Plan Trumpa się sypie. Były oficer wywiadu USA: zbiera to, co zasiał
- Wszystkie opcje operacji wojskowej, by otworzyć cieśninę Ormuz, wiązałyby się z dużym ryzykiem, dlatego niechęć sojuszników do pomocy w tym przedsięwzięciu nie dziwi - ocenił w rozmowie z PAP Steven Horrell, były oficer wywiadu amerykańskiej marynarki wojennej (US Navy). - Trump zbiera to, co zasiał - dodał.
Prezydent USA Donald Trump, żądając od europejskich sojuszników włączenia się do operacji wojskowej w celu odblokowania cieśniny Ormuz, przedstawiał tę misję jako prostą i niewymagającą akcję, do której partnerzy USA powinni przystąpić z zapałem.
- Można by pomyśleć, że powiedzieliby: "Chętnie wyślemy parę trałowców". To nic wielkiego. To nie kosztuje dużo pieniędzy. Ale tego nie zrobili - mówił Trump we wtorek podczas spotkania z premierem Irlandii, dodając, że "nawet nie wie, czy w cieśninie są miny" i wyrażając pogląd, że Iran nie stanowi wielkiego zagrożenia, bo jego wojsko zostało doszczętnie zniszczone.
"Nie będzie mu na rękę". Analityk mówi, co dla Trumpa oznacza długi konflikt z Iranem
Zdaniem Stevena Horrella, emerytowanego kapitana wywiadu marynarki wojennej USA i eksperta ds. bezpieczeństwa transatlantyckiego w waszyngtońskim think tanku CEPA, rzeczywistość jest zupełnie inna, niż przedstawia ją prezydent. Jak ocenił w rozmowie z PAP, militarne otwarcie cieśniny Ormuz byłoby niezwykle trudnym i ryzykownym zadaniem operacyjnym, a żądania prezydenta Trumpa wobec sojuszników określił mianem "naprawdę złej strategii i naprawdę złej geopolityki".
Najlepszym sposobem na otwartą cieśninę było nie rozpoczynać wojny, która spowodowała jej zamknięcie - skwitował rozmówca PAP.
Horrell, który przez 30 lat służył w wywiadzie marynarki, w tym wielokrotnie w rejonie odpowiedzialności Dowództwa Centralnego (CENTCOM), wskazał na trzy możliwe rodzaje operacji wojskowych w cieśninie Ormuz - i każdy z nich ocenił jako obarczony poważnym ryzykiem.
Pierwsza opcja to operacje ofensywne, mające zniszczyć irańskie zdolności, zagrażające żegludze. Jak jednak zaznaczył, nie gwarantuje to sukcesu nawet przy całkowitym zniszczeniu irańskiej floty. Rozmówca PAP przypomniał, że zagrożeniem w cieśninie są nie tylko okręty, ale też szybkie łodzie szturmowe, wyglądające jak jednostki cywilne, a ponadto drony, pociski balistyczne i manewrujące oraz, potencjalnie, bezzałogowe okręty podwodne.
- Nie można powiedzieć: zniszczymy to wszystko. Wystarczy spojrzeć na Hutich i Morze Czerwone - nie udało się tam osiągnąć stu procent skuteczności przechwytywania – powiedział, przypominając operację USA i sojuszników z ubiegłych lat, kiedy proirańska bojówka z Jemenu znacznie utrudniała ruch przez Morze Czerwone i cieśninę Bab al-Mandab.
Zdaniem eksperta druga opcja, czyli eskortowanie konwojów tankowców, jest równie niedoskonała. Horrell przywołał doświadczenia z 1987 r., kiedy podczas wojny iracko-irańskiej i trwających ataków obu stron na tankowce w Ormuzie pierwszy konwój kuwejckich tankowców, eskortowany przez US Navy, trafił na minę morską.
- Okręt eskortujący musi jednocześnie skanować zagrożenia na powierzchni wody, pod nią i z powietrza - co jest ekstremalnie trudne - ocenił.
Najtrudniejszą opcją - i kwestią, na której skupia się Trump - jest rozminowywanie. Horrell wyjaśnił, że istnieje wiele rodzajów min morskich. Mogą one leżeć na dnie, być zakotwiczone lub swobodnie dryfować, a ich zapalniki reagują na kontakt, sygnaturę magnetyczną lub falę ciśnieniową.
- Rozminowywanie to powolna i żmudna operacja, prowadzona małymi jednostkami z włókna szklanego, które same są niezwykle wrażliwe na ataki - zaznaczył.
Jako przykład podał oczyszczanie 1600 min, rozmieszczonych przez przywódcę Iraku Saddama Husajna u wybrzeży Kuwejtu podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, na początku lat 90. XX wieku. Jak przypomniał, ówczesna wielonarodowa operacja z udziałem kilkunastu krajów trwała sześć miesięcy i odbyła się dopiero po zakończeniu walk.
- A teraz wyobraźmy sobie to w trakcie gorącego konfliktu - dodał. Jak zaznaczył, USA wycofały niedawno ze służby cztery specjalistyczne okręty do zwalczania min klasy Avenger, zastępując je modułami na okrętach walki przybrzeżnej (LCS), co - zdaniem wielu ekspertów - nie stanowi pełnowartościowego zamiennika. Jak zaznaczył, znacznie większe zdolności do rozminowywania mają marynarki państw europejskich i właśnie dlatego - mimo zapewnień, że USA "nie potrzebują" sojuszników - Trump właśnie do nich zwrócił się o pomoc.
Otwarcie Cieśniny Ormuz. Oświadczenie europejskich przywódców
Rozmówca PAP podkreślił, że choć Avengery były okrętami bardzo starymi i słabo wyposażonymi w środki obronne, to sam fakt wycofania ich na pół roku przed atakiem na Iran dowodzi braku odpowiedniego planowania. O tym samym świadczą doniesienia, że dwa z trzech okrętów LCS klasy Independence znajdują się na Pacyfiku.
- To jest ten rodzaj sytuacji, którą trudno zrozumieć. Jeśli naprawdę planujesz podjąć się takiego przedsięwzięcia, może lepiej zgromadzić zawczasu potrzebne środki w najlepszym możliwym miejscu? - podkreślił ekspert.
Horrell pozytywnie, choć ostrożnie ocenił czwartkowe wspólne oświadczenie Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Holandii i Japonii, wyrażające "gotowość, by przyczynić się do odpowiednich wysiłków na rzecz zapewnienia bezpiecznego przejścia przez cieśninę" Ormuz.
Jego zdaniem bardzo ogólne sformułowanie nie jest całkowicie sprzeczne z odmową wobec tego, czego początkowo żądał prezydent Trump, czyli przyłączenia się do walki wraz z USA. Horrel uważa, że oświadczenie to wskazuje raczej na preferowanie dyplomatycznego rozwiązania - np. analogicznego do Inicjatywy Zbożowej na Morzu Czarnym - a nie na gotowość do operacji bojowych.
Były oficer przyznał, że otwarcie cieśniny byłoby zgodne z interesami państw europejskich, lecz żądania Trumpa wobec sojuszników i wynikłe z tego pęknięcie w relacjach transatlantyckich są konsekwencją lat kwestionowania znaczenia sojuszy.
- Nie można lekceważyć sojuszników przez pięć lat prezydentury, porzucić tych samych europejskich sojuszników, dla których wspieranie Ukrainy jest żywotnym interesem, nie konsultować z nimi przystąpienia do wojny (z Iranem), a potem wyrażać zdziwienie, że nie spieszą się z pomocą - powiedział.
Ocenił, że amerykańskie sojusze i partnerstwa "zawsze były tym, co czyniło Amerykę wielką", a Trump od 2015 r. zapewnił głos nurtowi izolacjonistycznemu, który po II wojnie światowej został w amerykańskiej polityce zdecydowanie odsunięty na bok.
- Teraz Trump zbiera to, co zasiał - podsumował Horrell.