Rozejm USA i Iranu. Do końca kryzysu minie jeszcze wiele miesięcy [OPINIA]

"Niech płynie ropa!" – tymi słowami Donald Trump ogłosił osiągnięcie porozumienia z Iranem po ponad stu dniach konfliktu, który paraliżował jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Oficjalne podpisanie dokumentu ma nastąpić 19 czerwca. Irańscy przedstawiciele potwierdzili zawarcie memorandum porozumienia (MOU). Rynki przyjęły te informacje z ulgą - pisze dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, dla money.pl.

Na kolażu prezydent USA Donald Trump, statek handlowy w cieśninie Ormuz i lider Iranu Modżtaba ChameneiNa kolażu prezydent USA Donald Trump, statek handlowy w cieśninie Ormuz i lider Iranu Modżtaba Chamenei
Źródło zdjęć: © Anadolu via Getty Images, Getty Images | Alex Wong, Iranian President's Press Office, Majid Saeedi, ZipZapic.com
Piotr Arak

Spadły ceny ropy, wzrosły notowania kontraktów terminowych na giełdach, a inwestorzy zaczęli ograniczać pozycje zabezpieczające przed dalszą eskalacją konfliktu. Nie powinno to jednak prowadzić do wniosku, że Bliski Wschód wraca do stabilności. Między memorandum a trwałym porozumieniem pokojowym istnieje bowiem ogromna różnica.

USA i Iran dogadane, ale to Teheran wyszedł wzmocniony

Z dotychczasowych informacji wynika, że uzgodnione memorandum ma charakter przede wszystkim polityczny i proceduralny. Mówi się o czternastopunktowym planie, który formalizuje kruche zawieszenia broni w Iranie i Libanie oraz wyznacza obszary przyszłych negocjacji. Dokument najprawdopodobniej ograniczy ryzyko natychmiastowego wznowienia działań wojennych, zwiększy ruch morski w regionie i stworzy przestrzeń do dalszych rozmów dyplomatycznych.

Scholz, Merkel, Macron. Krytykuje liderów UE. Mówi o skutkach ich polityki

Nie rozwiązuje jednak najważniejszych kwestii: przyszłości irańskiego programu nuklearnego, zasad funkcjonowania cieśniny Ormuz ani architektury sankcji gospodarczych nakładanych przez Zachód na Islamską Republikę Iranu.

To właśnie tutaj zaczynają się największe problemy. Negocjacje dotyczące programu nuklearnego należą do najbardziej skomplikowanych procesów dyplomatycznych na świecie. Wymagają wieloletnich mechanizmów monitorowania, inspekcji i weryfikacji. Tymczasem doświadczenia ostatniej dekady pokazują, że żadna ze stron nie ufa drugiej. W Teheranie pamięta się wycofanie USA z porozumienia nuklearnego z 2015 roku. W Waszyngtonie z kolei silne pozostaje przekonanie, że Iran wykorzystuje negocjacje do kupowania czasu na rozwój swoich zdolności strategicznych.

Dodatkowo, irański Najwyższy Przywódca Mudżtaba Chamenei może z kolei nie chcieć niczego więcej niż małego, transakcyjnego porozumienia z USA – zważywszy na fakt, że Stany Zjednoczone i Izrael zabiły mu ojca, matkę, żonę i innych członków rodziny.

Jak uregulować sankcje?

Wyzwaniem pozostaje system sankcji. W czasie pierwszej kadencji Trumpa został on skonstruowany w sposób, który miał maksymalnie utrudnić przyszłym administracjom powrót do wcześniejszych ustaleń. Oznacza to, że nawet jeśli polityczna wola porozumienia istnieje, techniczne zniesienie ograniczeń gospodarczych może okazać się procesem wieloletnim.

Nie mniej istotny jest czynnik izraelski. Izrael od początku konfliktu podkreślał, że trwałe bezpieczeństwo regionu wymaga ograniczenia irańskich zdolności wojskowych i nuklearnych. Jeżeli przyszłe ustalenia zostaną uznane w Jerozolimie za zbyt korzystne dla Teheranu, presja na ich podważenie będzie znacząca. Tym samym memorandum może okazać się jedynie tymczasowym rozejmem, a nie fundamentem nowego ładu bezpieczeństwa.

Oddech dla rynków i banków centralnych

Dla światowej gospodarki najważniejszą informacją pozostaje jednak przyszłość cieśniny Ormuz. To przez ten wąski przesmyk przepływała jedna piąta globalnego handlu ropą naftową oraz znacząca część światowego eksportu LNG. Nauczyliśmy się działać bez niej, ale za cenę uruchomienia rezerw USA, blokady importu Chin z perspektywą, że paliwa w tym roku może zabraknąć po wyczerpaniu rezerw strategicznych głównych gospodarek. Nie zapominając o rosnącej inflacji.

Otwarcie cieśniny nie oznacza jednak automatycznego powrotu do warunków sprzed wojny. W regionie nadal prowadzone są operacje rozminowywania, trwa ocena stanu infrastruktury portowej i energetycznej, a armatorzy oraz firmy ubezpieczeniowe wciąż kalkulują ryzyko kolejnych incydentów. Nawet pojedyncze ataki dronowe czy czasowe ograniczenia żeglugi mogą utrzymywać podwyższone koszty transportu przez wiele miesięcy.

Warto zauważyć, że mimo spadku cen po ogłoszeniu porozumienia ropa pozostaje znacznie droższa niż na początku roku. Baryłka kosztuje około 83 dolarów wobec niespełna 65 dolarów przed wybuchem konfliktu. Oznacza to, że geopolityczna premia za ryzyko pozostaje wysoka. Inwestorzy zakładają bowiem, że porozumienie może okazać się kruche, a odbudowa regionalnego bezpieczeństwa zajmie znacznie więcej czasu niż samo podpisanie dokumentów.

Dodatkowym problemem są szkody infrastrukturalne. Część instalacji związanych z przetwórstwem ropy i eksportem gazu została uszkodzona podczas działań wojennych. Dotyczy to również niektórych elementów infrastruktury LNG w Zatoce Perskiej. Odbudowa tych zdolności będzie wymagała znaczących nakładów kapitałowych i czasu, co ograniczy tempo wzrostu podaży energii na światowych rynkach.

Jednocześnie warto pamiętać, że inwestorzy od kilku tygodni zakładali możliwość osiągnięcia porozumienia. To właśnie dlatego ceny ropy nie wzrosły do poziomów obserwowanych podczas wcześniejszych kryzysów energetycznych (140-150 dolarów, co było scenariuszem skrajnym). Rynki funkcjonują w oparciu o oczekiwania, a nie bieżące wydarzenia. Znaczna część pozytywnego efektu została więc wyceniona jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem porozumienia. Wszyscy analitycy w Polsce czy Europie traktowali porozumienie jako scenariusz bazowy.

Europejski Bank Centralny już podniósł stopy procentowe w odpowiedzi na rosnącą inflację. W tym tygodniu decyzje podejmą Bank Anglii, Bank Japonii oraz Rezerwa Federalna. W Japonii rynki finansowe już wyceniają możliwość podwyżki stóp, podczas gdy w przypadku pozostałych banków centralnych inwestorzy czekają na oficjalne komunikaty i nowe projekcje makroekonomiczne.

Nowy szef Fed będzie miał przy tym szerokie pole manewru, by – przynajmniej w warstwie komunikacyjnej – pozostać lojalnym wobec administracji prezydenta USA i jednocześnie nie zaostrzać przekazu banku centralnego. W praktyce może to oznaczać sygnalizowanie, że Fed znajduje się bliżej ewentualnych obniżek stóp procentowych niż ich dalszych podwyżek, choć sytuacja inflacyjna w USA nie jest dużo lepsza od europejskiej.

Pytanie o trwałość porozumienia

Najbliższe tygodnie pokażą, czy memorandum stanie się początkiem trwałego procesu pokojowego. Kluczowe będą odpowiedzi na dwa pytania:

  • po pierwsze, czy żegluga przez cieśninę Ormuz rzeczywiście zostanie w pełni przywrócona;
  • po drugie, jakie będą koszty bezpieczeństwa i ubezpieczenia transportu w nowych warunkach. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy światowa gospodarka rzeczywiście wychodzi z kryzysu energetycznego wywołanego wojną.

Z perspektywy strategicznej konflikt pozostawia niejednoznaczny bilans dla USA. Stany Zjednoczone mogą wskazywać na osłabienie części irańskich zdolności wojskowych. Jednocześnie nie doprowadziły do zasadniczej zmiany sytuacji politycznej w Teheranie. Doszło wręcz do umocnienia władzy wojskowej.

Iran dysponuje potężnym narzędziem

Wojna przypomniała światu, że Iran dysponuje jednym z najpotężniejszych instrumentów nacisku na globalną gospodarkę: możliwością zakłócenia przepływu energii przez Ormuz. Nawet jeśli obecny rozejm przetrwa, ta lekcja pozostanie aktualna przez wiele lat. Iran pokazał, że posiada realną zdolność oddziaływania na globalne rynki energii, a w konsekwencji także na gospodarki państw importujących ropę, w tym Polskę, gdzie przez lata ryzyko geopolityczne Bliskiego Wschodu traktowano raczej jako czynnik teoretyczny niż praktyczny. Ostatnie wydarzenia pokazały jednak, że jest to kanał transmisji w pełni realny i natychmiast odczuwalny dla konsumentów.

Dlatego obecne porozumienie należy traktować przede wszystkim jako sukces taktyczny, a nie strategiczne rozwiązanie problemów regionu. Dla rynków jest to dobra wiadomość, ponieważ oddala ryzyko najgorszego scenariusza. Nie oznacza jednak końca niepewności. Strony przechodzą od politycznych deklaracji do negocjowania szczegółów, cieśninę trzeba rozminować i faktycznie otworzyć, by do Azji i na inne rynki faktycznie zaczęła płynąć bliskowschodnia ropa. Minie jeszcze wiele miesięcy zanim będziemy mogli mówić o końcu wpływu tego kryzysu na rynki.

Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, senior fellow Atlantic Council

Wybrane dla Ciebie