Rządowy projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów wywołał dużo kontrowersji i ożywioną debatę. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chce, by to państwo wzięło na siebie obowiązek finansowania reformy. Ale - jak ustalił dziennikarz money.pl Tomasz Setta - pierwotny plan był zupełnie inny.
Dyskusja o modelu wsparcia socjalnego dla artystów toczy się od wielu lat. Nad pierwszym projektem w tej sprawie pracował rząd Prawa i Sprawiedliwości, kiedy ministrem kultury był Piotr Gliński - bez rezultatu. Temat powrócił po zmianie władzy, kiedy szefową resortu została Hanna Wróblewska, a teraz kontynuuje go następczyni Wróblewskiej - Marta Cienkowska.
Z naszych informacji wynika, że początkowo system zabezpieczenia miał się opierać na redystrybucji pieniędzy wewnątrz środowiska artystycznego. W dużym uproszczeniu: za jego finansowanie mieliby częściowo odpowiadać ludzie kultury, zwłaszcza ci z bardzo wysokimi dochodami. Pomysł jednak upadł. Według naszych informacji koncepcja ministerstwa nie spodobała się organizacjom i stowarzyszeniom artystycznym.
Ostatecznie rząd postawił na model, w którym wszyscy obywatele będą składać się na przyszłe świadczenia społeczne artystów. W ocenie skutków regulacji, dołączonej do projektu, koszty budżetu związane z wejściem w życie projektu w pierwszym pełnym roku funkcjonowania systemu zostały oszacowane na 321,8 mln zł zł (plus dodatkowo 5 mln zł kosztów ZUS). W ciągu 10 lat wsparcie dla artystów ma kosztować budżet 3,8 mld zł plus dodatkowe 64,6 mln zł kosztów po stronie ZUS.
Co ciekawe, zaproponowane przez resort kultury rozwiązanie nie jest ani nowe, ani rewolucyjne - takie mechanizmy można od lat spotkać w wielu innych europejskich krajach. Z pewnością jednak jest to wyłom w polskim systemie ubezpieczeń społecznych, co może rodzić poczucie niesprawiedliwości i nierównego traktowania. Tyle że takich wyjątków mamy w Polsce dużo więcej, a propozycja wsparcia dla artystów wcale nie będzie najdroższą z nich.
Kto może liczyć na specjalne traktowanie
Mamy niewyrównany wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Polska jest pod tym względem absolutnym ewenementem na mapie Europy. W naszym systemie mamy też wcześniejsze emerytury mundurowe, a z naszych podatków wszyscy finansujemy składki dla rolników i osób duchownych. Wciąż istniejący Fundusz Kościelny to wydatek w postaci 200-250 milionów złotych rocznie, a KRUS jest zasilany dotacją na poziomie 20 miliardów złotych. To kilkadziesiąt razy więcej niż proponowane wsparcie dla artystów.
Od niedawna firmy mogą też korzystać z tzw. wakacji składkowych. Dzięki nim przedsiębiorca może każdego roku wybrać jeden miesiąc, w którym składki na ZUS opłaci za niego państwo. Liczba uprawnionych do korzystania z tej preferencji wynosi ponad półtora miliona, a roczny koszt dla budżetu państwa sięga dwóch miliardów złotych. Wszyscy zrzucamy się na biznes, który z definicji sam powinien na siebie zarabiać. Dla porównania, resort kultury szacuje, że jego rozwiązanie dotyczące artystów będzie kosztować ok. 300 milionów złotych rocznie.
Lista trudnych do wytłumaczenia decyzji systemowych wcale nie kończy się na świadczeniach społecznych. W sferze podatkowej mamy młodych, którzy do ukończenia 26. roku życia są zwolnieni z opłacania podatku PIT. Mamy też państwowe wsparcie dla nierentownych i nieopłacalnych gałęzi gospodarki. Każdego roku wszyscy finansujemy z naszych kieszeni górnictwo, co kosztuje nas kilka miliardów złotych. To oznacza, że przez rok wydamy z państwowej kasy więcej na górników niż przez dekadę zdołamy przeznaczyć na zabezpieczenie socjalne artystów.
Kiedy zacząć pomagać
Projekt ministerstwa kultury nie jest z pewnością idealny, trudno też powiedzieć, czy jest najlepszym z możliwych - i dobrze, że o tym dyskutujemy. Wszyscy mamy prawo oczekiwać jasnych, czytelnych i sprawiedliwych zasad. Musimy przy tym odpowiedzieć sobie na dwa pytania: czy polityki publiczne chcemy budować w Polsce na emocjach i kiedy chcemy rozwiązywać ważne, społeczne problemy: zanim się pojawią, czy dopiero po latach, kiedy koszty związane ze wsparciem dla ubogich emerytów będą znacznie wyższe niż dzisiaj.
Dziennikarz money.pl. Autor wywiadów i reporter, przez wiele lat związany z radiem TOK FM jako jeden z prowadzących magazyn „EKG - Ekonomia, Kapitał, Gospodarka”. Laureat Nagrody Dziennikarskiej im. Mariana Krzaka i Nagrody SGH dla dziennikarza gospodarczego roku 2025.