Chciał przywrócić Ameryce wielkość, przyspieszył schyłek jej potęgi [ANALIZA]

Miękka siła USA, czyli ich zdolność do pokojowego oddziaływania na resztę świata, od lat stopniowo słabnie. To konsekwencja malejącej wagi Stanów Zjednoczonych w globalnej gospodarce. Donald Trump zapowiadał, że odwróci te procesy. W praktyce jednak, jak niemal zgodnie twierdzą ankietowani przez money.pl ekonomiści, tylko je przyspieszył.

Trump RingEkonomiści są zgodni co do tego, które elementy polityki Waszyngtonu osłabiają pozycję USA
Źródło zdjęć: © GETTY | Joe Raedle, CFOTO, money.pl
Grzegorz Siemionczyk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Poniższa analiza stanowi wprowadzenie do 22. edycji projektu #RingEkonomiczny money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem debatujemy o tym, jak polityka Donalda Trumpa zmienia pozycję USA w globalnej gospodarce. Punktem wyjścia była sonda na ten temat wśród 50 ekonomistów. Równolegle z jej wynikami publikujemy opinie dwóch jej uczestników: dra Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku oraz prof. Łukasza Goczka, wykładowcy na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Operacja "Epicka furia", czyli amerykańsko-izraelski atak na Iran z końca lutego, potrwać miała maksymalnie cztery tygodnie. Tak zapewniał prezydent USA kilka dni po jej rozpoczęciu, przekonując, że Iran to właściwie państwo upadłe. Miesiąc później deklarował, że operacja definitywnie skończy się w ciągu dwóch lub trzech tygodni. Po kolejnych sześciu tygodniach wojna nadal trwa w najlepsze. Intensywność działań zbrojnych zmalała, ale cieśnina Ormuz – kluczowy szlak transportu surowców energetycznych – pozostaje zablokowana.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie to kolejny w ostatnim czasie sygnał, że pozycja USA jako supermocarstwa, które rozdaje karty na świecie, słabnie.

W sondażu ośrodka Pew Research z pierwszej połowy 2025 r. tylko w 10 spośród 24 uwzględnionych państw respondenci jako "kluczową potęgę gospodarczą" wskazywali częściej USA niż Chiny. Zaledwie dwa lata wcześniej USA uchodziły za silniejsze w 15 spośród 23 objętych badaniem krajów. W 2025 r. mediana (środkowa wartość) odsetka osób, które wskazały na USA, wynosiła około 38 proc., a mediana odsetka osób, które wskazały na Chiny - 41 proc. W 2023 r. te wyniki wynosiły – odpowiednio – 41 i 33 proc.

Polak przejął zakład po amerykańskim gigancie. Wspomina, jak zaczynał w biznesie

Podobnych sondaży, dokumentujących erozję pozycji i wizerunku USA na świecie, jest znacznie więcej. Przykładowo, w tegorocznym rankingu miękkiej siły (Global Soft Power Index), publikowanym przez Brand Finance, USA zajęły pierwsze miejsce, ponownie wyprzedzając Chiny, ale ich punktowy wynik w porównaniu do ubiegłego roku zmalał bardziej niż w jakimkolwiek innym spośród 193 uwzględnionych państw.

USA nie pełnią już pozytywnej roli na świecie

O ile trend utraty przez USA wpływów jest dość jasny, mniej oczywiste są jego przyczyny. Stany Zjednoczone rozwijają się szybciej niż większość innych rozwiniętych gospodarek i są kołem zamachowym postępu technologicznego.

Dysponują też najgłębszym na świecie i rosnącym wciąż rynkiem kapitałowym. Mimo to udział USA w globalnym PKB systematycznie spada. Na przełomie stuleci wynosił niemal 30 proc., a obecnie już 26 proc. Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego w ciągu najbliższych sześciu lat udział ten stopnieje do niewiele ponad 24 proc.

To konsekwencja tego, że wiele dużych gospodarek, zwłaszcza Chiny i Indie, rozwija się znacznie szybciej niż USA. W ślad za tym idą przetasowania w globalnych wpływach tych państw.

W tym kontekście nasuwa się pytanie, jakie znaczenie dla tych procesów może mieć amerykańska polityka? Donald Trump najpierw doszedł do władzy, a potem do niej wrócił, między innymi dzięki zapewnieniom, że przywróci Ameryce dawną wielkość ("Make America Great Again"). "Wielkość" nie jest terminem precyzyjnym i można się spierać co do tego, jak rozumie ją Trump i jego zwolennicy.

Istnieją jednak powody, aby sądzić, że niektóre z jego decyzji, które miały służyć realizacji tego celu, mają efekty odwrotne do zamierzonych i w praktyce przyspieszają erozję rangi USA, niezależnie od tego, jak ją zdefiniujemy.

Początki obu kadencji Donalda Trumpa przynosiły spadek zaufania
Początki obu kadencji Donalda Trumpa przynosiły spadek wiary w to, że USA mogą odgrywać na świecie pozytywną rolę © Licencjodawca | IPSOS

Przykładowo, w badaniu ośrodka Ipsos odsetek osób, które uważają, że USA będą odgrywały na świecie pozytywną rolę, wyraźnie zmalał zarówno na początku pierwszej kadencji Donalda Trumpa, jak i drugiej (wykres powyżej). Dotyczyło to zarówno samych Amerykanów, jak i respondentów z innych państw G7 oraz Meksyku, choć ci pierwsi co do zasady mieli i mają wciąż większe zaufanie co do roli swojego kraju.

W przywoływanym już badaniu Pew Research Center z pierwszej połowy 2025 r. przekonanie co do tego, że Donald Trump będzie sobie dobrze radził z globalnymi wyzwaniami, wyrażało przeciętnie 31 proc. respondentów z 24 uwzględnionych krajów. Dwa lata wcześniej zaufanie do Joe Bidena wyrażało przeciętnie 54 proc. ankietowanych, a w Polsce aż 83 proc., więcej niż gdziekolwiek indziej. Jego następca cieszy się zaufaniem tylko 31 proc. Polaków.

Amerykanie też dostrzegają mankamenty polityki Trumpa

Słabością wielu tego rodzaju badań opinii publicznej jest to, że koncentrują się na zewnętrznym wizerunku USA jako supermocarstwa, zdolnego do pozytywnego oddziaływania na resztę świata. Ale jeśli, dzięki polityce administracji Trumpa, Stany Zjednoczone "odzyskują wielkość" kosztem innych państw, to nie powinno dziwić, że nie podoba się to reszcie świata. Takie pogorszenie wizerunku USA samo w sobie nie dowodzi więc fiaska polityki Waszyngtonu. Tyle że Amerykanie również dostrzegają przejawy słabnięcia pozycji USA.

Dobrze pokazują to wyniki sondaży Gallupa. W czasie pierwszej kadencji Trumpa Amerykanie byli coraz bardziej usatysfakcjonowani pozycją USA na świecie. W szczytowym momencie, na początku 2020 r., satysfakcję wyrażało 53 proc. respondentów, podczas gdy niezadowolenie 47 proc.

Na początku 2024 r., ostatniego roku rządów Joe Bidena, te odsetki wynosiły już, odpowiednio, 33 proc. i 65 proc. Po powrocie Trumpa do Białego Domu na początku 2025 r. udział zadowolonych z pozycji USA na świecie wzrósł do 39 proc., a udział niezadowolonych zmalał do 59 proc., ale w tym roku rozczarowanie zaczęło się nasilać.

Uczestnicy "Ringu ekonomicznego" money.pl są dość zgodni w ocena
Uczestnicy "Ringu ekonomicznego" money.pl są dość zgodni w ocenach wpływu polityki Donalda Trumpa na globalną rolę USA © money.pl | Wojciech Kozioł

W świetle wyników sondy money.pl wśród szerokiego grona ekonomistów, która była wstępem do 22. edycji "Ringu ekonomicznego", te zmiany nastrojów wśród samych Amerykanów nie dziwią. Aż 86 proc. spośród 50 ekonomistów z uczelni, think-tanków oraz instytucji finansowych zgodziło się z twierdzeniem, że "polityka Donalda Trumpa osłabia (relatywnie do trendu) pozycję USA jako supermocarstwa. Zaledwie 4 proc. respondentów było przeciwnego zdania.

Donald Trump przyspieszył bieg wydarzeń

– Szczytowy moment dominacji USA jako niekwestionowanego supermocarstwa światowego miał miejsce między upadkiem ZSRR a przyjęciem Chin do Światowej Organizacji Handlu (koniec 2001 r. – red.). Od tego momentu porządek światowy przesuwa się z modelu jednobiegunowego w kierunku modelu wielobiegunowego, z elementami modelu opisanego w książce "Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego", wydanej w 1996 r. Polityka Trumpa co najwyżej przyspiesza ten proces – mówi prof. Michał Rubaszek ze Szkoły Głównej Handlowej.

Ekonomiści są w dużej mierze zgodni co do tego, które elementy polityki Waszyngtonu osłabiają pozycję USA. To przede wszystkim antagonizowanie dotychczasowych sojuszników, transakcyjne podejście do stosunków zagranicznych oraz wykorzystywanie dolara w roli broni ekonomicznej.

Polityka administracji Donalda Trumpa w pewnym stopniu osłabia pozycję USA, bo protekcjonizm i wojny handlowe zakłóciły stabilne łańcuchy dostaw oraz spójność tzw. "bloku zachodniego", na którym opierała się amerykańska dominacja. Chaos decyzyjny (np. podjęcie interwencji w Iranie bez konsultacji z innymi państwami NATO i późniejsze wyrzuty o brak pomocy w tej operacji) i transakcyjne podejście do sojuszników zmniejszyły "soft power" USA i zachęciły Europę oraz innych partnerów do szukania alternatyw – tłumaczy dr hab. Tomasz Rachwał, profesor na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.

– Wprowadzony przez obecną administrację do światowego systemu chaos oraz nieprzewidywalność istotnie podważyły pozycję USA jako poważnego partnera i zdecydowanie ograniczyły rolę tego kraju jako światowego supermocarstwa – zgadza się prof. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, specjalizujący się m.in. w ekonomii międzynarodowej.

– Nie oznacza to, że rola USA będzie niemożliwa do odbudowania w przyszłości, ale będzie to wymagało ogromnych wysiłków ze strony kolejnych administracji, aby Waszyngton był znów postrzegany jako wiarygodny partner i światowy przywódca. Na dzień dzisiejszy Pax Americana (okres względnego pokoju w świecie zachodnim po zakończeniu II wojny światowej – red.) się skończyła i w dotychczasowej postaci na pewno już nie powróci – dodaje.

Waszyngton ma powody, aby siać chaos?

Ci uczestnicy naszej sondy, którzy nie mają mocnego przekonania, że administracja Donalda Trumpa szkodzi pozycji USA, wskazują przede wszystkim na to, że dotychczasowy ład światowy nie zapobiegał erozji siły Stanów Zjednoczonych, wynikającej z rosnącej roli Chin oraz Indii. Z tej perspektywy patrząc nie powinno dziwić, że Waszyngton tego ładu nie broni i szuka innych sposobów na odzyskanie dawnej pozycji.

Administracja Trumpa wydaje się próbować przedefiniować źródła amerykańskiej supremacji: mniej opierać ją na "soft power", reputacji lidera "wolnego świata" i atrakcyjności liberalnego porządku, a bardziej na twardych przewagach – technologii (w tym AI), kontroli łańcuchów dostaw, zasobach energii, dolarze, armii i zdolności do narzucania warunków gospodarczych. W tej logice sojusze i instytucje międzynarodowe nie są już wartością samą w sobie, lecz instrumentami, które mają bezpośrednio wzmacniać pozycję USA – zauważa Andrzej Halesiak z Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

– Taka strategia może dawać krótkoterminową skuteczność, zwłaszcza w rywalizacji technologicznej z Chinami, ale niesie wysokie ryzyko erozji zaufania do amerykańskiego przywództwa. W efekcie USA mogą pozostać potężne, ale docelowo mniej zdolne do organizowania świata wokół własnych reguł – podkreśla ekonomista.

Europa stoi przed dużą szansą

Abdykacja USA z roli stróża światowego porządku teoretycznie pozostawia pustkę, którą zapełnić mogą inne potęgi gospodarcze, w tym Unia Europejska. Ankietowani przez nas ekonomiści są jednak sceptyczni co do tego, czy Europa będzie potrafiła tę szansę wykorzystać.

Polityka Trumpa może wzmocnić pozycję UE, o ile kraje Europy
Polityka Trumpa może wzmocnić pozycję UE, ale tylko pośrednio, przez pobudzenie jej do działania © money.pl

Dokładnie połowa uczestników naszej sondy odrzuciła tezę, że "polityka USA pod rządami Donalda Trumpa wzmacnia globalną pozycję Unii Europejskiej". Zgodziło się z nią 38 proc. respondentów, przy czym część z nich zastrzegła, że UE może nieco zyskać względem USA, ale nie względem reszty świata.

– W kategoriach absolutnych polityka USA w obecnej postaci zdecydowanie osłabia cały szeroko rozumiany Zachód, w tym Unię Europejską oraz inne kraje partnerskie. Jednak szkody wyrządzane samym USA są zdecydowanie większe niż te wyrządzane krajom Unii Europejskiej. W związku z tym w kategoriach relatywnych następuje wzmocnienie pozycji UE względem USA. Przykładowo, przy nieprzewidywalnej polityce handlowej USA oraz niedziałającej Światowej Organizacji Handlu obecnie to Unia Europejska stała się liderem w światowej liberalizacji handlu, czego dobrym świadectwem jest ogromny sukces w postaci umowy z krajami Mercosur – zauważa prof. Andrzej Cieślik.

Inni ekonomiści wskazują, że polityka Donalda Trumpa nie wzmacnia pozycji UE bezpośrednio, ale może zmotywować kraje Starego Kontynentu do działania, które na dłuższą metę okaże się korzystne.

– Paradoksalnie, osłabienie amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Europy oraz asertywna polityka handlowa USA wobec Unii Europejskiej mogą wzmocnić jej globalną pozycję poprzez pobudzenie jej do istotnego wysiłku, mającego na celu poprawę konkurencyjności, rozwój przemysłu obronnego i wzmocnienie zdolności militarnych oraz zwiększenie strategicznej autonomii, szczególnie w zakresie energetyki i kluczowych surowców – tłumaczy Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

– Polityka Donalda Trumpa nie wzmacnia UE bezpośrednio, ale mobilizuje kraje tego bloku do działania, w myśl zasady "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Na pewno UE stanęła wobec gigantycznych wyzwań, takich jak uniezależnienie się militarne od USA, ale dostała też szanse związane np. z tym, że pozostanie jedynym globalnym mocarstwem demokratycznym – dodaje dr Łukasz Rachel, wykładowca na University College London.

Wśród uczestników naszej sondy powszechne są obawy, że UE nie będzie zdolna do wykorzystania ewentualnych szans, które stwarzają zmiany w światowym porządku.

– Mniej przewidywalna i bardziej transakcyjna postawa USA zmusza UE do większych inwestycji w obronność, technologie, przemysł i bezpieczeństwo energetyczne. Jednocześnie osłabienie amerykańskiej "soft power" może otwierać dla Europy przestrzeń do prezentowania się jako bardziej stabilny i przewidywalny aktor globalny. Ryzyko polega jednak na tym, że UE wciąż cierpi na fragmentację interesów, powolność decyzyjną, skupienie na wewnętrznych problemach i zależność od USA w kluczowych obszarach bezpieczeństwa – komentuje Andrzej Halesiak. – Trump tworzy więc dla UE strategiczną szansę, ale jej wykorzystanie zależy od zdolności Europy do wewnętrznej konsolidacji – konkluduje.

Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl

Wybrane dla Ciebie