Rynek pracy ma problem. Polska potrzebuje migrantów bardziej niż myśli?
- Imigracja uratowała polski rynek pracy przed brakami kadrowymi — mówi w rozmowie z money.pl dr Paweł Strzelecki ze Szkoły Głównej Handlowej. Choć bezrobocie w Polsce wciąż pozostaje relatywnie niskie, rosnąca liczba wakatów i starzejące się społeczeństwo sprawiają, że znaczenie pracowników z zagranicy będzie tylko rosło. Problem w tym, że państwo wciąż nie ma spójnej strategii, jak ich wykorzystać.
Z najnowszych danych GUS wynika, że stopa bezrobocia przekroczyła 6 proc., choć jeszcze niedawno oscylowała wokół 5 proc. Jak podkreśla dr Paweł Strzelecki, to w dużej mierze efekt sezonowości, a Polska nadal znajduje się blisko historycznych minimów. — Nasza gospodarka się rozwija, cały czas jesteśmy raczej w sytuacji rynku pracownika niż pracodawcy — wskazuje ekonomista.
W ostatniej dekadzie to właśnie napływ pracowników z zagranicy pozwolił uniknąć niedoborów kadrowych w kluczowych sektorach. — Imigracja po 2014 roku i napływ uchodźców od 2022 roku właściwie uratowały nam rynek pracy — mówi Strzelecki. Dotyczy to przede wszystkim usług, budownictwa i transportu.
Co istotne, nie widać silnej konkurencji między pracownikami zagranicznymi a lokalnymi, co jeszcze kilka lat temu było jednym z głównych tematów debaty publicznej. Od 2012 roku liczba osób w wieku produkcyjnym spadła o ok. 2 mln. To oznacza ogromne wyzwanie dla gospodarki. — Tę lukę w dużej mierze zapełnili imigranci — podkreśla Strzelecki.
Jednocześnie w przyszłości sytuacja może się zmienić — część pracowników z Ukrainy może zdecydować się na powrót do kraju, jeśli warunki na to pozwolą. Zdaniem ekonomisty Polska musi przygotować się na przyszłość, w której pracowników będzie po prostu mniej. — Powinniśmy myśleć o tym, jak lepiej wykorzystywać tych, którzy już są, oraz inwestować w automatyzację i nowe technologie — wskazuje. Jego zdaniem, choć imigracja wciąż będzie ważnym elementem rynku pracy, nie rozwiąże wszystkich problemów.