informacji o Pożarach Lasów (EFFIS) do 6 sierpnia spłonęło w Europie już ponad 500 tys. ha – obszar ponad dwukrotnie większy niż średnia z ostatnich dwóch dekad.


WIDEO
Zwiastują koniec lata. Nad Bałtykiem jest ich pełno


Rzeka wysycha – drożeje prąd

– Sierpień to w Polsce szczyt zagrożenia pożarowego, a susza hydrologiczna osiągnęła już poziom ekstremalny – wskazuje Michał Brennek. Według komunikatu IMGW z 19 sierpnia, mamy już rekordowe 100 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną, najwięcej, odkąd w 2023 r. wprowadzono ten typ alertów. Zdecydowana większość dotyczy dwóch największych dorzeczy – Wisły i Odry. Absolutne minima stanów wody tego lata padły m.in. na Wiśle, Sanie, Wieprzu, Bugu i górnej Warcie.

Z powodu rekordowo niskiego poziomu Wisły i wysokiej temperatury wody Enea musiała na początku sierpnia wyłączyć część bloków węglowych w elektrowniach Kozienice i Połaniec. System chłodzenia elektrowni pobiera z rzeki około 80–100 m3/s wody. Przepływ wody w pobliżu Kozienic spadł natomiast do zaledwie 135 m3/s, co jest oznaką poważnej suszy. W związku z ograniczeniem pracy kilku bloków elektrowni 4 sierpnia z krajowej sieci zniknęło łącznie około 1,1–1,3 GW mocy – mniej więcej tyle, ile potrzebują latem w ciągu dnia Kraków, Wrocław i Łódź jednocześnie. Problem trwa – 20 sierpnia w zestawieniu TGE jako "nieplanowane ubytki" figurowały bloki Kozienic i Połańca o łącznej mocy sięgającej ok. 1,9 GW.

To pierwszy od lat przypadek, gdy niski stan rzek wpłynął w taki sposób na pracę dużych elektrowni w Polsce. To z kolei przełożyło się na ceny energii: początek sierpnia przyniósł ich wzrost. Po pierwszym tygodniu miesiąca średnia cena energii dla Polski wyniosła 600,86 zł/MWh, co czyni sierpień drugim, jak dotąd, najdroższym miesiącem tego roku, po rekordowym styczniu. Średnia dzienna cena energii 20 sierpnia to już 660 zł/MWh.

Problemy pojawiły się też w innych krajach Europy. Na Węgrzech produkcję energii ograniczyła elektrownia jądrowa Paks, która wykorzystuje wodę z Dunaju do chłodzenia reaktorów. W Rumunii, na Węgrzech i Słowacji niski stan Dunaju zmniejszył także produkcję energii wodnej. Jedyna słoweńska elektrownia jądrowa Krško 6 sierpnia obniżyła poziom pracy reaktora do 80 proc. z powodu niskich stanów i wysokiej temperatury Sawy. Upały obniżały też sprawność elektrowni gazowych w Europie, a słabe wiatry – produkcję energii z farm wiatrowych.

Połączenie spadku podaży energii z rosnącym zapotrzebowaniem na chłodzenie sprawiło, że letnie ceny energii elektrycznej w Europie osiągnęły poziomy notowane zwykle zimą. Analitycy firmy doradczej Energy Solution, prócz upałów i ograniczeń w elektrowniach, jako przyczynę wskazują też wzrosty cen gazu ziemnego, wywołane napięciami na Bliskim Wschodzie. Średnia cena energii na rynku spot w lipcu wyniosła 102,9 euro/MWh. Jednocześnie aż 21 krajów – najwięcej w tym roku – przekroczyło "psychologiczną barierę" ceny 100 euro/MWh.

© Energy Solution | -

W Niemczech od kilku tygodni niskie stany wody powodują problemy żeglugi śródlądowej. W całości lub częściowo zawieszane są one na Renie, jednym z najbardziej ruchliwych szlaków handlowych Europy, którym rocznie transportuje się około 285 mln ton ładunków (około 80 proc. towarów przewożonych śródlądowymi drogami wodnymi Niemiec). Renem płynie też węgiel energetyczny, którego ceny wzrosły – jak piszą analitycy Energy Solutions – m.in. z powodu sytuacji na rzece.

Trudne żniwa, niższe plony

Żniwa w Polsce trwały w tym roku na polach dotkniętych suszą, a pogoda nie pomagała. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa podkreśla, że choć opady miejscami poprawiły uwilgotnienie gleby, nie zdołały już odwrócić strat w plonach. Wylicza też, że największe problemy dotyczą zbóż jarych i ozimych, kukurydzy, ziemniaków, buraków cukrowych i roślin pastewnych. Szczególnie dotkliwe skutki odczuwają rolnicy w województwach kujawsko-pomorskim i mazowieckim, gdzie w przypadku niektórych upraw zagrożenie suszą odnotowano w 100 proc. gmin. Do tego gwałtowne burze i gradobicia już na przełomie czerwca i lipca zniszczyły w wielu miejscach całe połacie upraw.

© System Monitoringu Suszy Rolniczej | -

Jaka żywność może podrożeć?

Szacunki Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że tegoroczne zbiory większości upraw będą w Polsce niższe niż przed rokiem. Co to oznacza dla cen żywności?

Największe ryzyko podwyżek dotyczy owoców, części warzyw oraz produktów zbożowych. Według wstępnego szacunku GUS zbiory owoców z drzew mogą być w tym roku o 18,6 proc. mniejsze niż w 2025 r. Produkcja jabłek ma spaść o 19,5 proc., a malin aż o 23 proc. Zbiory warzyw gruntowych mają być niższe o 4,5 proc. Słabiej wyglądają m.in. prognozy dla marchwi, kapusty, cebuli i pomidorów – wylicza dr Paulina Sobiesiak-Penszko, prezeska Instytutu Strategii Żywnościowej Grunt.

Ryzyko wzrostu cen dotyczy również zbóż, na co wskazują zarówno obniżone prognozy plonów w UE, jak dane FAO czy GUS. Indeks cen żywności FAO mówi, że w lipcu światowe ceny żywności osiągnęły najwyższy poziom od ponad trzech lat. – Indeks FAO pokazuje możliwy wzrost cen takich produktów jak cukier, słodycze, przetwory, pieczywo, makarony, mąka. Zagrożone wzrostem cen są również oleje i produkty powiązane – wylicza z kolei Katarzyna Banul-Wójcikowska, analityczka ISŻ Grunt. – Wzrost cen konkretnych produktów następuje z opóźnieniem i jest uzależniony również od innych czynników, takich jak kurs złotego, marże, ceny paliw. Wrażliwość na różne kryzysy globalnego rynku żywnościowego sprawia, że trudno przewidzieć wahania cen – dodaje, podkreślając, że przeciwwagą mogą być lokalne rynki żywnościowe – może nie najtańsze, ale stabilne.

Polski rynek może uzupełniać krajowe niedobory importem, więc choć rolnicy odczuwają straty już teraz, to wzrost cen nie zawsze jest tak samo wyraźnie odczuwalny dla konsumentów. – Ten bufor działa jednak tylko wtedy, gdy straty mają charakter lokalny. Jeżeli gorsze zbiory obejmują równocześnie wiele państw, możliwości sprowadzenia tańszych produktów maleją. Na taki szerzej zakrojony problem wskazują tegoroczne dane z wielu części Europy – konkluduje dr Sobiesiak-Penszko.

Zapobiegać, nie leczyć

Zarówno FAO, jak i unijny MARS czy polski GUS pokazują w swoich prognozach, jak wynikające ze zmiany klimatu zjawiska pogodowe przekładają się na plony i ceny żywności. Ekspertki Gruntu wskazują, że można wiele zrobić, by temu zapobiegać; musimy jednak przebudować obecny system: – Wydawanie kolejnych miliardów na rekompensaty nie zastąpi inwestowania w odporność rolnictwa. Podstawowym priorytetem powinno być zatrzymywanie wody w krajobrazie: odbudowa mokradeł i małej retencji, renaturyzacja rzek, ochrona zadrzewień i przywrócenie melioracjom podwójnej funkcji odprowadzania nadmiaru wody i zatrzymywania jej na okres suszy. Te działania nie idą sprawnie. W 2024 r. NIK ustaliła, że program zwiększenia retencji korytowej na terenach rolniczych osiągnął zaledwie 10,1 mln m3 wobec planowanych 100 mln m3 – wyjaśnia dr Sobiesiak-Penszko.

Jak dodaje Banul-Wójcikowska, działania adaptacyjne powinny współgrać z takimi, które zapewnią rolnikom stabilny rynek zbytu. – Sposób produkcji jest tu kluczowy. Zmniejszenie zależności od paliw kopalnych oraz regeneracja gleby i zwiększenie bioróżnorodności upraw to podstawowe sposoby uodporniania rolnictwa na trudne warunki pogodowe, a jednocześnie podnoszenia jakości produkcji. Na transformację rolnictwa warto spojrzeć przez pryzmat potrzeb żywnościowych społeczeństwa, które coraz częściej szuka produktów świeżych, lokalnie produkowanych, sezonowych, autentycznych – mówi ekspertka. Jej zdaniem należy wzmocnić lokalne rynki żywnościowe, oparte na sprzedaży z maksymalnie jednym pośrednikiem, spółdzielczości, kooperatywach, targowiskach i rolnictwie agroekologicznym.

W Sejmie o bezpieczeństwie

Problem zmian klimatycznych stał się na tyle poważny, że 7 września w polskim Sejmie ma odbyć się narodowa debata, poświęcona bezpieczeństwu klimatycznemu, w tym żywnościowemu. To odpowiedź na apel naukowców do rządzących, który wystosowali po czerwcowej fali upałów. – W tym roku piszemy kolejny rozdział kroniki katastrofy klimatycznej. Poważną dyskusję o stabilizacji klimatu, adaptacji do zmiany klimatu, bezpieczeństwie klimatycznym, energetycznym, żywnościowym czy wodnym parlamentarzyści zastępują tanimi próbami zbicia kapitału politycznego w stylu "OZE sroze" – mówi Michał Brennek, choć przyznaje, że zapowiedź debaty budzi "odrobinę nadziei".

– Oczekujemy, że nie skończy się na ponownym wyliczeniu zagrożeń. Znamy je już wystarczająco dobrze – podkreśla z kolei dr Paulina Sobiesiak-Penszko. – Najważniejsze jest dziś uznanie bezpieczeństwa żywnościowego i adaptacji rolnictwa za jedne z priorytetów państwa. Taka zgoda jest potrzebna również w dyskusji o przyszłości Wspólnej Polityki Rolnej. Rolnicy nie poradzą sobie z tym problemem sami – dodaje.

Według ekspertki Gruntu, potrzebna jest też jasna komunikacja ze strony państwa, kierowana do konsumentów. – Skąd się biorą zmiany cen żywności? Jak bardzo ważne jest wspieranie krajowych i lokalnych gospodarstw w tym kryzysie? To są kwestie, gdzie wszyscy, w tym politycy, powinniśmy mówić jednym głosem. Trzeba też pamiętać, że adaptacja ma swoje granice. Możemy dużo robić, ale wraz ze wzrostem temperatury będzie to coraz droższe i trudniejsze. Dlatego działań adaptacyjnych nie można oddzielać od ograniczania emisji. To także powinno jasno wybrzmieć ze strony rządzących – podsumowuje.

Wybrane dla Ciebie