"To nie misja". Dlaczego amerykański żołnierz chce przyjechać do Polski?
Przez amerykańskich żołnierzy służba w Polsce bywa postrzegana jako spokojniejsza i mniej obciążająca niż klasyczne wyjazdy operacyjne, a jednocześnie jako taka, która wciąż może przynosić konkretne benefity finansowe. Sprawie przyjrzała się Interia.
Pod koniec ubiegłego tygodnia Donald Trump poinformował o zamiarze wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. amerykańskich żołnierzy. Wcześniej Pentagon podjął decyzję o odwołaniu relokacji 4 tys. członków armii, a po tej informacji polski rząd oraz prezydent Karol Nawrocki rozpoczęli starania o zmianę stanowiska amerykańskiej administracji.
Interia zapytała amerykańskich żołnierzy o opinię na temat służby w naszym państwie. "Misja w Polsce to nie misja" - można usłyszeć, przy czym serwis zaznacza, że z takich słów Polacy mogą być zadowoleni.
- Z powodu niskiego poziomu zagrożenia kraje takie jak Polska, Korea, Kuwejt oraz Jordania nie są powszechnie uważane za tzw. misje. Ryzyko militarne jest minimalne, więc służba w takim państwie jest łatwiejsza i mniej stresująca - wyjaśnia źródło Interii w armii USA. - Ale i tak liczą się jako "deployment" (misja - red.), więc wiążą się z pensją bez podatku - dodaje.
Rozwód, dzieci i auta premium. Ekspert: tak Polacy tracą pieniądze
Co więcej, oprócz zwolnienia z podatku, żołnierze mogą również liczyć na dietę zagraniczną. Dla wielu jest to również pierwsza okazja, by wyjechać z kraju.
- Pamiętam czasy, kiedy ekipa w służbie czynnej dostawała pierwsze przydziały jednostek. Ludzie byli wtedy gotowi "dać w łapę", żeby zamienić się z kimś na bazę poza USA - zdradza wojskowy w rozmowie z Interią.
Wiceminister obrony składa deklarację
Liczba żołnierzy USA w Polsce nie zmniejszy się, a są gwarancje, że będzie ich więcej i że część z nich może stacjonować w kraju na stałe, jak zapewniał w poniedziałek wiceminister obrony narodowej Stanisław Wziątek.
Wiceszef MON wypowiadał się na ten temat podczas konferencji prasowej w Płocku, gdzie wizytował I Liceum Ogólnokształcące CN-B im. Polskich Spadochroniarzy oraz powstającą jednostkę Wojsk Obrony Terytorialnej w pobliskim Trzepowie.
Nie zmniejszy się ilość wojsk amerykańskich na terenie naszego kraju, a są gwarancje, że będzie tych żołnierzy więcej i, co ważne, będą to żołnierze, którzy mogą stacjonować tu nie rotacyjnie, tylko stacjonarnie - powiedział Wziątek.
Według wiceszefa MON decyzja o tym, gdzie w Polsce mogłyby znajdować się amerykańskie siły stacjonarne, ma zapadać w oparciu o uzgodnienia ze stroną amerykańską. Jak dodał, oczekiwania dotyczą nie tylko deklaracji, ale również inwestycji zapewniających dobre warunki pobytu, m.in. mieszkań i infrastruktury, która ma dawać możliwość normalnego, codziennego funkcjonowania.
- Jest kilka takich potencjalnych lokalizacji związanych przede wszystkim z miejscem bazowania wojsk amerykańskich i potencjałem militarnym Rzeczypospolitej - zaznaczył Wziątek. Wskazał, że rozważane są Drawsko Pomorskie, Żagań i Powidz, a być może także Orzysz.
Wiceminister podkreślił, że proces związany z wojskami stacjonarnymi ma być rozłożony w czasie. - Żeby ich przyjąć już na stałe, to najkrótszy czas to jest około dwóch lat do ich ewentualnego przyjazdu. Ale to będzie pierwsza grupa, później kolejna, później kolejna - dodał Wziątek.
Źródło: Interia, PAP