Paliwa brakuje. Rosja mówi o zagrożeniu dla gospodarki

Po raz pierwszy rosyjski bank centralny oficjalnie przyznał, że ukraińskie ataki dronów na infrastrukturę naftową mogą wpływać na kondycję całej gospodarki. Władze obawiają się problemów z produkcją paliw, które mogą dodatkowo podbijać inflację i utrudniać funkcjonowanie rynku - opisuje "Gazeta Wyborcza".

Paliwa brakuje, rafinerie płoną. Rosja mówi o zagrożeniu dla gospodarkiPaliwa brakuje, rafinerie płoną. Rosja mówi o zagrożeniu dla gospodarki
Źródło zdjęć: © Getty Images | ZipZapic.com
Magda Żugier

Od 22 czerwca w Rosji obowiązują nowe stopy procentowe. Bank centralny obniżył główną stopę z 14,5 proc. do 14,25 proc., tłumacząc decyzję utrzymującymi się oczekiwaniami inflacyjnymi oraz szybkim wzrostem wynagrodzeń.

W komunikacie pojawił się jednak dodatkowy argument. Rosyjskie władze monetarne zwróciły uwagę na ryzyko wzrostu inflacji związane z ograniczeniem produkcji paliw. To pierwsze oficjalne potwierdzenie, że skuteczne ataki ukraińskich dronów na sektor naftowy mogą oddziaływać na całą gospodarkę kraju.

Ukraińskie władze od miesięcy podkreślają znaczenie takich operacji. Prezydent Wołodymyr Zełenski określa je mianem "dalekosiężnych sankcji", wskazując na ich wpływ na zdolności gospodarcze Rosji.

"Czy to nie jest tragiczne?". Tak Europa reagowała na kolejne agresje Putina

Problemy z paliwem i produkcją ropy

Według informacji przekazanych przez Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, ataki doprowadziły do uszkodzenia 16 rosyjskich rafinerii i terminali naftowych oraz czasowego wyłączenia około 30 proc. zdolności produkcyjnych sektora paliwowego - czytamy.

W efekcie produkcja benzyny miała spaść do najniższego poziomu od 16 lat. Rosyjskie władze dopuściły również do sprzedaży paliw spełniających starszy standard Euro 3 zamiast obowiązującego wcześniej Euro 5 - opisuje "GW".

Rosyjski urząd antymonopolowy poinformował dodatkowo, że platformy internetowe usuwają oferty sprzedaży paliw. Nie rozwiązało to jednak problemów na rynku. Z różnych regionów kraju napływają informacje o brakach benzyny, limitach tankowania oraz długich kolejkach na stacjach.

Po uszkodzeniu jednej z rafinerii koncern Tatnieft ograniczył jednorazowe tankowanie do 30 litrów paliwa. Na Krymie, gdzie wcześniej wprowadzono limity sprzedaży benzyny, po kolejnych atakach dronów czasowo wstrzymano sprzedaż paliw dla klientów indywidualnych.

Wojna dociera do Moskwy

Problemy sektora naftowego odbijają się również na wydobyciu ropy. Według szacunków OPEC w maju rosyjskie wydobycie spadło do nieco ponad 9 mln baryłek dziennie, osiągając najniższy poziom w tym roku.

W ostatnich tygodniach celem ukraińskich dronów były między innymi terminal naftowy w Petersburgu oraz rafineria Gazprom Nieft położona około 15 kilometrów od Kremla. Ataki wywołały pożary i zakłóciły funkcjonowanie strategicznej infrastruktury.

Do skutków tych działań odniósł się także Władimir Putin. Podczas spotkania z żołnierzami stwierdził, że celem Ukrainy jest wywołanie strat gospodarczych, zamieszania wśród obywateli oraz podziałów w rosyjskim społeczeństwie.

Z kolei prezydent Litwy Gitanas Nauseda ocenił, że wojna coraz wyraźniej dociera na terytorium Rosji, co może mieć znaczenie dla dalszego przebiegu konfliktu. Podobne stanowisko prezentuje Wołodymyr Zełenski, który apeluje o dalsze zwiększanie presji na Moskwę.

Rosyjski bank centralny po raz pierwszy otwarcie przyznał jednak, że skutki tych działań nie ograniczają się wyłącznie do infrastruktury wojskowej czy energetycznej. Coraz mocniej odczuwa je także gospodarka.

Wybrane dla Ciebie