Notowania

Ładowacz hulajnóg. W Polsce powstał nowy zawód, zarobić można nawet 6 tys. zł na rękę

Elektryczne hulajnogi szybko podbiły polskie miasta. Stworzyły też nowy zawód - ładowacza hulajnóg, fachowo znanego jako "juicer". Zarobki potrafią sięgać nawet 6 tys. zł na rękę. A pomysłowi "juicerzy", którzy na przykład zamieniają samochody na rowery z przyczepką, mogą zarobić jeszcze więcej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(YouTube)
"84 zł za godzinę. Normalnie praca marzeń", opowiada Daniel Grzyb (Fot: Daniel Grzyb)

W największych polskich miastach na dobre zadomowiły się już znane na całym świecie firmy wypożyczające elektryczne hulajnogi - przede wszystkim kalifornijskie Lime oraz Bird.

Każdy, kto ma zainstalowaną odpowiednią aplikację, może podejść do zaparkowanej gdzieś w centrum Warszawy czy Wrocławia hulajnogi i pojechać nią do wybranego miejsca. Czekające na klientów hulajnogi powinny być zawsze naładowane. Kto je zatem ładuje? Robią to specjalni ładowacze, nazywani przez hulajnogowe firmy "juicerami".

- By zostać "juicerem", wystarczy się zalogować w aplikacji Lime - tej samej, w której wynajmuje się hulajnogi - opowiada money.pl jeden z "juicerów", Daniel Grzyb. Do niedawna ładował hulajnogi Lime'a w Poznaniu, teraz przeniósł się do stolicy.

Jaki kask wybrać na hulajnogę elektryczną? Obejrzyj wideo:

Nie mówi o swoich zarobkach, gdyż dla niego bycie "juicerem" to praca dodatkowa. Dodaje jednak, że są już w Polsce osoby, które robią to na "pełen etat".

Ile mogą zarobić? - pytam Daniela Grzyba. Odpowiada, że Lime rozlicza się z "juicerem" za każdą naładowaną hulajnogę. Zwykle to 10-12 złotych za zabranie pojazdu, naładowanie go w domu oraz rozstawienie. Tymczasem koszt naładowania jednej hulajnogi przez "juicera" jest szacowany na 20 groszy. - Wszystko zależy więc od pracowitości. Ale są tacy, którzy mogą zarobić na czysto 6 tys. zł - nawet po odliczeniu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej - mówi nam Daniel Grzyb.

Są jednak haczyki - i ostatecznie nie każdemu zostanie "juicerem" musi się opłacić.

(YouTube)
(Fot: Daniel Grzyb/YouTube)

Ładować hulajnogi można w domu, choć lepszy będzie garaż

Pierwszy haczyk to właśnie działalność gospodarcza. Lime wymaga, by miał ją każdy ładowacz hulajnóg. Ten wymóg jednak można w pewien sposób obejść. Są już firmy, które określają się "partnerami juicerów" - jak na przykład Juicer Partner. Można się do takiej firmy zgłosić - i ładować hulajnogi na jej konto, bez własnej działalności. Wtedy pieniądze od Lime'a idą na konto takiej firmy. Każdy ładowacz może jednak wypłacić środki z konta Juicer Partner co tydzień, musi jednak zapłacić 39 zł prowizji.

Pytamy w firmie Juicer Partner, z iloma osobami w tej chwili współpracuje w ten sposób. Zdradzić nam jednak nie chce - tłumaczy, że biznes się ostatnio dynamicznie rozwija i taka informacja może zaciekawić konkurencję.

Kolejny haczyk jest taki, że hulajnogi stoją na ulicach, a ładować trzeba je w domu. Żeby praca się opłacała, najlepiej przewozić hulajnogi dużym samochodem dostawczym. Zakup takiego pojazdu to natomiast zwykle spory wydatek - sięgający nawet kilkudziesięciu tysięcy zł. Jak słyszymy jednak w firmie Juicer Partner i na to są sposoby. Jeden z ładowaczy zamiast auta ma rower z przyczepką. Nie dość więc, że zaoszczędził na zakupie pojazdu, to jeszcze nie wydaje na paliwo.

Kolejny haczyk to godziny pracy. Daniel Grzyb mówi, że najwięcej hulajnóg do zbierania jest po godzinie 21:00. Pojazdy natomiast muszą być porozstawiane rano. Jeśli więc ktoś chce być "pełnoetatowym juicerem", powinien się przyzwyczaić do nocnej pracy.

Zdaniem Daniela Grzyba, może być to jednak ciekawa dodatkowa praca. Na serwisie YouTube zresztą przedstawił swój dzień - a właściwie noc - pracy jako "juicer". Aplikacja pokazuje na bieżąco zarobki za zebrane hulajnogi. Po godzinie zbierania, Lime pokazał Grzybowi 84 złote. "Oczywiście po zebraniu hulajnóg, trzeba je naładować i rozstawić, więc trudno powiedzieć, że to jest 84 zł za godzinę. Ale i tak, to super praca", opowiadał w nagraniu.

Daniel Grzyb pokazuje, jak wygląda praca "juicera"

A co z ładowarkami? Na start Lime daje komplet czterech ładowarek za darmo. Jeśli jednak kariera "juicera" się rozkręca i jest on w stanie ładować coraz więcej pojazdów, może dokupić sobie kolejny zestaw - za 50 euro. Ładowarki można mieć w domu. Lepszy jednak będzie garaż, wtedy nie trzeba będzie przenosić hulajnóg z auta i z powrotem.

Daniel Grzyb opowiada, że poza wymienionymi haczykami, praca ładowacza ma jeszcze inne minusy. Aplikacja Lime nie jest na przykład do końca precyzyjna i nie zawsze dokładnie pokazuje, gdzie na ładowacza czeka hulajnoga. Pojazdy są też często pozostawiane w zatłoczonych miejscach w dużych miastach. A tam ciężko zaparkować dostawczakiem. Nieraz trzeba więc zaparkować samochód na parkingu i dojść kilkaset metrów do hulajnogi.

- Ale generalnie to ciekawy pomysł na zarobek. Jeśli ktoś już ma duże auto i szuka nowych możliwości zarabiania, to na pewno może się to opłacać - mówi Daniel Grzyb.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-08-2019

bezkasyJeśli naprawdę byłby to super zarobek, to by się tym nie chwalił, żeby nie robić sobie konkurencji :)))))

20-08-2019

jondrekZnajoma przebrala sie na bal maskowy za akumulator. Ladowali ja cala noc.

20-08-2019

timiRano ładuje hulajnogi, po południu robi w McDonaldsie, a na nockę idzie do Amazone, w weekendy z Uberem i już 6000 na rękę ma.

Rozwiń komentarze (156)