Co dzieje z cenami w Polsce? Zmiana głębsza od prognoz
Główny Urząd Statystyczny opublikował w piątek szybki szacunek inflacji za czerwiec 2026 r. Wynika z niego, że wyniosła ona 2,5 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku. To spadek głębszy od przewidywań (2,7 proc.) i odczyt wyraźnie niższy od majowego (3,1 proc.), co w kontekście kilkumiesięcznej wojny w Iranie podnoszącej ceny paliw jest szczególnie istotne.
Dane przedstawione przez GUS okazały się niemałym zaskoczeniem. Konsensus rynkowy, czyli uśrednione prognozy ekonomistów, zakładał wzrost cen na poziomie 2,7 proc. rok do roku. Rzeczywisty wynik jest zatem niższy od przewidywań, co na rynkach finansowych odbierane jest jako pozytywny sygnał.
Co więcej, w stosunku do maja bieżącego roku ceny spadły o 0,5 proc., co wskazuje na wystąpienie zjawiska deflacji w ujęciu miesięcznym.
Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego określa optymalny poziom wzrostu cen w gospodarce i wynosi on dokładnie 2,5 proc. Oznacza to, że czerwcowy odczyt idealnie wpasował się w główny punkt odniesienia dla polityki monetarnej państwa, nie zbliżając się nawet do dopuszczalnych granic odchyleń. Prognozuje to brak ryzyka podniesienia stóp procentowych w Polsce.
Najbogatszy Polak bije na alarm i uderza w OZE. "Mamy tylko 6 lat"
"Czerwcowy odczyt potwierdza wyraźne osłabienie presji cenowej. Kluczowe znaczenie miała deeskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i szybszy od oczekiwań spadek cen ropy. Co istotne, sam wzrost cen surowca w trakcie konfliktu był mniejszy, niż obawiała się część analityków. Wpływ miały na to m.in. wysokie zapasy oraz niższe zakupy ropy przez Chiny, które ograniczyły presję popytową na rynku surowca" - komentuje Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Portu.
Jeżeli nie dojdzie do ponownej eskalacji konfliktu, inflacja w kolejnych miesiącach nie powinna znacząco wzrosnąć - dodaje.
Jak wyjaśnia, "dla RPP taki odczyt jest argumentem przeciwko podwyżkom stóp procentowych, ale nie otwiera jeszcze automatycznie drogi do szybkich obniżek". "Najbardziej prawdopodobny pozostaje scenariusz dalszego wyczekiwania" - uważa ekonomista.
Nowe zasady liczenia koszyka
Urząd statystyczny przy okazji publikacji przypomniał o ważnej zmianie metodologicznej, która obowiązuje od początku bieżącego roku. Począwszy od danych za 2026 r., wskaźnik CPI jest liczony zgodnie z nową, międzynarodową klasyfikacją COICOP 2018. Wpływa to na sposób kategoryzacji poszczególnych dóbr i usług w koszyku konsumpcyjnym, co ma na celu lepsze dostosowanie statystyk do realnych, współczesnych wydatków gospodarstw domowych.
Szczegółowe, choć na razie szczątkowe dane z szybkiego szacunku pokazują zróżnicowaną dynamikę w głównych kategoriach. Wiadomo już, że ceny nośników energii oraz paliw do prywatnych środków transportu odnotowały wzrosty w ujęciu rocznym. Z kolei kategoria żywności i napojów bezalkoholowych zachowała się stabilniej, nie generując silnej presji inflacyjnej. Dokładne rozbicie na poszczególne produkty poznamy jednak dopiero w połowie przyszłego miesiąca.
Długa droga do stabilizacji cen
Obecny poziom 2,5 proc. to znacząca zmiana krajobrazu gospodarczego w porównaniu z sytuacją z ubiegłego roku. Jeszcze w pierwszej połowie 2025 r. dynamika wzrostu cen utrzymywała się na podwyższonym poziomie - sięgała 4,9 proc. w pierwszych trzech miesiącach tamtego roku.
Dopiero w kolejnych kwartałach rozpoczął się wyraźniejszy proces dezinflacji. W połowie 2025 r. wskaźnik spadł w okolice 4 proc., by w grudniu osiągnąć poziom 3,1 proc. Początek 2026 r. przyniósł kontynuację tego pozytywnego trendu.
W pierwszych miesiącach bieżącego roku inflacja oscylowała poniżej granicy 3 proc. Najniższy odczyt w tym roku zanotowano w maju, kiedy to wzrost cen wyniósł zaledwie 2,1 proc.
Przedstawione przez GUS dane mają charakter wstępny. Tradycyjnie szybki szacunek może ulec rewizji w finalnym raporcie. Dopiero publikacja ostatecznych danych pozwoli na dogłębną analizę tego, które dokładnie usługi i towary potaniały na tyle mocno, by pociągnąć miesięczny wskaźnik poniżej zera.