Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Damian Szymański
|
aktualizacja

Rząd ma poważny problem z deficytem. Sam sobie zgotował ten los

1222
Podziel się:

Według Ministerstwa Finansów koszty obsługi długu wzrosną w tym roku o 20 mld zł do blisko 50 mld zł. Natomiast, jak mówią money.pl eksperci, w ciągu trzech lat potrzeby pożyczkowe państwa mogą wynieść nawet 1 bilion złotych. Rząd wybrał fatalny moment na zadłużanie naszego kraju. Może to jeszcze bardziej uderzyć w osoby, które wzięły kredyt oraz przyczynić się do utrzymania się wysokiej inflacji.

Rząd ma poważny problem z deficytem. Sam sobie zgotował ten los
Rząd będzie miał duży problem z deficytem w tym roku. Wszystko przez coraz mniej chłonny rynek obligacji (East News, Andrzej Iwanczuk/REPORTER)

Jak pisaliśmy w money.pl w zeszły piątek, najwięcej napięć w finansach Polski widać obecnie w kosztach obsługi zadłużenia naszego kraju, które zdaniem Ministerstwa Finansów mają w tym roku wzrosnąć z 29 do 49 mld zł, czyli o 20 mld zł. To o 70 proc. więcej niż rząd zakładał w budżecie. A to jednak nic w porównaniu z tym, na ile się musimy w najbliższym czasie zadłużyć.

Polska w najbliższych trzech latach będzie musiała pozyskać z rynku obligacji brutto bilion złotych finansowania – podkreślał w programie "Money. To się liczy" Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. – To jest realna skala potrzeb budżetu państwa, PFR i BGK, a w którą nie wliczamy również kosztownych inicjatyw, jak inwestycje w lądowe elektrownie wiatrowe, farm solarnych, wiatraków na morzu, czy być może elektrowni jądrowej. To są inwestycje, które w związku z wojną będą musiały być przemyślane i przynajmniej w jakiejś części wdrożone – zaznaczał ekspert.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Bilion złotych Morawieckiego. To realna skala potrzeb

Koszty obsługi długu i wzrost rentowności obligacji skarbowych

Problem polega na tym, że to fatalny moment na zadłużanie się naszego kraju, gdyż obligacje skarbowe Polski, jak i innych krajów, szybko tracą na wartości (czyli rosną ich rentowności). Dziesięcioletnie papiery dłużne oprocentowane były w poniedziałek na ok. 6,2 proc. W ciągu roku staniały więc o ok. 300 proc.

– Napięcia na rynku długu wynikają ze sprzężenia dwóch czynników: stale rosnących oczekiwań na podwyżki stóp procentowych (globalnie oraz w Polsce) oraz decyzji rządu, który w takim otoczeniu istotnie zwiększa deficyt budżetowy, co powoduje, że obligacji do emitowania na rynku będzie coraz więcej – wyjaśnia w rozmowie z money.pl Mikołaj Raczyński z Noble Funds TFI.

Przypomnijmy, że rząd zamierza zwiększyć deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych z ok. 49 mld zł w 2021 r. do 128 mld zł w 2022 r. (do 4,4 proc.), czyli ponad 2,5-krotnie.

Zdaniem Raczyńskiego sama ekspansja fiskalna może spowodować jeszcze silniejsze podwyżki stóp procentowych przez NBP, ponieważ dosypywanie pieniędzy na rynek w obecnym otoczeniu będzie podtrzymywało inflację na wyższych poziomach.

– Następuje więc sprzężenie zwrotne: większa inflacja --> wyższe stopy procentowe --> większy deficyt --> większa inflacja – tłumaczy nasz rozmówca.

Obligacje tanieją. Rząd ma duży problem

W tym momencie warto zadać sobie pytanie, dlaczego rząd polski musi więcej płacić za swój dług. Jest kilka elementów tej układanki. Po pierwsze, problemem jest sama inflacja, która w marcu tego roku przyspieszyła do poziomu niewidzianego od 22 lat - 11 proc., choć stopa procentowa wynosi obecnie 4,5 proc. Daje to realne stopy (liczone jako wysokość stóp minus obecna inflacja) na silnie ujemnym poziomie 6 proc.

– Inwestorzy nie chcą inwestować na rynku z ujemną realną rentownością. Dlatego sprzedają obligacje i rośnie ich rentowność – tłumaczy problemy z długiem rządu Tomasz Wyłuda z Uniwersytetu Opolskiego.

Po drugie, według eksperta, banki centralne na świecie zaprzestają luzowania ilościowego (QE). – W skrócie mechanizm ten polega na dodruku pieniądza przez banki centralne i skupie za niego aktywów z rynku obligacji. Z jednej strony powoduje to inflację (poprzez dostanie się nowego pieniądza na rynek), a z drugiej nakręca popyt na obligacje. Obecnie, gdy banki centralne zaprzestały dodruku, spadł popyt na obligacje i ich ceny spadły. To z kolei powoduje, że aby zachęcić innych inwestorów do kupna, trzeba zaoferować lepsze warunki – wyższe rentowności obligacji – twierdzi ekspert.

Po trzecie, aby walczyć z inflacją, Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe. Wzrost stóp procentowych niekorzystnie wpływa na cenę obligacji, dlatego że na rynku pojawiają się inne, bardziej atrakcyjne inwestycje. Niższe ceny obligacji oznaczają, że rząd musi zachęcić inwestorów, oferując wyższe odsetki. Co oczywiście jest dla państwa niekorzystne ze względu na wyższe koszty, jakie ponosimy – dodaje Wyłuda.

Do innych czynników o mniejszej wadze możemy zaliczyć wojnę za naszą wschodnią granicą. W opinii Wyłudy jednak nie jest to kluczowy problem.

Rząd zmianami w hipotekach zgotuje sobie jeszcze gorszy los?

Ale to nie koniec problemów Zjednoczonej Prawicy. Premier w poniedziałek wystąpił w Katowicach z pakietem pomocowym dla kredytobiorców, którzy mają problem ze spłatą rosnących rat. Zakłada on m.in. dopłaty do rat dla osób w trudnej sytuacji, wprowadzenie w nowej formule wakacji kredytowych, czy zmianę WIBOR na "bardziej transparentny wskaźnik", co ma nastąpić od 1 stycznia 2023 roku.

Według Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Forum Przedsiębiorców Polskich, jest to negatywny sygnał dla inwestorów, chcących ulokować w naszym kraju swoje pieniądze. Kozłowski ocenia, że to, co zapowiada rząd, zwiększa niepewność co do tego, jak będą kształtować się regulacje dotyczące prowadzenia działalności finansowej w Polsce.

– Firmy mogą zacząć obawiać się nieoczekiwanego wzrostu obciążeń na skutek decyzji ustawodawcy lub zmian warunków realizacji umów w toku. Może to w konsekwencji doprowadzić do zniechęcenia inwestorów do polskiego rynku, co jest szczególnie ryzykowne w warunkach słabego kursu złotego oraz narastających trudności z pozyskiwaniem nabywców polskich obligacji skarbowych. Część kosztów zapowiedzianych rozwiązań w ostatecznym rozrachunku mogą ponadto ponieść sami klienci banków – przestrzega ekonomista.

Damian Szymański, zastępca redaktora naczelnego money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(1222)
Zwolennik dop...
2 miesiące temu
Niech dopłaci do kosztów własnego wykształcenia, które najwyraźniej powinien uzupełnić, co najmniej w zakresie ekonomii.
moniek
2 miesiące temu
Potrzeba w Polsce całkowicie nowej partii ale durni polacy wolą stare.
marek
2 miesiące temu
Pachołki czarnej mafii,skrupulatnie wyselekcjonowani przez takich jak Oko-tuz myśli ekonomicznej i efekt wiadomy-tak wyglądają rządy mafii wyznaniowych,w Rosji jest podobnie.
marek
2 miesiące temu
Pachołki czarnej mafii,skrupulatnie wyselekcjonowani przez takich jak Oko-tuz myśli ekonomicznej i efekt wiadomy-tak wyglądają rządy mafii wyznaniowych,w Rosji jest podobnie.
kmac
2 miesiące temu
A w TVP mówią, że jest wspaniale!
...
Następna strona