NIK alarmuje: Nikt nie bada fundamentów nowych mostów. Oto dlaczego to groźne

Najwyższa Izba Kontroli bije na alarm po analizie inwestycji mostowych. Choć zlecenia są rozliczane wzorowo, obiekty powstają bez kluczowych badań fundamentów. Dla podatników może to oznaczać konieczność finansowania kosztownych napraw znacznie wcześniej, niż zakładano.

NIK o badaniach mostówNIK o badaniach mostów
Źródło zdjęć: © East News | Deposit Photos
Robert Kędzierski

Wznoszenie przepraw mostowych to proces wymagający najwyższej precyzji inżynieryjnej, gdzie najdrobniejsze uchybienia mogą prowadzić do katastrofalnych skutków finansowych i infrastrukturalnych. Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli, obejmujący lata od początku 2021 do połowy 2025 r., rzuca ponure światło na polskie budownictwo drogowe. Inspektorzy sprawdzili dziewięć dużych projektów realizowanych przez samorządy oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, co stanowi miarodajny wycinek pokazujący, jak obecnie nadzoruje się publiczne inwestycje na terenie kraju.

Wnioski z państwowego audytu wskazują na głębokie, systemowe nieprawidłowości, które występują niemal w każdym projekcie, niezależnie od skali budżetu i wielkości podmiotu zamawiającego.

Techniczna czarna dziura na budowach

Z perspektywy ochrony krajowych finansów publicznych najbardziej niepokojącym zjawiskiem opisanym przez NIK jest powszechne zaniechanie elementarnych badań jakościowych. Warto pamiętać, że nasza gospodarka opiera się na stabilnej, przejezdnej i bezpiecznej sieci transportowej, a każda awaria na kluczowych szlakach to realne straty logistyczne.

"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie

Konstrukcje, które z założenia mają przez długie dekady opierać się wstrząsom, drganiom, skrajnym temperaturom i silnemu naporowi wody, są nierzadko oddawane do normalnego użytku bez żadnych twardych dowodów na ich wytrzymałość. Kontrolerzy odkryli z przerażeniem, że w wielu przypadkach całkowicie zignorowano m.in. kluczową weryfikację warstw konstrukcyjnych nawierzchni, nośności fundamentów czy właściwości użytej stali zbrojeniowej.

Lista uchybień i brak testów laboratoryjnych

Lista uchybień wykazanych w dokumencie NIK jest bardzo długa i rzuca cień na rzetelność nadzorowania robót w Polsce. Inwestorzy na placach budowy potrafili całkowicie rezygnować z weryfikacji ciągłości pali wierconych oraz ich próbnych obciążeń.

Nie sprawdzano również absolutnie podstawowych parametrów betonu konstrukcyjnego, w tym jego mrozoodporności i odporności na głęboką penetrację wody pod dużym ciśnieniem. Jak wskazuje instytucja audytująca, często brakowało także sprawdzenia usytuowania prętów zbrojeniowych oraz niezbędnych badań radiograficznych i ultradźwiękowych kluczowych powłok ochronnych. W praktyce oznacza to niestety, że część nowych i drogich przepraw została odebrana przez urzędników wyłącznie na podstawie ustnych i pisemnych deklaracji wykonawców, bez jakiegokolwiek empirycznego potwierdzenia jakości głęboko ukrytych pod ziemią i wewnątrz wylanego betonu elementów.

Fikcyjny nadzór i dokumentacyjny chaos?

Poważne braki w podstawowych badaniach materiałowych to zawsze bezpośrednie następstwo skrajnie niewydolnego nadzoru inwestorskiego na szczeblu urzędniczym. Z ustaleń Izby wprost wynika, że niemal wszystkie skontrolowane jednostki samorządowe i państwowe nie zapewniły odpowiedniej, stałej kontroli nad postępem prac poszczególnych podwykonawców.

Jaskrawym przykładem takich rażących zaniechań była sytuacja ujawniona w gminie Stąporków, gdzie wyznaczony oficjalnie inspektor nie dokonywał bezwzględnie wymaganych wizytacji na placu budowy, a samorząd nie wyciągnął wobec niego żadnych poważnych konsekwencji prawnych czy dyscyplinarnych. Ponadto, w zdecydowanej większości udokumentowanych przypadków dzienniki budowy prowadzono w sposób wręcz niezwykle powierzchowny, gubiąc fundamentalne wpisy dotyczące na przykład terminów pobierania próbek materiałów czy specyficznych warunków atmosferycznych podczas kluczowych etapów wylewania betonu. W surowym ujęciu prawno-ekonomicznym taki fatalny stan oficjalnej dokumentacji sprawia, że w przypadku wystąpienia awarii, skuteczne dochodzenie roszczeń gwarancyjnych w sądzie od dewelopera będzie niezwykle trudne, a gigantyczne koszty napraw ostatecznie pochłoną nasze podatki.

Błędy zakorzenione w biurach projektowych

Niedbałość i opieszałość odpowiedzialnych organów dotyczyły niestety również najwcześniejszej fazy projektowej. W ponad połowie z badanych inwestycji drogowych dokumentacja zawierała niebezpieczne błędy lub formalne braki, a mimo to ostatecznie i tak została zaakceptowana przez lekkomyślnych inwestorów.

Zdarzały się na przykład skandaliczne przypadki braku kluczowych pozwoleń wodnoprawnych czy brakujących, pogłębionych obliczeń statyczno-wytrzymałościowych dla danych warunków geologicznych. Z kolei na terenie inwestycji w Łowiczu najwyraźniej zapomniano o uwzględnieniu ważnej z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju wojskowej klasyfikacji obciążeń mostowych, co stanowi bezpośrednie naruszenie ministerialnych rozporządzeń dotyczących obiektów stawianych na drogach publicznych.

Złudne oszczędności i ryzyko katastrofy

Raport NIK z całą mocą zwraca uwagę na jeszcze jeden, niezwykle istotny z punktu widzenia budżetowania inwestycji paradoks systemowy. Pod względem rygorów księgowości, kontrolowane przedsięwzięcia były prowadzone teoretycznie bez najmniejszego zarzutu – publiczne pieniądze z dotacji były wypłacane terminowo, a poszczególne faktury VAT zgadzały się w urzędach co do grosza. Wielki, wielomilionowy problem tkwi natomiast w niedostrzeganej w księgach jakości inżynierskiej, która ostatecznie determinuje realny całkowity koszt utrzymania potężnej infrastruktury przez lata, definiowany w finansach i logistyce jako wskaźnik TCO (Total Cost of Ownership).

Brak pedantycznej dbałości o konstrukcyjne detale w fazie budowy prowadzi szybko do natychmiastowych zagrożeń podczas codziennej eksploatacji. Podczas wnikliwych oględzin dopiero co oddanych do użytku obiektów, biegli kontrolerzy natrafili między innymi na fizycznie uszkodzone bariery, zupełnie niedrożne systemy dylatacji odprowadzające wilgoć oraz niepokojące wycieki z nośnych ścian betonu. Najbardziej kuriozalną i zarazem niebezpieczną sytuację odnotowano na terenie powiatu nowotarskiego, gdzie w bezpośrednim sąsiedztwie kluczowego dla nośności przyczółka mostu ktoś bezprawnie i masowo składował ciężką ziemię wraz z gruzem z innych robót. Zagrażało to w ewidentny sposób stabilności osiadania nowej konstrukcji, szczególnie w przypadku wystąpienia ulewnych, wielodniowych deszczy wymywających grunt. Dopiero stanowcza, osobista interwencja przedstawicieli Najwyższej Izby Kontroli skutecznie wymusiła na przedstawicielach Wód Polskich bezzwłoczne uprzątnięcie tego niebezpiecznego terenu.

Aby ostatecznie i definitywnie zapobiec masowej zamianie lśniących nowością mostów w ukryte budżetowe pułapki dla przyszłych pokoleń, Najwyższa Izba Kontroli zarekomendowała pilne podjęcie zdecydowanych działań o charakterze systemowym i prawnym. Zalecono oficjalnie między innymi, by krajowy Instytut Badawczy Dróg i Mostów bez zwłoki opracował jeden spójny zbiór jednolitych procedur technicznych dla mniejszych samorządów, w tym sztywną, niepodlegającą negocjacjom listę obligatoryjnych badań specjalistycznych. Eksperci NIK jednoznacznie podsumowują, że bez szybkiego wdrożenia tych prawnych mechanizmów, jednostki samorządowe oraz państwowe nadal będą ponosić patologiczne i niczym nieuzasadnione ryzyko finansowe, oszczędzając dzisiaj małe ułamki procenta na ważnych badaniach po to, aby za kilka lat z paniką wydawać kolejne miliony na zaawansowane remonty przedwcześnie sypiącej się infrastruktury.

Wybrane dla Ciebie