Wraca temat poboru. Armia szykuje warianty na trudne czasy

Pobór do wojska oficjalnie nie wraca, ale temat coraz mocniej przebija się do debaty. Wiceministra obrony nie wyklucza takiego scenariusza, a Sztab Generalny przyznaje, że armia ma planistyczne warianty realizacji powszechnego obowiązku obrony - informuje w czwartek "Rzeczpospolita".

Reporter archiwum 2026 05
05.2026. Slask. Zolnierze Wojska Polskiego. Fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER.
Mateusz Kotowicz/REPORTERArmia potrzebuje rezerw. Wraca temat obowiązkowej służby
Źródło zdjęć: © East News | Mateusz Kotowicz/REPORTER
Malwina Gadawa

Temat obowiązkowej służby wojskowej coraz mocniej wraca do debaty publicznej. W MON nie trwają obecnie prace nad odwieszeniem poboru, ale politycy i wojskowi coraz częściej wskazują, że bez masowego szkolenia rezerw trudno będzie zbudować odpowiedni potencjał obronny państwa - pisze "Rzeczpospolita".

Ministra: ja bym tego nie wykluczała

Dziennik cytuje także wypowiedź nowej wiceminister obrony Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej. Pytana w RMF FM o przywrócenie powszechnej służby wojskowej odpowiedziała: "Ja bym tego nie wykluczała".

To kolejny sygnał, że temat obowiązkowego szkolenia wojskowego przestaje być politycznym tabu. Część wojskowych mówi już wprost, że pytanie nie brzmi, czy jakaś forma przymusu wróci, ale kiedy i w jakim modelu - czytamy w "Rz".


WIDEO
Wojsko polskie w akcji ćwiczenia w Orzyszu


W dziewięciu europejskich państwach należących do NATO obowiązuje pobór do wojska: Danii, Estonii, Finlandii, Grecji, Łotwie, Litwie, Norwegii, Szwecji i Turcji.

W Turcji, która ma drugie co do wielkości siły zbrojne w sojuszu po Stanach Zjednoczonych, mężczyźni w wieku od 20 do 41 lat są zobowiązani do odbycia służby wojskowej trwającej od sześciu do 12 miesięcy. W Norwegii do służby wojskowej powoływani są zarówno mężczyźni, jak i kobiety, zazwyczaj na okres 12 miesięcy.

Ilu żołnierzy ma Polska?

Argument jest prosty: armia zawodowa i ochotnicy mogą nie wystarczyć w razie pełnoskalowego konfliktu. Polska ma dziś ponad 200 tys. żołnierzy zawodowych i ochotników, ale doświadczenia Ukrainy pokazują, że w czasie wojny liczebność sił zbrojnych musi wzrosnąć wielokrotnie. To oznacza konieczność posiadania dużych, wyszkolonych rezerw.

Przywrócenie poboru oznaczałoby jednak ogromne koszty i wyzwania organizacyjne. Poborowym trzeba zapewnić zakwaterowanie, wyżywienie, wyposażenie, żołd, instruktorów i dostęp do poligonów. Konieczna byłaby też infrastruktura pozwalająca szkolić nie tysiące, lecz dziesiątki tysięcy ludzi rocznie.

"Rz" zapytała MON, czy ma wyliczenia dotyczące kosztów ewentualnego poboru oraz jego wpływu na gospodarkę. Konkretnej odpowiedzi nie było. Resort wskazał jedynie, że analizowane są różne scenariusze.

Sztab Generalny odpowiedział natomiast, że obecnie nie są prowadzone prace nad przywróceniem obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej, więc nie przygotowuje się ani nie publikuje kalkulacji kosztów takiego rozwiązania. Jednocześnie wojsko przyznało, że Siły Zbrojne RP mają przygotowane warianty umożliwiające realizację powszechnego obowiązku obrony.

Obowiązkowa służba wojskowa. Polacy zmieniają zdanie

Tymczasem przybywa Polaków, którzy nie chcą powrotu obowiązkowej służby wojskowej.

"Z badania przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Rzeczpospolitej wynika, że tylko 39,2 proc. respondentów akceptuje przywrócenie w Polsce obowiązkowej służby wojskowej ze względu na obecną sytuację międzynarodową. Przeciwnych takiemu rozwiązaniu jest 45,5 proc., a nie ma zdania 15,3 proc." - informowała w listopadzie ubiegłego roku gazeta.

Z badania wynika, że "za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej są zwolennicy obecnego rządu, osoby po 70. (59 proc.), mieszkańcy małych wsi (42 proc.), w równym stopniu myślą tak osoby z wykształceniem podstawowym, jak średnim i wyższym (po 39 proc. wskazań w każdej z tych grup)".

Z badania zleconego przez "Rzeczpospolitą" wynika, że przeciwnikami obowiązkowej służby wojskowej są "przeważnie osoby niegłosujące (50 proc.), kobiety (49 proc.), trzydziestolatkowie (59 proc.) oraz osoby z pokolenia Z (58 proc.), czyli potencjalnie te, które mogłyby zostać powołane do wojska, mieszkańcy dużych miast (54 proc.), z wyższym wykształceniem (52 proc.)".

Źródło: "Rzeczpospolita", BBC

Wybrane dla Ciebie