WAŻNE
TERAZ

Wstrząs w kopalni Lubin. Trwa ewakuacja górników

Ministra otworzyła emerytalną puszkę Pandory. Reforma? Tak. Oto cztery rzeczy do zmiany [OPINIA]

Potrzebujemy stopniowego podniesienia wieku emerytalnego kobiet i zrównania go z wiekiem emerytalnym mężczyzn. Należy wprowadzić mechanizm automatycznie podnoszący ten wiek wraz ze wzrostem oczekiwanej długości życia - piszą w opinii dla money.pl Maciej Albinowski i Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych.

MinistraKatarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, PAP | Rafał Guz
Maciej AlbinowskiPiotr Lewandowski

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Polski system emerytalny coraz słabiej odpowiada wyzwaniom starzenia się społeczeństwa. Dlatego minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ma rację, że warto ponownie otworzyć debatę o jego reformie, w tym o zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, nawet jeśli inni politycy uważają, że to puszka Pandory. Nie oznacza to jednak, że wszystkie przedstawione propozycje prowadzą we właściwym kierunku. Obniżenie wieku emerytalnego mężczyzn byłoby kosztowne zarówno dla systemu emerytalnego, jak i dla rynku pracy.

Odłożenie przejścia na emeryturę ma trzy podstawowe konsekwencje.

Po pierwsze, znacząco zwiększa wysokość przyszłego świadczenia. Mężczyzna, który w wieku 65 lat odłoży przejście na emeryturę o rok, będzie otrzymywał świadczenie wyższe o około 5 proc., nawet jeśli stan jego konta emerytalnego się nie zwiększy. W przypadku kobiety w wieku 60 lat przesunięcie przejścia na emeryturę o dwa lata oznacza wzrost świadczenia o co najmniej 7 proc.

Wiek emerytalny do zmiany. Co gdy kobieta nie ma dziecka? Oto propozycja

Nie zgromadzą kapitału emerytalnego

Po drugie, późniejsze przechodzenie na emeryturę ogranicza liczbę osób pobierających emeryturę minimalną, której finansowanie w coraz większym stopniu obciąża budżet państwa. Według badań ośrodka GRAPE przy obecnym wieku emerytalnym 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn aż 70 proc. osób urodzonych w latach 70. i 80. może otrzymywać emeryturę minimalną, a znaczna część z nich nie zgromadzi kapitału emerytalnego wystarczającego nawet do sfinansowania tego świadczenia.

Choć system miał opierać się na powiązaniu wypłat z wysokością składek odprowadzonych w ciągu kariery zawodowej, dopłaty do emerytur minimalnych generują rosnący deficyt. Im niższy wiek emerytalny, tym większe obciążenie dla budżetu państwa i tym trudniejsze poszukiwanie dodatkowych źródeł finansowania. A polskie finanse publiczne są niestety na złej ścieżce.

Po trzecie, późniejsze przechodzenie na emeryturę zwiększa podaż pracy w gospodarce, która już dziś zmaga się z narastającymi niedoborami pracowników. W ciągu najbliższych 20 lat liczba Polaków w wieku produkcyjnym zmniejszy się o 2,5 mln osób.

Choć rewolucja sztucznej inteligencji może ograniczyć popyt na część specjalistów, nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie zastąpiła pielęgniarki, policjantów czy kucharzy.

W Polsce pracuje niemal 650 tys. mężczyzn w wieku 60-64 lata. Obniżenie ich wieku emerytalnego do 63 lub 64 lat mogłoby oznaczać odpływ z rynku pracy od 100 do 200 tys. osób. Nawet gdyby wiek emerytalny kobiet podniesiono do tego samego poziomu, na rynku pracy powstałaby wyrwa. Mężczyźni w tej grupie wieku są znacznie bardziej aktywni zawodowo niż kobiety, a ponadto często pracują w silnie zmaskulinizowanych zawodach, na przykład jako kierowcy.

Żeby zrównoważyć taki spadek podaży pracy, trzeba byłoby ściągnąć do Polski około 100 tys. migrantów, co w obecnym klimacie politycznym jest mrzonką.

Nadumieralność mężczyzn

Argumentem minister Pełczyńskiej-Nałęcz za obniżeniem wieku emerytalnego mężczyzn jest, że jedna czwarta mężczyzn nie dożywa 65 lat. Rzeczywiście, oczekiwana długość życia mężczyzn w Polsce jest niższa od długości życia kobiet o ok. 7 lat, czyli więcej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie różnice między płciami są mniejsze. To prawda, że mężczyźni częściej pracują w warunkach szkodliwych dla zdrowia. Ale charakteryzują się także dużo gorszymi postawami zdrowotnymi niż kobiety: konsumują więcej alkoholu i produktów nikotynowych oraz mają gorszą dietę. Częściej umierają na choroby układu krążenia i pokarmowego. Znacznie częściej umierają też śmiercią samobójczą.

Wysoka nadumieralność mężczyzn uzasadnia przede wszystkim intensywniejszą politykę zdrowia publicznego. Celem powinno być wydłużanie życia w zdrowiu, a nie kompensowanie gorszych wskaźników zdrowotnych wcześniejszym przechodzeniem na emeryturę. Takie działania rządu jak podwyższenie akcyzy na wyroby nikotynowe czy program badań profilaktycznych "Moje Zdrowie", z którego skorzystało już ponad 4 miliony osób, ten cel realizują. Na pewno można w tym obszarze zrobić jednak więcej.

Drugim nietrafionym postulatem minister Pełczyńskiej-Nałęcz jest różnicowanie wieku emerytalnego kobiet ze względu na posiadanie dzieci. Opiera się on na założeniu, że wcześniejsza emerytura jest formą wynagrodzenia za rodzicielstwo. Tymczasem system emerytalny nie jest właściwym instrumentem realizacji polityki rodzinnej. Jego podstawowym celem jest zapewnienie dochodu po zakończeniu aktywności zawodowej. Ochrona przyszłych emerytur rodziców powinna polegać raczej na odpowiednim finansowaniu składek za okresy opieki nad dziećmi.

Co zatem powinno znaleźć się w puszce emerytalnej, którą warto otworzyć dla dobra Polski?

Podatek zniechęcający do dalszej pracy

Po pierwsze, potrzebujemy stopniowego podniesienia wieku emerytalnego kobiet i zrównania go z wiekiem emerytalnym mężczyzn. Współczynnik zatrudnienia kobiet w wieku 60-64 lata wynosi w Polsce zaledwie 27,7 proc., wobec średniej unijnej na poziomie 48,8 proc. i ponad 70 proc. w krajach bałtyckich. Przy niskim bezrobociu i narastających niedoborach pracowników podwyższenie wieku emerytalnego przełożyłoby się przede wszystkim na wzrost zatrudnienia, a nie bezrobocia.

Po drugie, należy wprowadzić mechanizm automatycznie podnoszący wiek emerytalny kobiet i mężczyzn wraz ze wzrostem oczekiwanej długości życia.

Po trzecie, warto ograniczyć obowiązek odprowadzania składek emerytalnych przez osoby, które osiągnęły wiek emerytalny, ale nadal pracują. Składki opłacane po jego przekroczeniu mają niewielki wpływ na wysokość świadczenia, która zależy przede wszystkim od momentu przejścia na emeryturę.

W praktyce stają się więc podatkiem zniechęcającym do dalszej pracy. Nic dziwnego, że wiele osób po osiągnięciu wieku emerytalnego pobiera świadczenie i jednocześnie pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych. Ograniczenie składek zachęcałoby do dłuższego pozostawania na rynku pracy i odkładania decyzji o przejściu na emeryturę.

Po czwarte, konieczne jest tworzenie dobrych warunków pracy dla osób po 60. roku życia. Takie rozwiązania przewiduje zresztą projekt Strategii Rozwoju Polski do 2035 r., przygotowany przez resort minister Pełczyńskiej-Nałęcz. Chodzi między innymi o zwiększenie dostępności pracy w niepełnym wymiarze czasu oraz działania wspierające edukację osób dorosłych.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Wybrane dla Ciebie