Na co wystarczy 1000+? Kilka pstrągów w smażalni lub 5 dni na kolonii

Pięć obiadów w nadmorskiej smażalni dla całej rodziny, kilka dni w Bieszczadach albo pół obozu dla dziecka. Mniej więcej na tyle wystarczy bon w wysokości 1000 zł, który proponuje Polakom władza na zbliżające się wakacje.

1000+ to nowy pomysł rządu. Władza chce dopłacać do wakacji w Polsce.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons
Jakub Ceglarz

Bony turystyczne o wartości 1000 zł mają przysługiwać pracownikom, zarabiającym mniej niż 5,2 tys. zł brutto miesięcznie. Pieniądze będzie można wydać tylko na wakacje w Polsce. Bon będzie miał postać tzw. karty przedpłaconej. Informowaliśmy o tym w ostatnich dniach w money.pl.

Państwo zapłaci 900 zł, czyli 90 proc. kwoty, a resztę dopłaci pracodawca. Program będzie wieloletni. W każdym kolejnym roku udział państwa w bonie będzie malał, a wzrastały dopłaty pracodawców. Firmy będą mogły odpisać wydatek od kosztów prowadzonej działalności. Z kolei dla pracowników, jak podał w środę wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy, bon będzie nieopodatkowany.

To oznacza 1000 zł do wydania na wakacje. Postanowiliśmy sprawdzić, czy to dużo. I okazuje się, że nadmorskich kurortów raczej za te pieniądze nie podbijemy.

Obejrzyj: 1000+ na wakacje. Bon turystyczny bez podatku

Jeśli wybierzemy się z całą rodziną, to 1000 zł rozejdzie się już po kilku dniach. Wystarczy, że przez 5 dni będziemy jeść w smażalni świeżą rybę z frytkami, a po południu wyskoczymy na gofra. Od czasu do czasu dzieci namówią jeszcze rodziców na lody kręcone.

Przy tradycyjnym modelu dwojga rodziców i dwójki dzieci taki dzień oznacza wydatek 200-250 złotych. Zestaw obiadowy to przynajmniej 35 zł za osobę. Do tego 15 zł trzeba zapłacić za gofra i 5-10 zł zostawić w lodziarni.

Mijają 4-5 dni i o tysiącu złotych możemy zapomnieć. A gdzie tu zakwaterowanie i dojazd?

No właśnie. Nawet jeśli założymy, że nad Bałtykiem gotujemy sami, to przecież jakoś na wybrzeże trzeba dotrzeć. Najszybciej i najwygodniej samochodem.

Dojazd z centralnej Polski to przynajmniej 350-400 km w jedną stronę. Czyli lekko licząc 70-80 litrów spalonego paliwa w dwie strony. Przy obecnych cenach oznacza to mniej więcej 300-350 złotych do wydania na stacjach benzynowych. Gdy jedziemy ze Śląska lub Małopolski - robi się 400-450 złotych.

Zakwaterowanie? Średniej jakości pokój dwuosobowy w szczycie sezonu to wydatek mniej więcej 150-200 złotych za noc. Oczywiście w jakimś w miarę popularnym kurorcie. Trzy noce i tysiąca nie ma.

To może zamiast upierać się na wyjazd nad morze, lepiej wybrać agroturystykę w górach? Sprawdziliśmy średnie ceny w Bieszczadach, na przykład w Ustrzykach Dolnych. Bez wyżywienia, sam nocleg. Koszt? Dla czteroosobowej rodziny to około 200 zł za noc. 1000+ wystarczy więc na 5 dni odpoczynku. Oczywiście nie wliczamy dojazdu czy wyżywienia.

Wielu Polaków na pewno zdecyduje się w tym roku zostać w domu. Ale i tutaj trzeba coś robić, szczególnie gdy ma się dzieci. Weźmy na przykład rodzinny wypad do ZOO na kilka godzin. Pod warunkiem, że ich działalność zostanie już wznowiona. Wybieramy jeden z najpopularniejszych i najlepszych ogrodów w Polsce - ten wrocławski.

Bilet rodzinny jest tańszy niż pojedyncze wejścia, ale przysługuje dopiero rodzinom 2+3. Zatem cena wyjścia dużej rodziny do ZOO to 170 zł. Sześć takich wyjść i 1020 złotych wypływa z kieszeni. Można ratować się całorocznym karnetem - wtedy cena spadnie do 480 złotych za całą rodzinę 2+3. Nasza przykładowa rodzina 2+2 musiałaby kupić dwa bilety normalne i dwa dla dzieci - razem 200 zł.

A może wypoczynek zorganizowany? Władze zapowiadają, że kolonie i obozy dla dzieci i młodzieży w te wakacje nie są wykluczone. Za wyjazd pociechy na 10 dni nad polskie morze trzeba zapłacić średnio około 2000 zł. To cena z wyżywieniem i opieką osoby dorosłej, zależna oczywiście od konkretnej oferty i miejsca wyjazdu.

Łatwo więc policzyć, że 1000+ wystarczy raptem na połowę takiego wyjazdu.

Wszystkie powyższe obliczenia zakładają, że bon turystyczny przysługuje jednemu z rodziców. W przypadku, gdy warunki spełniają oboje, szacunki należy podwoić. Oznacza to więc 10 obiadów nad morzem, 8 dni z dojazdem, 10 noclegów w Bieszczadach czy pełny, 10-dniowy obóz dla dziecka.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"