Czy Bruksela pozwoli Rzymowi wyłamać się z ETS? Godziny do decyzji

Komisja Europejska kończy prace nad nową reformą systemu handlu emisjami. Choć planowane zmiany mają ustabilizować rynek, analitycy biją na alarm. Obecny mechanizm faworyzuje najbogatsze państwa, co może ostatecznie pogrążyć polski przemysł energochłonny. Pierwszy "wyłom" w systemie postawiły Włochy, które jednak nie zmienią prawa bez zgody UE.

UE debatowała o przyszłości ETSUE debatowała o przyszłości ETS
Źródło zdjęć: © East News | Associated Press, Virginia Mayo
Robert Kędzierski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Komisja Europejska znajduje się na ostatniej prostej przed ogłoszeniem wyczekiwanej rewizji unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Z nieoficjalnych informacji wynika, że Bruksela planuje wdrożyć mechanizmy mające na celu ustabilizowanie cen uprawnień, które w ostatnich latach przypominały rynkowy rollercoaster. Dla europejskiej, w tym polskiej gospodarki, to jeden z najważniejszych dokumentów tej dekady, który bezpośrednio przełoży się na koszty funkcjonowania tysięcy przedsiębiorstw.

Nadchodzące zmiany budzą jednak mieszane uczucia wśród analityków rynkowych i ekspertów zajmujących się transformacją energetyczną. Z jednej strony chwalone są techniczne korekty systemu, z drugiej – rośnie obawa o drastyczne zachwianie konkurencyjności na wspólnym, europejskim rynku. Problem nie leży bowiem wyłącznie w samych cenach emisji, ale w nierównym dostępie do państwowych subwencji, które mają te koszty łagodzić.

Dyskusja o reformie ETS nabiera tempa w momencie, gdy system ten stał się jednym z głównych obciążeń dla polskiej gospodarki. Jak pokazywała niedawna analiza money.pl, choć unijna polityka klimatyczna budzi kontrowersje, dochody ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 zasilają rozmaite fundusze wspierające transformację energetyczną.

"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu

Głos ekspertów

W debacie publicznej poprzedzającej publikację unijnych dokumentów, kluczowy głos zabierają polskie ośrodki analityczne, które od dawna monitorują wpływ polityki klimatycznej na rodzimy przemysł. Stanowisko w tej sprawie zajął Michał Grabka, kierownik programu badawczego w Fundacji Instrat, który punktuje zarówno zalety, jak i potężne luki w planach Brukseli.

Docierające do nas informacje o proponowanych zmianach w systemie ETS to krok w dobrym kierunku, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej i aktualizacja wskaźników emisyjności dla darmowych uprawnień to korekty, które mogą zwiększyć przewidywalność cen i o to właśnie od dawna apelowaliśmy. To jednak nie rozwiąże problemu firm borykających się z wyższymi niż w innych regionach kosztami z sektorów energochłonnych. One powinny mieć dostęp do wsparcia, niezależnie od tego, czy mają zakłady we Francji, czy w Polsce. A dziś system faworyzuje kraje z większymi budżetami na pomoc publiczną — i to jest zagrożenie dla równych warunków konkurencji w UE – mówi ekspert Fundacji Instrat.

Słowa te nawiązują bezpośrednio do szerszego stanowiska fundacji opublikowanego w połowie marca 2026 roku, w którym analitycy szczegółowo rozpisali postulaty dotyczące rewizji systemu. Wskazywano tam między innymi, że sama inżynieria finansowa wewnątrz ETS nie uratuje europejskich hut czy cementowni przed globalną konkurencją.

Rezerwa stabilności i benchmarki pod lupą

Aby w pełni zrozumieć wagę nadchodzących propozycji Komisji Europejskiej, należy przyjrzeć się mechanizmom, o których wspominają eksperci. Wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej (MSR - Market Stability Reserve) to postulat, który od lat przewijał się w kuluarach brukselskich instytucji. Mechanizm ten działa w pewnym sensie jak bank centralny dla uprawnień do emisji CO2.

Kiedy na rynku znajduje się zbyt dużo uprawnień (co prowadzi do drastycznego spadku ich cen i zniechęca do inwestycji w zielone technologie), MSR "ściąga" nadwyżkę. Z kolei w momentach, gdy ceny szybują do poziomów zagrażających płynności finansowej przedsiębiorstw, rezerwa powinna uwalniać dodatkowe pule, by schłodzić rynek. Przez lata system ten działał jednak opornie, a algorytmy sterujące podażą nie nadążały za dynamicznymi szokami zewnętrznymi, takimi jak kryzys energetyczny czy wojna w Ukrainie.

Drugim kluczowym elementem są wspomniane wskaźniki emisyjności dla darmowych uprawnień, potocznie nazywane benchmarkami. To one decydują o tym, ile darmowych uprawnień do emisji otrzymają zakłady przemysłowe, które są najbardziej narażone na ucieczkę emisji (tzw. carbon leakage), czyli przeniesienie produkcji poza granice Unii Europejskiej. Aktualizacja tych wskaźników jest niezbędna, aby odzwierciedlały one realny postęp technologiczny, ale jednocześnie nie mogą być one wyśrubowane do poziomów, których nie da się osiągnąć przy obecnym stanie techniki.

Problem pomocy publicznej: Francja kontra Polska

Największym wyzwaniem, na które zwraca uwagę Michał Grabka, nie są jednak same mechanizmy rynkowe ETS, ale otoczenie regulacyjne i finansowe w poszczególnych państwach członkowskich. System handlu emisjami obciąża wszystkie firmy w Europie według tych samych zasad, ale możliwości obrony przed tymi kosztami są diametralnie różne w zależności od kodu pocztowego fabryki.

Przypomnijmy, że w odpowiedzi na kolejne kryzysy gospodarcze, Komisja Europejska znacząco poluzowała zasady przyznawania pomocy publicznej. Miało to być rozwiązanie tymczasowe, ale w praktyce doprowadziło do sytuacji, w której kraje o największej przestrzeni fiskalnej – przede wszystkim Niemcy i Francja – zaczęły pompować miliardy euro w ratowanie swoich narodowych czempionów. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, nie dysponują tak gigantycznymi budżetami, by w równym stopniu dotować swoje huty, zakłady chemiczne czy producentów nawozów.

W efekcie dochodzi do brutalnego zachwiania równych warunków konkurencji na jednolitym rynku unijnym. Francuski zakład z sektora energochłonnego, płacąc wysoką cenę za uprawnienia do emisji CO2, może liczyć na hojne rekompensaty ze strony rządu w Paryżu, podczas gdy jego polski konkurent musi w pełni absorbować te koszty lub przerzucać je na klientów. To prowadzi do utraty rynków zbytu przez polskie firmy, a w skrajnych przypadkach – do decyzji o wstrzymywaniu produkcji lub zamykaniu linii technologicznych.

Europa wycofa się z "Fit for 55"?

Obecne napięcia wokół systemu ETS to pokłosie decyzji podejmowanych na przestrzeni ostatnich lat. Wcześniej, w ramach pakietu Fit for 55, Unia Europejska zdecydowała się na drastyczne przyspieszenie redukcji emisji gazów cieplarnianych, co wywołało strukturalny wzrost cen uprawnień EUA. Jeszcze w 2017 roku tona emisji kosztowała zaledwie kilka euro, by w szczytowych momentach kryzysu energetycznego przebijać barierę 100 euro.

Dla polskiego przemysłu, który historycznie opierał się na węglu i wciąż boryka się z wysokim śladem węglowym w krajowym miksie energetycznym, był to potężny cios. Koszty pośrednie, czyli wyższe rachunki za prąd (w którego cenie zawarty jest koszt emisji ponoszony przez elektrownie), stały się jednym z głównych czynników napędzających inflację producencką (PPI) w Polsce.

W przeszłości unijną odpowiedzią na obawy przemysłu było wprowadzenie mechanizmu CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli tzw. cła węglowego. Mechanizm ten, wchodzący w kolejne fazy operacyjne, ma wyrównywać szanse poprzez nakładanie opłat na importowane do UE towary z krajów, gdzie nie ma restrykcyjnej polityki klimatycznej. Jednakże, jak zauważają ekspercy tacy jak przedstawiciele Instratu, CBAM chroni rynek wewnętrzny przed konkurencją z Azji czy Afryki, ale w żaden sposób nie rozwiązuje problemu nierówności wewnątrz samej Unii Europejskiej.

Debata się nasila, ETS trzeszczy w szwach

Z perspektywy makroekonomicznej, o której często piszemy na łamach serwisów finansowych, rewizja systemu ETS to nie jest wyłącznie abstrakcyjny problem wielkich korporacji. To, w jaki sposób zreformowany zostanie system handlu emisjami, bezpośrednio przełoży się na ostateczne ceny towarów na półkach sklepowych i koszty inwestycji w Polsce.

Przemysł energochłonny to fundament nowoczesnej gospodarki. Produkcja stali, cementu, szkła, papieru czy nawozów sztucznych to baza dla budownictwa, rolnictwa i branży opakowaniowej. Jeśli polskie zakłady z tych sektorów upadną lub stracą rentowność na rzecz dotowanych konkurentów z Europy Zachodniej, będziemy zmuszeni importować te surowce, co uzależni naszą gospodarkę od zewnętrznych dostawców i pogorszy bilans handlowy kraju.

Dlatego tak istotne jest, by w ostatecznym projekcie Komisji Europejskiej znalazły się nie tylko techniczne poprawki dotyczące rezerwy stabilności (MSR), ale przede wszystkim systemowe rozwiązania wyrównujące szanse państw o mniejszych możliwościach budżetowych. Bez ogólnounijnego funduszu celowego, który wspierałby transformację przemysłu energochłonnego niezależnie od tego, w jakim państwie członkowskim znajduje się fabryka, wizja "Europy dwóch prędkości" stanie się w obszarze gospodarczym bolesnym faktem. Oczekiwane pod koniec marca 2026 roku ogłoszenie KE pokaże, czy Bruksela usłyszała te argumenty, czy też po raz kolejny zwyciężył lobbing najsilniejszych unijnych gospodarek.

Debata wokół przyszłości systemu ETS trwa już od kilku miesięcy i regularnie powraca w unijnych kuluarach. W połowie marca polski rząd przedstawił własny plan walki o korzystniejsze warunki, w którym kluczową rolę ma odegrać Fundusz Modernizacyjny. Wcześniej, pod koniec lutego Włochy również sygnalizowały chęć ingerencji w mechanizmy ETS, choć rząd Meloni szybko zdał sobie sprawę, że bez zgody Brukseli nie zetnie rachunków za emisje swoim przedsiębiorcom.

Na początku marca minister energii przyznał w rozmowie z money.pl, że mimo zatwierdzenia przez UE celu klimatycznego na 2040 rok z 90-proc. redukcją emisji, jednostki gazowe i węglowe pozostaną dla Polski nieodzowne jeszcze przez wiele lat. To pokazuje skalę napięcia między ambicjami klimatycznymi Brukseli a realiami gospodarczymi państw takich jak Polska, dla których system ETS staje się coraz większym obciążeniem budżetowym i konkurencyjnym.

Wybrane dla Ciebie
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 01.04.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 01.04.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 01.04.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 01.04.2026
Mostostal Warszawa pozywa GDDKiA. Domaga się 487 mln zł
Mostostal Warszawa pozywa GDDKiA. Domaga się 487 mln zł
Zmiany w ETS. Bruksela proponuje wstrzymanie unieważniania uprawnień
Zmiany w ETS. Bruksela proponuje wstrzymanie unieważniania uprawnień
Ceny mieszkań spadły. Jednak nie wszędzie
Ceny mieszkań spadły. Jednak nie wszędzie
Gotówka ma wrócić do gry. Nowa Zelandia chce kluczowych zmian
Gotówka ma wrócić do gry. Nowa Zelandia chce kluczowych zmian
Niemcy tankują w Polsce? Przestańmy na to patrzeć jak na problem [OPINIA]
Niemcy tankują w Polsce? Przestańmy na to patrzeć jak na problem [OPINIA]
Niemcy wprowadzają nowe zasady na stacjach benzynowych
Niemcy wprowadzają nowe zasady na stacjach benzynowych
Wielki kryzys w Australii. Setki stacji bez paliwa. "Ciężkie" najbliższe miesiące
Wielki kryzys w Australii. Setki stacji bez paliwa. "Ciężkie" najbliższe miesiące
Stacje, które zawyżają ceny paliw, pod lupą skarbówki. Grozi im wielka kara
Stacje, które zawyżają ceny paliw, pod lupą skarbówki. Grozi im wielka kara
Wymyślił 500 plus. Tak mówi o pomocy Ukraińcom
Wymyślił 500 plus. Tak mówi o pomocy Ukraińcom
Jest nowe obwieszczenie ws. cen paliw. Tyle zapłacimy w czwartek
Jest nowe obwieszczenie ws. cen paliw. Tyle zapłacimy w czwartek