Co kryje się w "SAFE 0 proc." prezydenta i szefa NBP? Ekonomista: kontrowersyjna interwencja
Porozumienie w sprawie emisji obligacji gwarantowanych przez bank centralny wydaje się operacją, która nie doprowadziłaby do załamania kursu walutowego - komentuje w rozmowie z money.pl Piotr Arak, główny ekonomista VeloBank. Sprawa dotyczy propozycji uruchomienia programu "Polski SAFE 0 proc.".
– Jesteśmy gotowi do współpracy z rządem i z prezydentem – powiedział prof. Adam Glapiński, prezes NBP, podczas konferencji prasowej ws. programu "Polski SAFE 0 proc.". To alternatywa dla kontrowersyjnej - z perspektywy m.in. oponentów rządu Donalda Tuska - pożyczki unijnej na zbrojenia o oprocentowaniu w wysokości 3,17 proc.
Sprzeciw wywołuje m.in. zapis o tzw. warunkowości, który jest zaszyty w unijnej pożyczce. Opozycja twierdzi, że to cios w polską suwerenność. Rząd przekonuje, że program nie zagraża naszej suwerenności, tzw. warunkowość SAFE ma charakter kontrolny i antykorupcyjny, a aż 89 proc. środków z programu trafi do polskiego przemysłu.
Możliwa blokada Cieśniny Ormuz. Co z cenami LNG? Ekspert: rynki wykorzystują sytuację
W środę prezes NBP prof. Adam Glapiński i prezydent Karol Nawrocki przedstawili alternatywę dla SAFE. Szef banku centralnego stwierdził, że instytucja jest w stanie zapewnić rządowi wydatki na zbrojenia w wysokości ok. 185 mld zł. Jak? Konkretów nie podał, chociaż zaznaczył, że pieniądze nie będą pochodziły z rezerw. Dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBank, w rozmowie z money.pl, wskazuje dwie alternatywne ścieżki interpretacji zapowiedzi prezesa NBP.
Pierwsza zakłada, że Narodowy Bank Polski sprzedaje złoto, na którym ostatnio sporo zarobił, i w ten sposób generuje zysk wpłacany do budżetu państwa. Nie wiem, czy taka sprzedaż odbywałaby się jednorazowo, czy w transzach, ale byłaby to transakcja zmniejszająca nasze rezerwy walutowe, a więc i możliwość interwencji na rynkach – podkreśla Piotr Arak w rozmowie z money.pl.
Druga możliwość jest taka, jak wyjaśnia ekonomista, że Ministerstwo Finansów emituje specjalne obligacje obronne, które z rynku wtórnego skupuje NBP, podobnie jak działo się to w przypadku obligacji covidowych.
– Następnie zyski z kuponów tych obligacji, spłacanych przez resort finansów, bank centralny księgowałby i w kolejnych latach wpłacał do budżetu jako swój zysk. W praktyce oznaczałoby to, że dług ten jest oprocentowany na blisko zero procent – wyjaśnia ekonomista.
Ocenia, że bardziej prawdopodobna jest pierwsza opcja, ponieważ druga mogłaby mocno wpłynąć na inflację, ale nie oznaczałaby pozbycia się rezerw.
– Osobiście skłaniałbym się ku drugiej opcji. Porozumienie w sprawie emisji obligacji gwarantowanych przez bank centralny wydaje się operacją, która nie doprowadziłaby do załamania kursu walutowego. Jeśli wyobrazimy sobie, że potrzeby pożyczkowe na ten cel wynoszą 30 miliardów złotych w tym roku i kolejne 30 w następnym, przy spadających stopach procentowych, to taka interwencja nie musiałaby spowodować wzrostu rentowności obligacji ani dodatkowego ryzyka kursowego – mówi ekonomista.
Nieoficjalne ustalenia
Według ustaleń dziennikarzy money.pl Grzegorza Osieckiego i Tomasza Żółciaka na stole są dwie opcje. Jedna zakłada przeksięgowanie wartości rezerw złota. Jest też opcja alternatywna, którą przygotował Pałac Prezydencki.
W przypadku propozycji obozu prezydenta chodzi o mechanizm, który zakłada, że na rzecz Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa (FIZB) emitowane byłyby obligacje, które następnie za pośrednictwem rynku, zwłaszcza sektora bankowego, skupowałby NBP.
Obligacje mogłyby być emitowane także w walutach obcych, jeden z wariantów pomysłu zakłada nawet obligacje detaliczne, czyli dla klientów indywidualnych. Obligacje miałyby mieć oprocentowanie zbliżone do skarbowych. - "0 proc." - o czym mówił prezydent i prezes w kontekście SAFE, ma oznaczać, że odsetki, które budżet będzie musiał zapłacić za emisję takich obligacji, mają być zwracane w postaci wpłat z zysku NBP do budżetu.
– Interwencja tego typu jest bardzo kontrowersyjna. Europejski Bank Centralny nie robi niczego podobnego, chociaż dla części członków strefy euro, jak państwa bałtyckie, ryzyko wojny jest realne. Można by sobie wyobrazić, że EBC również dokonuje monetyzacji długu, by Litwa, Łotwa i Estonia mogły się zbroić, ale taki temat nie pojawia się w dyskusjach. Zamiast tego Unia Europejska stawia na emisję wspólnego długu – ocenia Piotr Arak.
– Gdyby Polska wyrwała się przed szereg, niosłoby to za sobą dodatkowe ryzyko dla naszej wiarygodności finansowej. Dodatkowa emisja obligacji w ramach umowy z NBP oznaczałaby, że tracimy zdolność reagowania na przyszłe kryzysy i szoki. Po prostu wyzbylibyśmy się ostatnich rezerw i przestrzeni do działania, bo skup aktywów przez bank centralny byłby już ogromny – twierdzi ekonomista.
Co w takiej sytuacji byłoby najlepszym rozwiązaniem? Skorzystanie z jednej i której opcji? Czy może z dwóch, niekoniecznie w pełnej puli?
Najzdrowsza byłaby dywersyfikacja portfela i kosztów finansowania – komentuje Piotr Arak. Zwraca przy tym jednak na jeszcze istotniejszą kwestię niż to, które narzędzie zostanie wybrane.
– Ostatecznie za wszystko zapłacimy – albo wyższymi rentownościami obligacji, albo kursem walutowym, albo w przyszłości podatkami. Jednak najważniejsze pytanie brzmi: na co konkretnie planujemy wydać te pieniądze? Zarówno te z naszych rezerw walutowych, jak i te ponad 200 miliardów z naszego budżetu. Jaką politykę przemysłową w sektorze obronnym chcemy prowadzić? Jak te wydatki mają zwiększyć nasz potencjał w średnim terminie? Tej dyskusji w ogóle nie ma, a zamiast tego zastanawiamy się nad instrumentami finansowania – kwituje ekonomista.
Jacek Losik, dziennikarz money.pl