Minister Raś kupował mikrokawalerki na wynajem, dziś pisze o nich ustawę

Ireneusz Raś pisze ustawę o najmie krótkoterminowym i broni jej przed krytykami. Wirtualna Polska ustaliła, że wiceminister sportu i turystyki sam kupował mikrokawalerki, zarabiał na ich wynajmie, a tuż przed wejściem do rządu sprzedał je bratu - księdzu. Lokal w tym samym budynku ma też jego była żona.

Ireneusz Raś kupował mikrokawalerki w ŁodziIreneusz Raś kupował mikrokawalerki w Łodzi
Źródło zdjęć: © internet | WP
Szymon JadczakMateusz Baczyński
  • Ireneusz Raś, sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, kupił w 2020 r. trzy mikrokawalerki (wym. 12,40, 12,98 i 13,05 m kw.) w łódzkiej kamienicy pociętej na 55 lokali pod wynajem. Trzy miesiące przed wejściem do rządu sprzedał dwie z nich bratu, ks. Dariuszowi Rasiowi. Trzecia przypadła byłej żonie.
  • Jako poseł Raś wykazywał w oświadczeniach majątkowych 1800 zł miesięcznie z "wynajmu mieszkań". W oświadczeniu za 2023 r. wpisał 16 200 zł. Dochody te kończą się we wrześniu, gdy lokale przeszły na brata polityka.
  • Autopoprawka jego resortu z 7 lipca usunęła z projektu kluczowe gminne "strefy wolne od najmu". Pół roku wcześniej to samo ministerstwo broniło ich jako "elastycznego instrumentu dla rady gminy".
  • Budynek, w którym mieszkania mają brat i była żona wiceministra, działa dziś jako aparthotel, choć nie figuruje w żadnej z dwóch ewidencji obiektów noclegowych.
  • Raś zapewnia, że swoje lokale wynajmował wyłącznie długoterminowo. Ale na stronie internetowej prezesa i współwłaściciela spółki, z którą podpisał umowę, wprost napisano, że zajmuje się ona też najmem krótkoterminowym.

12 metrów i 40 centymetrów kwadratowych. Salon z aneksem, łazienka z WC. Tak prezentuje się lokal przy ulicy Poznańskiej w Łodzi. Właścicielką jest Marta Porębska-Raś, była żona wiceministra sportu i turystyki Ireneusza Rasia.


WIDEO
Trzeba mieć pieniądze, żeby oszczędzać? Nie zgadzam się


Tuż obok dwa kolejne lokale mają odpowiednio 13,05 i 12,98 mkw i identyczny układ. Właścicielem obu jest ksiądz Dariusz Raś, wieloletni archiprezbiter bazyliki Mariackiej w Krakowie, były sekretarz kardynała Stanisława Dziwisza. Starszy brat wiceministra Rasia. W czwartek potwierdziliśmy na miejscu: lokale można wynająć krótkoterminowo.

Wszystkie te mikrokawalerki kupował przed kilkoma laty Ireneusz Raś. Ten sam, który dziś w rządzie odpowiada za ustawę o najmie krótkoterminowym. I który, po wykreśleniu z niej najostrzejszych przepisów, mówił o krytykach tego ruchu: "ci, którzy płaczą najbardziej, są najbardziej winni".

Ustawa, z której zniknęły zęby

14 lipca rząd przyjął nowelizację ustawy o usługach hotelarskich. To projekt Ministerstwa Sportu i Turystyki. Pracami nad nim kierował Ireneusz Raś, sekretarz stanu w tym resorcie, polityk Centrum dla Polski (do Sejmu wszedł z listy PSL-Trzecia Droga). Jest wskazany wprost jako "osoba odpowiedzialna za projekt w randze Ministra, Sekretarza Stanu lub Podsekretarza Stanu" w każdej wersji Oceny Skutków Regulacji (OSR) - tej z grudnia 2025 r., z maja 2026 r. i tej z lipca 2026 r.

Dlaczego najem krótkoterminowy w ogóle wymaga regulacji? O tym mówi sam OSR: mieszkańcy budynków, w których działają apartamenty na wynajem, skarżą się na zakłócanie porządku, łamanie ciszy nocnej i "utratę poczucia bezpieczeństwa, związaną z dużym przepływem zupełnie nieznanych osób bezpośrednio koło ich gospodarstw domowych". Z przywołanych w tym samym dokumencie analiz Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że przepisy nie pozwalają dziś skutecznie przeciwdziałać problemowi.

Resort wylicza też, jak radzą sobie ze zjawiskiem inne kraje: limity dni wynajmu, licencje i ograniczenia strefowe stosują Francja, Hiszpania, Włochy, Niemcy, Wielka Brytania, Portugalia, Irlandia i Belgia.

Polska z własnych regulacji dotyczących stref właśnie zrezygnowała.

Tydzień przed posiedzeniem rządu autopoprawką z 7 lipca wykreślono z projektu przepis, który miał dać gminom prawo tworzenia stref wolnych od najmu krótkoterminowego. Tym zmianom sprzeciwiła się jedna osoba w rządzie - minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Zgłosiła formalne zdanie odrębne.

Raś bronił modyfikacji publicznie. Przekonywał, że strefy wolne od najmu "nie są konieczne", a 60 proc. korzystających z najmu krótkoterminowego to polskie rodziny, również wielodzietne, których nie stać na hotel.

W konsultacjach publicznych swoje uwagi do projektu złożył Airbnb, światowy potentat w branży ofert krótkoterminowego najmu. Firma wnosiła między innymi o "usunięcie przepisów zezwalających radom gmin na tworzenie stref, w których działalność innych obiektów świadczących usługi hotelarskie jest zabroniona". Chodziło o artykuł 44b.

Autopoprawka Ministerstwa Sportu i Turystyki z 7 lipca wykreśliła artykuł 44b.

Dzień przed posiedzeniem rządu Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego opublikowało na Facebooku wpis:

"Miło nam poinformować, że jutro na Radzie Ministrów będzie rozpatrywany projekt 'naszej' ustawy. Zgodnie z zapowiedziami zostały z niego usunięte kontrowersyjne dla nas zapisy dotyczące m.in. limitów dla przepisów przeciwpożarowych oraz możliwość wprowadzania stref bez najmu krótkoterminowego".

Wpis kończy hashtag: #presjamasens.

PSWK w odpowiedzi na pytania WP określenie "nasza ustawa" tłumaczy jako skrót myślowy - ustawa regulująca ich branżę, a nie przez nich współtworzona. Dodaje, że z Ireneuszem Rasiem przedstawiciele stowarzyszenia spotykali się w resorcie czterokrotnie, ostatni raz 17 lipca 2026 r. - trzy dni po przyjęciu projektu przez rząd.

Ministerstwo kontra ministerstwo

Do samego końca ministerstwo zajmowało inne stanowisko. W raporcie z konsultacji projektu ustawy - dokumencie urzędowym, opublikowanym na stronach Rządowego Centrum Legislacji - resort sportu i turystyki bronił pomysłu stref:

"Projektowany przepis dotyczący stref zakazu został pomyślany jako elastyczny instrument dla rady gminy w celu adekwatnej reakcji na niepożądany w danych lokalnych warunkach wpływ najmu krótkoterminowego na bezpieczeństwo i porządek publiczny. Istotne jest zatem, aby pozostawić radom gmin odpowiednio dużą swobodę działania".

Gdy strefy krytykowała ministra funduszy, resort odpisał jej, że artykuł 44b "ustanawia wystarczającą i elastyczną delegację ustawową dla rady gminy do regulowania najmu krótkoterminowego w drodze aktu prawa miejscowego". Gdy Rządowe Centrum Legislacji zarzucało przepisowi nieprecyzyjne przesłanki - w tym niejasne kryterium "charakteru budynku" - resort nie wykreślił przepisu, tylko go doprecyzował. OSR z datą 25 maja 2026 r. wciąż wymienia strefy wśród rekomendowanych rozwiązań.

Sześć tygodni później resort wykreślił strefy w całości. Wyjaśnienie autopoprawki to jedno zdanie: zmiany mają na celu "ograniczenie zakresu regulacji projektu ustawy" do wymogów unijnego rozporządzenia i przepisów związanych z bezpieczeństwem gości. Nie wiadomo, dlaczego jeszcze na przełomie maja i czerwca ten sam resort uważał strefy za pożądane.

Trzy mikrokawalerki, jedna rodzina

Sam Ireneusz Raś na rynku najmu inwestował, zanim jeszcze wszedł do rządu. Z ksiąg wieczystych, które przeanalizowała Wirtualna Polska, wynika precyzyjna chronologia.

·      27-29 stycznia 2020 r. - Ireneusz Raś i jego ówczesna żona podpisują umowy warunkowe na trzy lokale przy ul. Poznańskiej w Łodzi. Miesiąc wcześniej kamienicę przejęła spółka celowa, która pocięła obiekt na 55 mikrokawalerek.

·      lipiec 2020 r. - finalizacja. Małżonkowie Ireneusz Raś i Marta Porębska-Raś kupują wspólnie jeden lokal, Raś dwa kolejne samodzielnie.

·      13 lipca 2021 r. - małżeństwo Rasiów formalnie się kończy. Sygnatura akt wskazuje, że pozew rozwodowy trafił do sądu już w 2019 r. Lokale małżonkowie kupowali więc w trakcie sprawy rozwodowej.

·      7 września 2021 r. - podział majątku. Kupiony wspólnie lokal w całości przypada byłej żonie.

·      28 czerwca 2023 r. Ireneusz Raś podpisuje warunkową umowę sprzedaży dwóch swoich lokali bratu Dariuszowi.

·      29 września 2023 r., dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi, następuje finalne przeniesienie ich własności.

·      grudzień 2023 r. - Ireneusz Raś zostaje wiceministrem w rządzie Donalda Tuska.

Do rządu Ireneusz Raś wszedł więc bez ani jednego lokalu w Łodzi na koncie.

Z bazy cen transakcyjnych dla adresu przy Poznańskiej wynika, że za dwa lokale (13,05 i 12,98 mkw) Ireneusz Raś zapłacił w styczniu 2020 r. 166 tys. zł. Trzy i pół roku później sprzedał je bratu za 300 tys. zł. Nie spuścił z ceny: ponad 11,5 tys. zł za mkw to stawka rynkowa dla tego adresu. Wiceminister Raś w trzy i pół roku zarobił więc na tej parze lokali ok. 80 proc.: 134 tys. zł.

1800 złotych miesięcznie

Czy mikrokawalerki Rasiów zarabiały? Odpowiedź znajduje się w oświadczeniach majątkowych samego posła Ireneusza Rasia.

W oświadczeniu złożonym na początku kadencji, w listopadzie 2023 r. (obejmuje ono 12 miesięcy przed objęciem funkcji), polityk wykazał dochód z pozycji "wynajem mieszkań": 21 600 zł. To dokładnie 12 miesięcy po 1 800 zł.

W oświadczeniu za sam rok 2023 wpisał z tego samego tytułu 16 200 zł: to 9 miesięcy po 1 800 zł. Najem urywa się we wrześniu - w miesiącu, w którym lokale przeszły na brata. W kolejnych oświadczeniach pozycja "wynajem mieszkań" już nie występuje.

Aparthotel z widokiem na ustawę

Kamienica przy Poznańskiej nie jest zwykłym budynkiem mieszkalnym. Na działce o powierzchni 746 m kw. wyodrębniono 55 lokali. Budynek działa dziś pod szyldem Boat City Aparts. Apartamenty można rezerwować na platformach Booking.com i Airbnb.

Właścicielem marki jest łódzka spółka o nazwie, która mówi wszystko: Inwestycje na pokolenia sp. z o.o. Mechanizm jest prosty: spółka bierze cudze mieszkania w dzierżawę, remontuje je i wyposaża na własny koszt, a potem wynajmuje turystom. Właściciel lokalu dostaje przelew.

Jedziemy do Łodzi, żeby się przekonać, jaką funkcję pełnią apartamenty przy ul. Poznańskiej.

Kamienica usytuowana jest w cichym i spokojnym miejscu, ale niedaleko centrum. Do najbardziej reprezentatywnej części ul. Piotrkowskiej, wizytówki Łodzi, można stamtąd dojechać tramwajem w 20 minut. Wygodne, bezpłatne miejsca parkingowe. Odnowiona elewacja wyróżnia kamienicę na tle sąsiedztwa.

Przy bramie tabliczka "Boat City Aparts". Po wejściu do środka okazuje się, że na tyłach kamienicy znajdują się jeszcze dwa niewielkie budynki - na jednym z nich również oznaczenia apartamentów wynajmowanych w ramach sieci Boat City Aparts, łącznie sześciu.

W samej kamienicy mieszczą się przede wszystkim lokale wspólnoty mieszkaniowej, ale są też kawalerki administrowane przez Boat City Aparts. Jak słyszymy na miejscu, są wśród nich te, które według ksiąg wieczystych należą do ks. Dariusza Rasia i Marty Porębskiej-Raś.

- Tych mieszkań w kamienicy nie wystawiamy na Bookingu, bo one są przeznaczone na najem przynajmniej półroczny - mówi nam mężczyzna, który przedstawia się jako zarządca. Ale, jak mówi, kawalerki są przygotowywane akurat na kilkudniowy najem: 24-26 lipca odbywał się w Łodzi Summer Festival, chętnych nie brakowało.

- Pokończyły się roczne najmy, bo to głównie studenci wynajmowali te mieszkania, i nie ma jeszcze nowych najemców. A z tym festiwalem zrobił się taki boom, że apartamenty z tyłu mamy już wszystkie pozajmowane - wyjaśnia.

Dopytuję, czy w innym terminie mógłbym je wynająć np. na weekend. - Jeśli będzie pan zdecydowany, to zawsze klient nasz pan. Tamte apartamenty z tyłu nie są za duże, więc jeśli przyjedzie pan na przykład z rodziną, to możemy udostępnić też te w kamienicy - odpowiada.

Sam Raś zaprzecza związkowi swoich lokali z siecią Boat City Aparts. W odpowiedzi na pytania WP informuje, że nie zawierał umowy ani z tą siecią, ani ze spółką Inwestycje na pokolenia - podpisał za to pięcioletnią umowę najmu z firmą Rentowni.pl, która - jak twierdzi - prowadzi najem długoterminowy, a nie krótkoterminowy. "Lokale, których byłem właścicielem do 2023 r., nigdy nie były wykorzystywane do najmu krótkoterminowego" - zapewnia wiceminister.

Jednak na stronie internetowej prezesa i współwłaściciela Rentowni.pl (jest on także prezesem Inwestycji na pokolenia), w opisie zespołu obsługującego najem, czytamy o jednej z menedżerek, że "dba też o najem krótkoterminowy".

Obiekt, którego nie ma

Ustawa, za którą odpowiada Ireneusz Raś, tworzy Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych. Każdy obiekt dostanie numer rejestracyjny - wiceminister porównywał go do tablicy rejestracyjnej samochodu. Za działalność bez wpisu grozić mają kary do 50 tys. zł.

Uzasadnienie? Szara strefa. Raś przekonywał, że około 35 procent obiektów - od 70 do 100 tysięcy lokali - działa w Polsce poza wszelką ewidencją.

Rzecz w tym, że taka ewidencja już istnieje. Ustawa o usługach hotelarskich przewiduje je dwie. Obiekty skategoryzowane - hotele, motele, pensjonaty - rejestruje marszałek województwa, a dane trafiają do Centralnego Wykazu Obiektów Hotelarskich prowadzonego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Wszystkie pozostałe, w tym apartamenty na wynajem, wpisuje do własnej ewidencji prezydent miasta. Zgłoszenia trzeba dokonać przed rozpoczęciem działalności. Świadczenie usług bez wpisu jest wykroczeniem.

Nowy rejestr miałby nad dotychczasowym jedną przewagę: obowiązki nałoży też na platformy, które będą musiały żądać numeru obiektu przed publikacją ogłoszenia o nim. To element projektu, którego autopoprawka z 7 lipca nie tknęła.

Zapytaliśmy Urząd Miasta Łodzi, które lokale w kamienicy przy ul. Poznańskiej figurują w prowadzonej przez prezydenta ewidencji. "W ewidencji innych obiektów, w których świadczone są usługi hotelarskie, prowadzonej przez Prezydenta Miasta Łodzi, nie figuruje żaden obiekt (tam) lokalizowany" - odpowiedziało Biuro Promocji UMŁ.

Sprawdziliśmy też drugi rejestr - ten prowadzony przez resort, w którym pracuje Ireneusz Raś. Wyszukiwanie dla hasła "Łódź, Poznańska" zwraca: "Brak wyników wyszukiwania".

Konflikt? "Nie dostrzegam"

Ireneusz Raś przekazał nam, że nie informował premiera ani ministra sportu o tym, że do niedawna zarabiał na mikrokawalerkach, a dziś zarabia na nich jego brat.

Polityk stwierdził też, że nie dostrzega konfliktu interesów między kierowaniem pracami nad ustawą regulującą najem krótkoterminowy a faktem, że w budynku funkcjonującym jako aparthotel mają lokale jego brat i była żona.

Wybrane dla Ciebie