Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Przemysław Ciszak
Przemysław Ciszak
|
aktualizacja

Napięcie wokół Ukrainy oczami polskich firm. "Jesteśmy przygotowani reagować"

72
Podziel się:

Widmo konfliktu zbrojnego i napięcie wokół Ukrainy nie sprzyja prowadzeniu biznesu. Sytuacja na granicy jest poważna, a doniesienia niepokojące. Na Ukrainie działa około 4 tys. polskich firm i instytucji, dobrze znanych Polakom, które uważnie przyglądają się aktualnym wydarzeniom. - Jesteśmy przygotowani na ich rozwój według różnych scenariuszy - słyszymy.

Napięcie wokół Ukrainy oczami polskich firm. "Jesteśmy przygotowani reagować"
Konflikt to również ryzyko dla polskich firm i instytucji mających na Ukrainie swoje przedstawicielstwa, zakłady produkcyjne, inwestycje czy wykonawców. (Flickr, Jorge Franganillo, CC BY-SA-2.0)

- O ile ryzyko pełnowymiarowej inwazji na Ukrainę, z zajęciem całego terytorium, jest raczej niewielkie, to absolutnie nie możemy wykluczyć działań na mniejszą skalę - mówi money.pl Jakub Olchowski, ekspert Instytutu Europy Środkowej. W jego ocenie do eskalacji dojdzie, nie wiadomo tylko, na jaką skalę.

Jak pisaliśmy w money.pl, otwarta wojna nikomu nie przyniesie wymiernych korzyści, za to koszty poniosą wszyscy, nie tylko Ukraina czy Rosja. Już właściwie płacimy, bowiem rosnące napięcie i samo ryzyko konfliktu odbija się na słabnących walutach, czy kalkulowaniu ryzyka inwestycyjnego firm.

Chodzi o niepewność – dla inwestorów globalnych to jest "ryzyko regionu" i w okresie dużej niepewności wolą oni często wycofać część kapitału, co doskonale widać w tym tygodniu na złotym. Reakcje na ryzyka geopolityczne są zazwyczaj dość zerojedynkowe i jak tylko okaże się (miejmy nadzieję), że scenariusz inwazji jest zażegnany lub mało realny, złoty powinien te straty odrobić. Na razie nie wiadomo, kiedy tak może się stać

-- zaznacza w komentarzu dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Według informacji przekazywanych przez Ihora Baranetskiy'ego, kierownika Wydziału Ekonomicznego Ambasady Ukrainy w Polsce, powołującego się na dane Narodowego Banku Ukrainy, wolumen bezpośrednich inwestycji z Polski do ukraińskiej gospodarki przekroczył już w pierwszej połowie ubiegłego roku 1 mld dol.

Konflikt to również ryzyko dla polskich firm i instytucji mających na Ukrainie swoje przedstawicielstwa, zakłady produkcyjne, inwestycje czy wykonawców. A jest ich niemało. Firm z kapitałem polskim działa w tym kraju około 4 tys.

Zobacz także: Ważne przecieki z rozmowy z Bidenem. Ambasador Ukrainy reaguje

Wśród tych najbardziej znanych są między innymi: LPP, czyli właściciel takich marek jak Reserved, Mohito, House, Cropp czy Sinsay, producent paneli Barlinek, producenci mebli; Black Red White i Nowy Styl, firmy budowlane, takie jak Unibep, produkujący puszki i opakowania krakowski Canpak, albo działający pod marką Łasoszczi producent słodyczy - firma Wawel.

Obecne są na tym rynku również Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, czyli producent popularnych produktów marki Bella, ale i duże instytucje finansowe jak PKO PB, który jest właścicielem ukraińskiego Kredobanku, czy ubezpieczyciel PZU. To oczywiście tylko kilka przykładów.

Paniki nie widać

Jak z ich perspektywy wygląda sytuacja? - Z uwagą śledzimy ją za naszą wschodnią granicą i jesteśmy przygotowani na jej rozwój według różnych scenariuszy. Jeśli zaistnieje taka konieczność, będziemy reagować na bieżąco, dostosowując się do aktualnych warunków - powiedział w rozmowie z money.pl Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes zarządu LPP.

Podkreślił jednak, że do czasu, kiedy poruszamy się w sferze spekulacji, LPP nie podejmuje żadnych działań związanych ze zmianą naszych planów biznesowych. Polska marka odzieżowa u naszego wschodniego sąsiada prowadzi blisko 140 sklepów.

- Nie widzimy też paniki na rynku ukraińskim. Zachowania klientów nie uległy zmianie, dlatego działamy jak dotąd - prowadzimy sprzedaż, zatowarowujemy sklepy i nie rezygnujemy z planów związanych z otwieraniem kolejnych salonów na Ukrainie

-- przyznał Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes zarządu LPP.

Z uwagą sytuację na Wschodzie obserwuje również zarząd PKO Banku Polskiego i jak poinformował money.pl wiceprezes Maks Kraczkowski, na bieżąco analizuje możliwe scenariusze wydarzeń.

Bazując na doświadczeniach konfliktu krymskiego i aneksji półwyspu, podjęliśmy jednak szereg działań, których celem jest zminimalizowanie ryzyk dotyczących działalności w Ukrainie

-- zaznaczył wiceprezes PKO BP Maks Kraczkowski.

Jak już pisaliśmy, rodzimy bank jest właścicielem Kredobanku, to jedna z największych polskich inwestycji w instytucję bankową Ukrainy.

Obecnie KredoBank funkcjonuje w normalnym trybie. Nie obserwujemy także istotnych zaburzeń w funkcjonowaniu rynku finansowego Ukrainy, a ostatni cyberatak na państwową infrastrukturę informatyczną w żaden sposób nie zagroził bezpieczeństwu systemów banku - zapewnił wiceprezes Kraczkowski.

Jak poinformował nas Wojciech Jarmołowicz, rzecznik Unibepu, na rynku ukraińskim inwestorzy nadal angażują spore fundusze w projekty handlowe. - Oczywiście, pojawia się dużo znaków zapytania w kontekście geopolitycznym, ale biznes działa normalnie - stwierdził. Również on potwierdził, że nerwowości czy wręcz paniki na rynku w tym kraju nie zaobserwował.

Mimo to firma uważnie przygląda się sytuacji za naszą wschodnią granicą. Wojciech Jarmołowicz podkreślił, że przygotowana jest na różne scenariusze.

Kontakty handlowe z Ukrainą

Polska w 2021 roku uplasowała się na 9. miejscu wśród największych inwestorów zagranicznych na Ukrainie. Jak przypomina polsko-ukraiński portal gospodarczy "Dialog", ostatnia znacząca polska inwestycja na Ukrainie to zakup przez PGNiG pakietu kontrolnego udziałów w ukraińskiej spółce Karpatgazvydobuvannya.

Choć Ukraina nie jest dla Polski najważniejszym partnerem handlowym, to otwarty konflikt odczulibyśmy w naszym PKB.

Wymiana handlowa między oboma krajami wyniosła 4,62 mld dol., a Polska była po Chinach i Niemczech trzecim partnerem Ukrainy, stale rywalizującym o to miejsce z Rosją.

Ukraina to rynek zbytu dla naszych towarów. W II kw. 2021 r. import z Polski do tego kraju wyniósł 1,3 mld dol., a eksport do Polski 1,32 mld dol.

- Ukraina ma dla polskiej gospodarki niewielkie znaczenie. Według danych GUS w 2020 r. trafiało tam jedynie 2,2 proc. całości polskiego eksportu, a z Ukrainy pochodziło zaledwie 1,1 proc. importowanych towarów. Należy jednak zaznaczyć, że dla niektórych pozycji rola Ukrainy jest duża (np. importu rudy żelaza) mówił money.pl Sławomir Matuszak z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Co wysyłamy na Ukrainę? Pojazdy drogowe, maszyny i urządzenia elektryczne, chemię, kosmetyki, wyroby z metali oraz papier. Kupujemy zaś głównie surowce, jak choćby rudy metali, czy tzw. metale czarne - żelazo, stal, żeliwo (377 mln dol. w 2020 r.), wyroby przemysłu ciężkiego (685 mln dol.), płody rolne, jak słonecznik i jego pochodne (479 mln dol.), ale też drewno (234 mln dol.).

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(72)
NIC NOWEGO !!...
4 miesiące temu
Rosja to kraj bandycki . Z bandytami sie nie negocjuje.Imperializm i faszyzm rosyjski w rozkwicie w dobie Putinowskiej.
Seba
4 miesiące temu
Ukraina to gangsterski kraj opanowany przez kryminalistow ktorzy tylko wymieniaja politykow. historycznie nigdy taki kraj nie istnial i nie powinien powstac. sztuczny twor. jak kosovo.
Dziki
4 miesiące temu
Do tego doprowadziła wasza polityka i Bank Światowy , który na szczęście ma cofnięty immunitet .
Aleksander
4 miesiące temu
Nasz rząd nigdy nie myśli o narodowym interesie tylko o dobrach innych lub wyimaginowanej idei . Na każdym kroku przegrywa interesy kraju.
Twój nikt
4 miesiące temu
Firmy, które ja znam, nie mogą się doczekać tej wojny. Dla nich oznacza o dodatkowy milion albo dwa (albo więcej) dodatkowych pracowników z Ukrainy.
...
Następna strona