Chiny zalewają Europę towarami. Polscy eksporterzy pod presją
Unijny rynek staje się głównym celem dla chińskich eksporterów, którzy szukają nowych rynków zbytu w obliczu restrykcji handlowych w innych częściach świata. Jak wynika z najnowszego raportu ekonomistów Credit Agricole, powołujących się na dane Komisji Europejskiej, zjawisko to przybiera na sile, stwarzając realne zagrożenie dla konkurencyjności europejskich, w tym polskich producentów.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, co potwierdzają statystyki specjalnej grupy zadaniowej ds. nadzoru nad importem (import surveillance task force). To właśnie Chiny dominują w zestawieniach dotyczących tzw. sygnałów ostrzegawczych, czyli nagłych wzrostów importu po obniżonych cenach. Zjawisko to jest efektem przekierowywania strumieni towarów z rynków, które wprowadziły cła ochronne, bezpośrednio na wspólnotowy rynek europejski.
Skala problemu jest widoczna w liczbach. Jeszcze na początku 2025 roku identyfikowano 55 zagrożonych grup produktowych (kodów CN). Najnowsze dane, obejmujące okres od stycznia do października 2025 roku, wskazują już na 149 takich kategorii. Oznacza to niemal trzykrotny wzrost liczby produktów, których nadmiarowy import zagraża stabilności unijnego przemysłu.
Milioner szczerze do bólu. "Czułem się debilem"
Chińska dominacja w niemal każdym sektorze
Analiza sektorowa pokazuje, że chińska ekspansja nie ogranicza się już tylko do wybranych dziedzin technologii. Spośród 15 badanych branż, aż 14 wykazuje sygnały ostrzegawcze związane z importem z Państwa Środka. Jedynym sektorem, który w analizowanym okresie pozostał wolny od zagrożonych kodów CN, jest gospodarka wodna oraz utylizacja odpadów. W pozostałych przypadkach presja jest wyraźna, a w niektórych sektorach sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu w porównaniu z końcówką 2025 roku.
Szczególną uwagę analitycy zwracają na produkcję urządzeń elektrycznych. Branża ta została zakwalifikowana do najwyższej kategorii ryzyka ze względu na wyjątkową częstotliwość występowania zagrożonych grup towarowych. Po raz pierwszy sygnały ostrzegawcze pojawiły się również w sektorze obejmującym produkcję żywności, napojów oraz wyrobów tytoniowych. – Dane sygnalizują, że największa koncentracja sygnałów ostrzegawczych dotyczy importu z Chin, które wyraźnie wyróżniają się na tle pozostałych kierunków geograficznych – podkreślają autorzy raportu Credit Agricole.
Warto zauważyć, że choć Komisja Europejska w swoim spisie 149 kodów CN nie zawsze wskazuje bezpośrednio na kraj pochodzenia, to mapa natężenia sygnałów nie pozostawia złudzeń. Powszechność importu z Chin w niemal wszystkich zagrożonych kategoriach pozwala przyjąć, że to właśnie ten kierunek jest odpowiedzialny za większość rynkowych zawirowań.
Polska na linii frontu. Ryzyko dla kluczowych towarów
Dla Polski, która jest jednym z kluczowych eksporterów na rynek unijny, te dane mają wymiar strategiczny. Tańszy import z Azji stanowi bezpośrednią konkurencję dla polskich firm sprzedających swoje produkty do Niemiec, Francji czy innych krajów UE. Analiza struktury polskiego eksportu w kontekście zagrożonych kategorii towarowych ujawnia, że najbardziej narażona jest produkcja urządzeń elektrycznych. Odpowiada ona za aż 64,1 proc. wartości strumienia polskiego eksportu w ramach grup produktowych objętych ostrzeżeniami.
W sercu tego problemu znajdują się akumulatory litowo-jonowe, które stanowią aż 80,0 proc. polskiego eksportu do UE w swojej kategorii produktowej, a ich udział w całym polskim eksporcie do Wspólnoty wynosi 1,83 proc. Inne branże, które muszą liczyć się z silną presją cenową, to produkcja maszyn i urządzeń (10,4 proc. udziału w zagrożonym eksporcie) oraz sektor tekstylny i odzieżowy (8,4 proc.).
Wśród konkretnych produktów, które Polska wysyła na rynki unijne, a które znajdują się na liście zagrożonych, znajdziemy nie tylko zaawansowaną elektronikę czy części samochodowe (takie jak pojazdy hybrydowe typu plug-in), ale również produkty chemiczne, jak mocznik, czy wyroby stalowe. – Przekierowanie tańszego importu z Chin i innych kierunków geograficznych do UE stanowi bezpośrednią konkurencję dla polskich eksporterów – czytamy w analizie.
Krótkie wahania czy trwały trend?
Mimo niepokojących statystyk, eksperci zalecają ostrożność w wyciąganiu ostatecznych wniosków na podstawie danych miesięcznych. Sama Komisja Europejska zaznacza, że handel wieloma towarami ma charakter sezonowy, a na statystyki mogą wpływać czynniki logistyczne, takie jak termin odprawy celnej jednej, dużej dostawy. Zmienność wolumenów importu jest zjawiskiem naturalnym w relacjach z kluczowymi partnerami handlowymi.
Kluczowe dla ewentualnych decyzji o wprowadzeniu środków ochronnych będą więc trendy długoterminowe, a nie chwilowe fluktuacje. Niemniej jednak sukcesywny wzrost liczby zagrożonych kodów – z 55 w kwietniu do 149 w październiku – sugeruje, że mamy do czynienia ze strukturalną zmianą przepływów handlowych, a nie tylko z przejściowymi zakłóceniami. Dla polskich producentów oznacza to konieczność przygotowania się na długotrwałą walkę o marże i udziały w rynku europejskim.