Notowania

Pakiet mobilności przyjęty przez europarlament. Niekorzystne przepisy dla Polski

Po burzliwych obradach Parlament Europejski przyjął zapisy tzw. pakietu mobilności. Dla polskich transportowców może to oznaczać spore problemy. "Cofamy się o 20 lat i likwidujemy wspólny rynek usług" - denerwują się przedsiębiorcy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Shutterstock.com)
Tematem wysłuchania Polski w Parlamencie Europejskim będzie praworządność (Fot: stocktributor)

Polscy europosłowie próbowali opóźniać głosowanie, zgłaszając około 1400 poprawek do pakietu. Wskazywali również, że poprawki zostały zebrane w bloki niezgodnie z prawem. Grupowanie odbyło się bowiem nie ze względu na merytorykę, ale na autora poprawki.

- W efekcie mamy identyczne poprawki w różnych blokach albo poprawki wykluczające się wzajemnie w jednym bloku. Jak my mamy to przegłosować? - denerwował się Kosma Złotowski, jeden z polskich europarlamentarzystów.

Z kolei osłanka Elżbieta Łukacijewska złożyła wniosek o przeniesienie głosowania na kolejną sesję parlamentu. Wniosek jednak przepadł, po czym przystąpiono do głosowania kolejnych poprawek.

Obejrzyj: Branża transportowa obawia się nowych unijnych regulacji

Po kilkudziesięciu głosowaniach poprawek przewodniczący postanowił zapytać posłów o to, czy nie lepiej byłoby jednak zgrupować ponad tysiąc poprawek w kilka bloków tematycznych. Posłowie przegłosowali ten sposób, ku niezadowoleniu polskich europarlamentarzystów.

- Ja chcę zagłosować za jedną z poprawek z bloku, ale przeciwko innej w tym samym bloku. Tak się nie da, to uniemożliwianie mi głosowania - denerwował się Dobromir Sośnierz.

Po kilkudziesięciu minutach cały pakiet został przez europarlamentarzystów przyjęty w pierwszym czytaniu.

O co chodzi?

Zdaniem przedsiębiorców pakiet mobilności oznacza gigantyczne problemy dla polskich przedsiębiorców. Dlaczego? Wszystko przez poprawki jednego z niemieckich posłów, które uderzą w nasz transport.

Jak pisaliśmy już w money.pl, poprawki posła Ertuga dotyczą m.in. kabotażu, czyli transportu towarów na terenie kraju, w którym firma transportowa nie ma swojej siedziby.

Według przyjętego w styczniu sprawozdania, kabotaż ma zostać ograniczony do trzech dni, po których ma następować 60-dniowa przerwa. Samochody miałyby też obowiązkowo, raz na 4 tygodnie, wracać do baz.

- Przyjęte poprawki zakładają, że firmy transportowe muszą większość swojej działalności prowadzić na terenie kraju, w którym są zarejestrowane - wyjaśnia Maciej Wroński, prezes Transport Logistyka Polska. - To w praktyce oznacza, że większość naszej działalności stanie się nielegalna. Cofamy się o 20 lat i likwidujemy wspólny rynek usług.

Nowego prawa najbardziej obawiają się przedsiębiorcy zajmujący się specjalistycznym transportem, np. przewozem samochodów.

Pakiet mobilności spędzał sen z powiek właścicieli firm transportowych. Jak się okazuje, wciąż nie są spokojni.
Przewoźnicy o pakiecie mobilności: "Przyjęto prawo, które nas zabije"

- Proszę sobie wyobrazić firmę, która zainwestowała ogromne pieniądze we flotę przystosowaną do takiego transportu. Ma kontrakt z dużym niemieckim koncernem, produkującym samochody. Teraz się okazuje, że nie może go realizować - mówi Wroński. - Taka firma sobie nie poradzi, bo w Polsce zapotrzebowanie na podobne usługi jest znacznie mniejsze.

Inny przykład - firma transportująca części do elektrowni wiatrowych. Poszczególne elementy turbin mogą ważyć po kilkadziesiąt ton i mierzyć po 70 metrów. Muszą być przewożone na specjalnych platformach, czasem przy użyciu dwóch pojazdów.

- W Polsce wiatraków nie będziemy budować, mało tego, będziemy rozbierać. Co taka firma ma zrobić - mówi Wroński.

W Polsce branża transportowa wytwarza 10 proc. krajowego PKB.
Pakiet mobilności zaszkodzi bezpieczeństwu na polskich drogach? "Braknie czasu na kontrole drogowe"

Poprawki wprowadzone do przyjętego przez komisję sprawozdania dotyczą też umów, jakie przewoźnicy mają zawierać ze swoimi pracownikami.

- Według poprawek posła Ertuga, jeśli pracownik większość swojego czasu pracy spędza w innym kraju, stosuje się wobec niego rozporządzenie Rzym I, czyli umowa ma być zawarta zgodnie z prawem np. niemieckim. Nie ma mowy o żadnym delegowaniu pracowników - tłumaczy Wroński. - Czyli jeśli ktoś codziennie z Polski wiezie coś do Lipska, po czym wraca, ma zostać zatrudniony według niemieckich przepisów. Będzie podlegał niemieckiej inspekcji pracy. A co jeśli przejeżdża przez kilka krajów? - pyta.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
04-04-2019

z PolskiCzy my z tej Unii mamy jeszcze jakieś korzyści? Bo ostatnio UE dba tylko o interesy Niemiec.

04-04-2019

OKAPIS NIGDY NIC NIE WYGRAŁ W BRUKSELI. TO ŚWIADCZY JAK JEST SZANOWANY NASZ KRAJ

04-04-2019

PiotrTusk i PO PSL SLD - takie mają niby plecy w Brukseli że szkodzą własnemu krajowi - Polacy tylko prawica bo KE to agentura pod kierownictwem Schetyny

Rozwiń komentarze (274)