Media: Polskie firmy zalały Brukselę protestami ws. ETS. Grożą bankructwa i drogie ogrzewanie
Według ustaleń RMF FM polski przemysł i branża ciepłownicza masowo sprzeciwiają się unijnym planom drastycznego cięcia darmowych uprawnień do emisji CO2. Przedsiębiorcy ostrzegają przed falą bankructw oraz skokowym wzrostem opłat za ogrzewanie dla milionów Polaków.
Zakończyły się unijne konsultacje społeczne, które wywołały bezprecedensową mobilizację polskich przedsiębiorstw. Jak ustaliła dziennikarka radia RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, krajowe firmy i organizacje branżowe dosłownie zalały Komisję Europejską swoimi stanowiskami. Na niespełna 250 opinii przesłanych z całej Unii Europejskiej, aż 208 pochodziło z Polski. To oznacza, że kilkanaście procent wszystkich głosów sprzeciwu w Europie wygenerował rodzimy biznes, co stawia nas w ścisłej czołówce państw kontestujących nowe regulacje.
Z informacji przekazanych przez rozgłośnię wynika, że stanowcza reakcja przemysłu ma stanowić wsparcie dla polskiego rządu. Dyplomacja w Warszawie znalazła się bowiem w grupie sześciu europejskich stolic, które otwarcie sprzeciwiają się nowym, niezwykle rygorystycznym wymaganiom klimatycznym forsowanym przez urzędników w Brukseli.
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Kontrowersyjna propozycja Komisji Europejskiej
Przedsiębiorcy mają powody do narzekania. W połowie maja Komisja Europejska przedstawiła projekt nowych zasad przyznawania darmowych limitów emisji w ramach systemu ETS na lata 2026-2030. Założenie opiera się na wyliczaniu puli bezpłatnych pozwoleń wyłącznie na podstawie wyników 10 proc. najbardziej ekologicznych i zeroemisyjnych fabryk na Starym Kontynencie.
Dla polskiej gospodarki, która z uwarunkowań historycznych wciąż w ogromnym stopniu opiera się na paliwach kopalnych, takie kryterium jest barierą nie do pokonania. Przedstawiciele biznesu alarmują, że w praktyce oznacza to niemal całkowite odcięcie od darmowych uprawnień. Zamiast przeznaczać wypracowane zyski na transformację energetyczną i unowocześnianie linii produkcyjnych, firmy będą zmuszone transferować miliardy złotych na opłaty za emisję.
Uderzenie w polski przemysł ciężki
Do frontu sprzeciwu dołączyły największe krajowe przedsiębiorstwa, w tym Grupa Azoty oraz KGHM Polska Miedź. Giganci argumentują w przesłanych dokumentach, że unijne plany są całkowicie oderwane od obecnych realiów gospodarczych i trwającego kryzysu. Sektor koksowniczy, reprezentowany m.in. przez JSW KOKS, wskazuje, że wytyczne zakładające obcięcie limitów o połowę uderzą bezpośrednio w produkcję stali. Z kolei Polskie Stowarzyszenie Stalowe wprost ostrzega przed postępującą deindustrializacją Europy. Zdaniem hutników, globalna produkcja po prostu przeniesie się do krajów, w których nie obowiązują tak restrykcyjne obciążenia klimatyczne.
Szczególnie dramatycznie brzmią argumenty branż, które nie mają fizycznej możliwości redukcji emisji. Jak informuje RMF FM, Stowarzyszenie Przemysłu Wapienniczego wskazało w swoim stanowisku, że Bruksela chce karać firmy za niespełnianie norm, do których nie wymyślono jeszcze technologii. Okazuje się, że w przypadku produkcji wapna zdecydowana większość emisji dwutlenku węgla jest naturalnym efektem reakcji chemicznych, a nie samego spalania węgla czy gazu.
– Narzucanie nierealnych limitów skończy się ucieczką przemysłu poza UE – mówi w rozmowie z RMF FM Alina Masse, prezeska Stowarzyszenia Przemysłu Wapienniczego, tłumacząc, że nawet całkowite przejście na zieloną energię nie zlikwiduje problemu emisji procesowych.
Odbiorcy końcowi zapłacą za drogie uprawnienia
Najbardziej dotkliwe konsekwencje unijnych planów mogą jednak odczuć zwykli obywatele. Zjednoczony sektor dostawców ciepła systemowego, w tym spółki takie jak PGE czy Węglokoks Energia, bije na alarm w kwestii rachunków za ogrzewanie. Z wyliczeń przedstawionych przez ekspertów wynika, że Komisja proponuje redukcję darmowych przydziałów dla ciepłownictwa o ponad 34 proc. względem poprzednich lat.
Ciepłownicy wytykają unijnym urzędnikom błędy metodologiczne, polegające na wrzucaniu do jednego worka potężnych, miejskich sieci ciepłowniczych oraz niewielkich mikroinstalacji. Branża nie ma złudzeń co do finału tej sytuacji. Brak korekty przepisów i drastyczny spadek darmowych uprawnień będą oznaczały konieczność zakupu drogich pozwoleń na unijnym rynku. Koszty te zostaną ostatecznie przerzucone na odbiorców końcowych, co wywoła skokowy wzrost cen ogrzewania w milionach polskich mieszkań.