Odpadowe zagłębie Polski? Burmistrz alarmuje po kolejnej inwestycji
W kujawsko-pomorskim przybywa instalacji do przetwarzania odpadów. Po planach budowy kolejnego zakładu w Janikowie burmistrz Pakości Michał Siembab pyta o skutki koncentracji takich inwestycji. Wskazuje na obawy mieszkańców i doświadczenia związane ze składowiskiem w Giebni - podaje portalsamorządowy.pl.
Dyskusję wywołały informacje o planowanej inwestycji w Janikowie. Według zapowiedzi zakład miałby przetwarzać około 50 tys. ton odpadów przemysłowych rocznie, a znaczącą część tego strumienia mogą stanowić odpady niebezpieczne.
Zdaniem burmistrza Pakości nie można analizować tej inwestycji w oderwaniu od pozostałych przedsięwzięć realizowanych lub planowanych w regionie. Wskazuje, że w Bydgoszczy działa już instalacja termicznego przekształcania odpadów o wydajności około 180 tys. ton rocznie, a zakład Holcim w Piechcinie wykorzystuje około 230 tys. ton odpadów rocznie jako paliwo alternatywne.
W Piechcinie planowana jest również instalacja do przetwarzania około 42 tys. ton odpadów niebezpiecznych. Z kolei Qemetica zapowiada budowę zakładu w Inowrocławiu o zdolności przetwarzania nawet 310 tys. ton odpadów rocznie.
Armie NATO biją się o polski produkt. Wycena 44 miliardów złotych
– To byłaby największa tego typu instalacja w Polsce. Do tego dochodzą plany rozbudowy istniejących instalacji w Toruniu, Bydgoszczy i Włocławku, a także kolejne przedsięwzięcia związane z gospodarką odpadami – wskazuje Siembab.
Pytania o skumulowany wpływ inwestycji
Burmistrz podkreśla, że nie kwestionuje nowoczesnych technologii ani samych inwestycji. Jego zdaniem problemem może być jednak skala koncentracji podobnych przedsięwzięć na niewielkim obszarze województwa - opisuje portalsamorządowy.pl.
Coraz bardziej nurtuje mnie pytanie o skumulowany efekt koncentracji tak wielu instalacji odpadowych na stosunkowo niewielkiej części województwa kujawsko-pomorskiego – przyznaje.
Samorządowiec odwołuje się przy tym do doświadczeń związanych ze składowiskiem odpadów w Giebni. To właśnie tam zgromadzono około miliona ton odpadów, a obiekt został później zamknięty w związku z działaniami prokuratury.
– Składowisko w Pakości też było legalnie działającą instalacją, a wiemy, jak się to skończyło. Każdy inwestor przekonuje, że jego projekt jest bezpieczny. Każda inwestycja analizowana osobno może spełniać obowiązujące normy i jestem przekonany, że to prawda. Nowoczesne technologie unieszkodliwiania odpadów są bezpieczne. Jednak tak duże nagromadzenie inwestycji tego typu może budzić zaniepokojenie – mówi.
Według burmistrza mieszkańcy mają prawo oczekiwać odpowiedzi nie tylko na pytania dotyczące pojedynczych inwestycji, ale również ich łącznego wpływu na środowisko, zdrowie mieszkańców, rozwój gospodarczy oraz wizerunek regionu.
– Dlatego uważam, że obok pytań o parametry techniczne poszczególnych instalacji, należy dziś postawić pytanie fundamentalne: jaki ma być długofalowy kierunek rozwoju naszego regionu. Czy chcemy budować jego markę w oparciu o rolnictwo, turystykę i lokalną przedsiębiorczość, czy też godzimy się na sytuację, w której Kujawy będą kojarzyć się przede wszystkim z przetwarzaniem setek tysięcy ton odpadów rocznie? – zauważa.
Co dalej ze składowiskiem w Giebni?
Siembab zwraca także uwagę na problem pozostałości powstających podczas spalania odpadów. Jak podkreśla, proces ten generuje pyły i żużle, które mogą stanowić nawet około 30 proc. pierwotnej masy odpadów i wymagają dalszego zagospodarowania.
– I trzeba będzie też znaleźć miejsce do utylizacji tego popiołu. O tym, jak będzie on zagospodarowany i gdzie trafi, nikt nie mówi. A tych instalacji na niewielkim obszarze jest kilka, dlatego nauczony doświadczeniem, pytam o to z góry – przekonuje.
W dyskusji pojawił się argument, że nowe instalacje mogłyby pomóc w rozwiązaniu problemu odpadów zgromadzonych w Giebni. Burmistrz pozostaje jednak sceptyczny.
Argument, że spalarnia jest konieczna właśnie w tej lokalizacji, ponieważ można byłoby spalić odpady z Giebni, pojawia się moim zdaniem głównie po to, aby zwiększyć poparcie społeczne dla tej inwestycji – ocenia.
Gmina pracuje obecnie nad rekultywacją składowiska. Plan zakłada uszczelnienie zgromadzonych odpadów przy użyciu geomembrany i warstwy rekultywacyjnej, co ma ograniczyć przedostawanie się wód opadowych, kontrolować emisję gazów oraz zmniejszyć ryzyko pożaru. Jak informuje burmistrz, decyzja marszałka w sprawie rekultywacji może zapaść w ciągu najbliższych dwóch–trzech miesięcy.