Chatbot GPT3 to generatywny model językowy sztucznej inteligencji, rozwijany przez OpenAI. W ostatnich tygodniach stał się absolutnym przebojem. Po pierwsze dlatego, że gdyby nie oznaczenia o rozmowie z maszyną, można by go pomylić z człowiekiem. Wiele jego odpowiedzi jest zaskakująco składnych i "ludzkich".
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Robo-telefony męczą Polaków. "Wprowadzają w błąd, udając człowieka"
Maszyny listy piszą
Serwis "Insider" zachwalał jego umiejętność pisania listów motywacyjnych. Gdzie trzeba "lać wodę", chatbot jest niezwykle skuteczny. Jego listy motywacyjne pokazano amerykańskim rekruterom, którzy w większości, choć wskazywali pewne braki, stwierdzili, że zaprosiliby autora na rozmowę. Poprosiliśmy chatbota GPT3 o to samo, choć skroiliśmy temat pod własne podwórko i branżę. Bot dostał zadanie napisania listu motywacyjnego jako dziennikarz z 5-letnim stażem.
Werdykt?
Chatbot "dopowiedział" sobie umiejętności, których nie było w prompcie (wsad użytkownika), w tym m.in. trudną sztukę dziennikarstwa śledczego. Poza tym list motywacyjny napisał zgodnie z aktualnym standardem "lania wody", bo umówmy się, że ten dokument ma znacznie mniejsze znaczenie niż CV. Choć są w nim mało wiarygodne fragmenty, całość jest dość dobra, by zaprosić autora na rozmowę o pracę.
Miejmy z tyłu głowy to zmyślenie czy dopowiedzenie sobie kompetencji (różne działy). Po zaledwie pięciu latach w mediach zrobił z siebie eksperta w kilku szerokich zakresach tematycznych. Do tego jeszcze wrócimy. Umiejętność pisania tekstów przez chatbota GPT3 sprawia, że ludzie zaczynają zastanawiać się nad różnymi aspektami i konsekwencjami możliwości, które w tym momencie się otwierają. Skoro bot jest w stanie napisać list motywacyjny, to czemu nie esej? Albo pracę zaliczeniową?
I tu dochodzimy do sedna pytania o to, czy ludzkie prace są zagrożone. Nie są. Po pierwsze, chatbot źle radzi sobie z wiedzą krótkookresową, bieżącą, dotyczącą tego, co zmienne, jak mundial w Katarze. W szerszym ujęciu chatbot nie wie, jak odróżnić prawdę od fikcji. Może być tego nauczony, wytrenowany, jeśli ktoś woli, ale nie wie tego sam z siebie, to model generatywny języka.
Stąd trzeba mu uważnie patrzeć na ręce. Prof. Aleksandra Przegalińska, wiodąca ekspertka z zakresu SI w Polsce, w wywiadzie dla serwisu money.pl, który opublikujemy na początku lutego, opowiedziała, że posiłkując się tym chatbotem, napisała książkę. GPT3 miał za zadanie sporządzić bibliografię. Z 10 źródeł 5 tytułów było prawdziwych, 5 zmyślonych, ale istniejących autorów.
Google zwija manatki?
To prowadzi nas do kolejnego pytania: czy czas Google jest policzony? Czy dlatego Microsoft inwestuje ogromną kwotę w OpenAI, przygotowując grunt pod ekspansję wyszukiwarki Bing?
Dni Google wcale nie są policzone. Pomijając już fakt, że korporacja ma w portfolio spółkę Deep Mind, która zajmuje się rozwojem sztucznej inteligencji z dużymi sukcesami (to oni stworzyli SI, która pokonała arcymistrza gry go). Google model wyszukiwania informacji w sieci zbudował na metodzie czystych rąk. Wyszukiwarka agreguje i podsuwa treści, których nie jest autorem i za które nie bierze odpowiedzialności. To, co nam wyskakuje w wyszukiwarce, nieważne, czego szukamy, napisał ktoś inny, i ten ktoś ponosi za to odpowiedzialność. "Ręce" Google pozostają czyste.
Nie chcemy chatbota bez smyczy
Wreszcie, wyszukiwarka internetowa, jak nazwa wskazuje, działa w internecie. I choć teraz czat GPT3 nas zachwyca, to zupełnie by nam się nie spodobał, gdyby był wpuszczony do sieci wolno, bez ograniczeń, ucząc się od każdego, kto prowadzi z nim interakcję. Jak zauważyła prof. Przegalińska, w tle jest bardzo dużo ludzkiej pracy, polegającej na selekcji źródeł czy tematyki.
Kilka lat temu Microsoft wypuścił wolno na Twitterze podobne językowe narzędzie generatywne – bota Tay. Po 24 godzinach i nalocie trolli z 4chana trzeba było wyjąć botowi wtyczkę, bo trenowany przez internautów, stał się zasadniczo oralnym neonazistą.
- Myślę, że to ważna lekcja, dobrze się stało, bo Microsoft, nie wiem, czy do końca świadomie, zainicjował ciekawy eksperyment społeczny, który pokazuje, co się dzieje, gdy model uczy się w czasie rzeczywistym od użytkowników i jak łatwo może przechylić się w dowolną stronę. Żaden szanujący się producent nie może sobie pozwolić na takie straty wizerunkowe - mówi w obszernym wywiadzie dla money.pl prof. Przegalińska.
Test Turinga
GPT3 bez wątpienia jest przełomem. Dużym. I wskazuje kierunek rozwoju technologii. Ale sporo jest jeszcze do zrobienia. Jak wskazuje prof. Przegalińska, gdy zapytamy oskryptowanego bota regułowego, jak ma na imię, a on odpowie, to nie jest konwersacja.
Boty są ciągle ślepawe w pewnym sensie, to takie krety konwersacyjne. Mają pewnego rodzaju mechanizm "najlepszego strzału", zgadnięcia, o co chodzi użytkownikowi. I często trafiają. Ale mogą się też wyłożyć na błędzie trzylatka. To wciąż deterministyczny model statystyczny do języka, ale nie korzysta z niego tak, jak my, więc w tym sensie test Turinga wciąż nie jest zdany - mówi prof. Przegalińska w wywiadzie z money.pl.
Jeśli nie dziwi nas automatyzacja w fabrykach, dlaczego dziwi nas postęp automatyzacji w zawodach związanych ze słowem pisanym? Część z nich, bazujących np. na copywritingu czy opisie stron internetowych, będzie z biegiem lat stopniowo przejmowana przez narzędzia automatyczne, choć dużo czasu upłynie, zanim będą w pełni wiarygodne i ludzka moderacja w tle nie będzie potrzebna.
Niektórzy próbują przyspieszyć rewolucję i zastąpić człowieka już teraz, choć potrzebują do tego… człowieka.
Niemniej chatbot GPT3 jest na świetnej drodze. I na pewno nada się już teraz do zadań i treści, których odbiorcy są mniej krytyczni. Gdy bajki trzeba wymyślać ciągle nowe, na bieżąco i w skali przemysłowej, każdy rodzic doceni taką pomoc.
Krzysztof Majdan, money.pl