Trump zabrał Europie parasol. Dzięki temu zaczęliśmy myśleć o płaszczu [OPINIA]
Schyłek względnej pozycji USA postępuje od dekad, a Donald Trump nie jest jego sprawcą. Niewątpliwie jednak obecny gospodarz Białego Domu przyspiesza ten proces, a w niektórych wymiarach wywołuje szkody trudne do odwrócenia. Z perspektywy Europy te szkody mogą okazać się korzyściami – pisze w opinii dla money.pl dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Opinia dra Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, powstała w ramach projektu #RingEkonomiczny money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. W 22. edycji Ringu debatujemy o tym, jak polityka Donalda Trumpa zmienia pozycję USA w globalnej gospodarce. Równolegle publikujemy opinię prof. Łukasza Goczka z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz omówienie wyników sondy wśród 50 ekonomistów dotyczącej roli USA.
Udział USA w światowym PKB spadł z ok. 40 proc. po II wojnie światowej do ok. 25 proc. dziś. Najsilniejsza erozja dokonała się po 2001 r., wraz z wejściem Chin do WTO i konwergencją technologiczną Azji. To efekt demografii, kapitału, transferu know-how oraz tego, że amerykańska hegemonia po 1945 r. była geopolityczną anomalią XX wieku, a nie naturalnym stanem rzeczy.
Imperia bywały przecież różne, a Wschód przez setki lat bywał od Zachodu potężniejszy (warto sięgnąć do Iana Morrisa, który napisał na ten temat kilka świetnych studiów ekonomiczno-historycznych). Wiek XXI znów może być epoką Chin, a Donald Trump ze wszystkich mocy chce – jak jego poprzednicy – walczyć z tą przepowiednią.
Większość relatywnego osłabienia USA względem Chin i globalnego Południa, które jeszcze się dokona w horyzoncie do 2035 r., będzie wynikiem trendów strukturalnych. Z Trumpem czy bez, USA i tak traciłyby względny udział w handlu, produkcji i populacji. Pozostała część tego osłabienia, dotykająca sfery instytucjonalnej i sojuszniczej, to już efekt polityki obecnej administracji. Ale zasadnicze pytanie brzmi: na ile będzie ona trwała. Już za dwa lata kolejne wybory w USA, które mogą przynieść zmianę warty.
Polak buduje światowego giganta. Ma zaledwie 31 lat
Cztery kanały akceleracji
W jaki sposób administracja Donalda Trumpa przyspiesza osłabienie relatywnej pozycji USA?
Po pierwsze, eroduje "pozaziemski przywilej" dolara. Po tzw. Dniu Wyzwolenia 2 kwietnia 2025 r. nie zadziałał klasyczny flight-to-safety (ucieczka w bezpieczne aktywa – red.). Kurs dolara spadł o blisko 10 proc. w pierwszych 100 dniach drugiej kadencji Trumpa, a amerykańskie obligacje były wyprzedawane jednocześnie z akcjami.
Arvind Krishnamurthy i Hanno Lustig z Uniwersytetu Stanforda pokazali, że to jakościowa zmiana zachowania inwestorów – pierwszy raz od kryzysu 2008 r. USA były traktowane jak rynek wschodzący, a nie bezpieczna przystań.
Na koncepcji "układu z Mar-a-Lago" Stephena Mirana, tzn. kontrolowanej dewaluacji dolara w zamian za utrzymanie jego statusu waluty rezerwowej, ujawniło się fundamentalne pęknięcie: nie da się jednocześnie "uzbrajać" dolara i utrzymywać go jako globalne dobro publiczne.
Po drugie, Trump demontuje sojuszniczy mnożnik siły. Kwestia Grenlandii, groźby ekonomiczne wobec Danii i Kanady, kwestionowanie artykułu 5. NATO, traktowanie Ukrainy jako karty przetargowej w rozmowach z Rosją, Narodowa Strategia Bezpieczeństwa z końca 2025 r. mówiąca o "cywilizacyjnym zanikaniu" Europy – to wszystko wygląda jak polityka imperium tracącego blask, które chce go odzyskać, ale jednocześnie antagonizuje sąsiadów i partnerów. Skutki widać w danych.
Polacy nie ufają Trumpowi. Nie są jedyni
Zaufanie do USA wśród Niemców spadło z 84 do 16 proc. i jest już niewiele wyższe niż ich zaufanie do Rosji. W Polsce 52 proc. respondentów nie uważa dziś USA za wiarygodnego sojusznika (SW Research), a wedle Pew Research 60 proc. Polaków nie ufa Trumpowi w polityce zagranicznej.
Polska – kraj, który od 1989 r. zbudował swoją tożsamość strategiczną wokół sojuszu z USA – w ciągu roku przeszła do sceptycyzmu, którego nie znaliśmy nawet w czasach wojny w Iraku. Sojusze to mechanizm koordynacji standardów, projekcji siły i egzekwowania sankcji przy ułamku kosztu samodzielnego działania. Trump ten mechanizm podważa. Według Global Soft Power Index (wskaźnik tzw. miękkiej siły – red.), to USA straciły najwięcej punktów ze wszystkich 193 marek narodowych. Chiny po raz pierwszy wyprzedziły Amerykę w komponencie "reputacja" (sic!).
Po trzecie, administracja Donalda Trumpa niszczy amerykański kapitał instytucjonalny. Wyrok Sądu Najwyższego z 20 lutego 2026 r. (6:3) unieważnił taryfy oparte na IEEPA, czyli fundament pomysłów ogłoszonych w tzw. Dniu Wyzwolenia. Administracja zastąpiła je 10-procentową stawką na innej podstawie prawnej, która też jest podważana sądownie.
Średnia efektywna amerykańska stawka celna skoczyła z 2,4 proc. w 2024 r. do 11,8 proc. w kwietniu 2026 r. – czyli najwyższego poziomu od 1947 r. – po czym chaotycznie spadła. Z perspektywy inwestorów nieprzewidywalność reguł gry jest gorsza niż wysokie, ale stabilne stawki. Do tego dochodzi presja na niezależność Fed-u, cięcia w nauce, ograniczanie wiz dla naukowców i inżynierów. Ameryka demontuje fundament własnej przewagi: przewidywalne instytucje, które przyciągają najlepszych ludzi z całego świata. Naukowcy zaczęli wybierać Europę zamiast USA.
Po czwarte, widać paradoks "America First". Polityka, która miała powstrzymać Chiny, daje im argument geopolityczny na globalnym Południu. Polityka, która miała podnieść nakłady na obronność sojuszników, każe im budować autonomię bez Waszyngtonu. Nieprzewidywalność USA zestawiana jest z przewidywalnością i stabilnością polityki Chin, która dla Południa może być bardziej zrozumiała.
Europa: koniec historycznej drzemki
Czy z tego wynika, że Unia Europejska wzmacnia się dzięki Trumpowi? Trochę, ale w sposób, którego nie należy mylić z rozkwitem.
Europa nie zyskuje przez Trumpa. Europa budzi się z letargu. Politolog Edward Luttwak zarzucał kontynentowi przez lata, że stał się stadem post-historycznych pacyfistów, którzy uznali wieczny pokój za stan naturalny i oddali zarządzanie nim Amerykanom. Trzymaliśmy się tej fikcji długo po 2008 r. (Gruzja), długo po 2014 r. (Donbas i Krym), długo po 2022 r. (cała Ukraina).
Skutek: luka produktywności wobec USA wzrosła z 15 proc. w 2002 r. do 30 proc. w 2023 r. Przemysłowe ceny prądu na Starym Kontynencie są dwuipółkrotnie wyższe niż amerykańskie, a ceny gazu aż pięciokrotnie wyższe.
Petropaństwo
Trzeba to powiedzieć jasno: USA są petropaństwem – największym producentem ropy i gazu na świecie, energetycznie samowystarczalnym, geograficznie odizolowanym między dwoma oceanami. Mogą sobie pozwolić na izolacjonizm jako luksusową opcję strategiczną. My nie.
Europa nie ma własnych zasobów energetycznych ani krytycznych surowców, nie ma niezależnego systemu obronnego, nie umie zarządzać swoimi słabościami i przez dwie dekady nie chciała ich nawet nazwać. Rosja żerowała na tej iluzji od dekad, traktowała Europę jak rynek zbytu dla surowców i pole do gier hybrydowych. Chiny robią to samo, tylko na większą skalę i bez czołgów. To druga – ekonomiczna – strona tego samego imperializmu.
Dopiero teraz Europa zaczyna się zachowywać poważnie. Program ReArm Europe na 800 mld euro, 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy z grudnia 2025 r., European Defence Industry Program, dyskusja o francuskim parasolu nuklearnym, koniec uzależnienia od rosyjskiego gazu do 2027 r.
Trump zabrał nam parasol. Obudziliśmy się w deszczu i wreszcie kupujemy płaszcz. Polska, która zwiększa wydatki na obronność do niemal 5 proc. PKB, jest częścią tej zmiany, nie odrębną historią.
Krótkie odpowiedzi na ważne pytania
W ankiecie wprowadzającej do tej edycji "Ringu ekonomicznego" redakcja money.pl zadała ekonomistom dwa pytania.
Na pytanie pierwsze, czy polityka Trumpa osłabia pozycję USA jako supermocarstwa relatywnie do trendu, odpowiadam: "zgadzam się". Ale nie "zdecydowanie", bo trend strukturalny zrobi większość roboty bez niczyjej pomocy. Ale "zgadzam się" – bo akceleracja jest jednak zauważalna, a w sferze instytucjonalnej, sojuszniczej i monetarnej w dużej mierze nieodwracalna.
Na pytanie drugie, czy polityka Trumpa wzmacnia globalną pozycję Unii Europejskiej, odpowiadam: "raczej nie". UE wzmacnia się relatywnie wobec USA, ale nie wzmacnia się absolutnie. I nie dlatego, że Trump nam pomaga, lecz dlatego, że odebrał nam komfort, w którym mogliśmy udawać, że historia się skończyła. Z perspektywy 2030 r. ten szok może się okazać najważniejszą przysługą, jaką Ameryka wyświadczyła Europie od czasów planu Marshalla. Pod warunkiem, że nie zmarnujemy go na kolejną drzemkę.
Autorem opinii jest dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, analityk w Atlantic Council's Europe Center.