Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
MAG
|
aktualizacja

Rząd znowu atakuje plakatami. Poprzednie kampanie wzbudzały wiele kontrowersji

811
Podziel się:

"Budzić sumienia polityków Europy" ma kolejna rządowa kampania billboardowa. Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie rząd do akcji plakatowych nie miał za dużo szczęścia. Kosztujące prawie 200 mln zł kampanie albo promowały Polski Ład, który chwilę później musiał trafić do kosza, albo informowały o "wirtualnych" unijnych pieniądzach. Nie wspominając już o zmanipulowanej kampanii ws. cen prądu.

Rząd znowu atakuje plakatami. Poprzednie kampanie wzbudzały wiele kontrowersji
Mateusz Morawiecki (East News, Andrzej Iwanczuk/REPORTER)

23 kwietnia premier Mateusz Morawiecki zainaugurował akcję billboardową pod hasłem "Stop Russia now!". Przemawiając przed Stadionem Narodowym w Warszawie, podkreślił, że ma ona ma budzić sumienia polityków Europy Zachodniej, "którzy zbyt szybko chcieliby wrócić w koleiny normalności w relacjach z putinowską Rosją".

Na banerach, znajdujących się na platformach i przyczepach samochodowych, fotografie wojenne z Ukrainy zostały zestawione ze zdjęciami ukazującymi zwykłe życie mieszkańców krajów Zachodu. W kolejnych dniach billboardy zaczęły pojawiać się w europejskich miastach, m.in. przed Koloseum w Rzymie czy w Berlinie.

Nowa rządowa kampania szybko obiegła media społecznościowe. Nie wszyscy jednak podzielili entuzjazm premiera. Pojawiły się też pytania o koszty zorganizowania kampanii.

Do inicjatywy polskiego rządu odniósł się m.in. były wicepremier Janusz Piechociński. "Pielęgniarko, nauczycielko, czekający w kolejce na operację, ogrywany przez inflację emerycie, rolniku i pracowniku budżetówki. Nie jesteś priorytetem, najważniejsza jest bilbordowa akcja Morawieckiego: rozpoczynamy akcję pod hasłem "Stop Russia now!". Zobacz, podziwiaj, popieraj" - napisał.

Rząd nie informuje, jakie dokładnie kwoty przeznaczył na europejską kampanię. Trochę światła na sprawę rzucił jednak w programie "Tłit" w Wirtualnej Polsce rzecznik rządu Piotr Müller. Jak zaznaczył, kampanię sfinansuje Bank Gospodarstwa Krajowego, który ma rachunki finansowe skierowane na rzecz pomocy osobom, które są poszkodowane przez konflikt zbrojny.

- Na pewno to nie jest mała kwota, bo jeśli chce się zrobić jakąkolwiek kampanię marketingową w kilkunastu krajach, to musi to kosztować — podkreślił. Zaznaczył jednocześnie, że koszty należy liczyć "w kilku milionach".

Rząd rusza z nową kampanią billboardową

To już kolejna taka rządowa akcja w ostatnim czasie. Nie wszystkie jednak okazały się sukcesem. Co więcej, niektóre promowały coś, z czego później rząd musiał się wycofywać.

Dobrym przykładem jest choćby ogólnopolska kampania promująca Polski Ład, głośny program gospodarczy Prawa i Sprawiedliwości. Problem w tym, że jego podatkową część chwilę po wejściu w życie zmian, z powodu chaosu w przepisach i zamieszania, które spowodowały, trzeba było wyrzucić do kosza i przygotować nowe rozwiązania.

Ile wydano na przygotowanie szeroko zakrojonej kampanii? Jak poinformował senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza, samo Ministerstwo Finansów wyłożyło ponad 10 mln zł. Zrzuciły się też Bank Gospodarstwa Krajowego, Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Rolnictwa, Ministerstwo Edukacji i Nauki czy kancelaria premiera. Serwis "Konkret24" wyliczył, że łącznie na promowanie Polskiego Ładu wydano ponad 30 mln zł.

770 mld zł z Unii dla Polski

Kolejny przykład to kampania promująca miliardy złotych, które mają popłynąć do polskiego budżetu z UE. W maju ubiegłego roku w całej Polsce pojawiły się wielkie billboardy promujące fundusze wynegocjowane w Brukseli. Rząd chwalił się na nich, że Polska będzie mogła liczyć w najbliższych latach na 770 mld zł. Chodzi o pieniądze z unijnego wieloletniego budżetu i Funduszu Odbudowy, choć ta informacja na plakatach nie została wyraźnie ujęta. Dodatkowo w mediach przeprowadzona została specjalna kampania informacyjna.

Problem polega na tym, że rząd już w maju ubiegłego roku chwalił się pieniędzmi, których nie dostał do dzisiaj. I nie wiadomo, kiedy one do Polski w ogóle dotrą. W kwestii odblokowania środków z Funduszu Odbudowy problem stanowi cały czas Izba Dyscyplinarna. Komisja Europejska nie pozwoli bowiem na uruchomienie środków, zanim sporna z punktu widzenia praworządności izba nie zostanie zlikwidowana. Jeśli chodzi natomiast o środki z wieloletniego budżetu, to tu ciągle toczą się negocjacje ws. Umowy Partnerstwa, czyli dokumentu określającego, w co Polska zainwestuje unijne fundusze.

Również na tę kampanię rząd wydał sporo pieniędzy. Z informacji przekazanych przez resort rozwoju, kancelarię premiera i ministerstwo funduszy wynika, że nakłady wyniosły ponad 10 mln zł. Bank Gospodarstwa Krajowego przeznaczył ponad 2,5 mln zł, KPRM - 6,5 mln zł, a resort funduszu - ok. 1,2 mln zł.

"W propagandę - potrafią, pozyskać - niestety nie" - skomentowała w mediach społecznościowych posłanka Joanna Mucha (Polska 2050).

Drogi prąd to wina Unii?

Szerokim echem odbiła się też ostatnio zmanipulowana i antyunijna — jak zwracano uwagę — kampania ws. cen prądu. Na plakatach Polacy byli informowani, że za 60 proc. średniej ceny prądu w Polsce odpowiadają koszty uprawnień do emisji CO2 wynikające z polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Polityka klimatyczna UE skutkuje drogą energią i wysokimi cenami — wynikało z plakatów.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Tajemnicze billboardy opanowały Polskę. Kto odpowiada za podwyżki prądu? "Patrzę na to z przerażeniem"

Eksperci od razu zwrócili uwagę, że na billboardach informuje się o "kosztach produkcji energii", a to nie jest równoznaczne z tym, co ostatecznie Polacy widzą na rachunkach. Osoba niezorientowana w temacie mogła więc łatwo dojść do wniosku, że opłata klimatyczna odpowiada za 60 proc. naszych wyższych rachunków. A prawda jest zupełnie inna, o czym pisaliśmy w money.pl.

Ta kampania nie była stricte rządowa, ale za inicjatywą stały spółki kontrolowane przez rząd: Tauron Wytwarzanie, Enea Wytwarzanie, Enea Połaniec, PGE GiEK oraz PGNiG Termika.

Politycy w swoich wypowiedziach powtarzali jednak informację z plakatów. - W cenie energii elektrycznej co najmniej połowa to koszty polityki klimatycznej Unii Europejskiej — mówił premier Mateusz Morawiecki. W taki sposób wypowiadał się też minister aktywów państwowych Jacek Sasin. - Dziś ponad 60 proc. rachunku, który każda polska rodzina płaci za prąd, to są opłaty unijne m.in. za emisje CO2 - zaznaczył.

Jak poinformowała Wirtualna Polska, na kampanię wydano ponad 12 mln zł. 1,5 mln zł zapłaciła Enea Połaniec, tyle samo miała dorzucić Enea Wytwarzanie, po 3 miliony miały dać PGE GiEK, Tauron Wytwarzanie i Energa, a PGNiG Termika miała wpłacić 400 tys.

Kampanie informacyjne rządu

Łatwo policzyć, że na kampanie dot. prądu, unijnych funduszy i Polskiego Ładu wydano ponad 50 mln zł. A to nie koniec, bo w międzyczasie rząd promował również tarczę antyinflacyjną, akcję szczepień czy profilaktykę antycovidową.

W sumie, jak wyliczył "Konkret24", na promocję działań rządu w ostatnich dwóch latach wydano ponad 172 mln zł.

Mateusz Gąsiorowski, dziennikarz money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(811)
Suweren
9 miesięcy temu
PiS= Podłość i Skundlenie.
ateista64
9 miesięcy temu
BŁAGAM. Ratujcie polskie lasy. Pisowcy wycinają je na potęgę. Niszczą całe dziesiątki hektarów. Zobaczcie Bory Tucholskie. Okolice Tczewa, Śliwin i Swarożyna. Czy znajdzie się ktoś, kto położy tamę pisowcom na tę dewastację przyrody i kraju? Odsuńmy tę zgraję ignorantów od władzy bo zniszczą nam kraj do reszty.
:(((
9 miesięcy temu
W odpowiednim czasie , posadzic ich do konca ich dni .
Skąd się wzię...
9 miesięcy temu
To proste: Kaczyński kazał dodrukować pusty pieniądz „Skąd się bierze inflacja? Możliwe są tylko 4 scenariusze: 1. Podaż pieniądza jest idealnie zsynchronizowana z rozwojem gospodarki = brak inflacji. 2. Podaż pieniądza jest trochę wyższa (wyprzedza) rozwój gospodarki = inflacja monetarna (oznaka rozwoju, super sprawa), która jest niegroźna 1-3% i za rok zniknie (jak rozwój gospodarki dogoni podaż pieniądza). 3. Bardzo niebezpieczna i ryzykowna gra – podaż pieniądza się zwiększa, natomiast gospodarka się zwija = bardzo wysoka inflacja, która z łatwością może się przerodzić w hiperinflację. 4. Podaż pieniądza jest mniejsza niż rozwój gospodarki = deflacja Teraz mamy scenariusz 3, a Banki Centralne muszą zassać nadmiar pieniądza, aby powrócić do scenariusza 1. lub 2. Dalsze drukowanie pieniędzy w aktualnej sytuacji = bardzo duża szansa na hiperinflację. Teraz najważniejsze – nawet jakby przyszedł teraz ultra mega kryzys, bezrobocie 20% i ogólnie będzie źle to… Banki Centralne nie mogą już więcej drukować i stymulować gospodarki bo scenariusz 3 -> hiperinflacja. Widocznie NBP miał nadzieję, że zastrzyk pieniędzy da solidnego kopa gospodarce, Polska wykręci niesamowity poziom PKB i rozwój gospodarki nadąży za podażą pieniądza – NIESTETY TAK SIĘ NIE STAŁO! To też jest między innymi powód dlaczego wszystkie interwencje Banków Centralnych (dodruk, podnoszenie stóp, QE, QT) działają z opóźnieniem. Dopiero teraz widzimy skutki dodruku z czasów covida = Wydrukowano za dużo i rozwój gospodarki nie nadążył = wysoka inflacja” – wyjaśnia jeden z internautów portalu Wykop.pl No cóż – nic dodać nic ująć.
pIs prowadzi ...
9 miesięcy temu
Polski Ład likwiduje polską przedsiębiorczość. Dlaczego PiS to robi?! Ekonomista i analityk Andrzej Sadowski nie ma żadnych złudzeń co do powodów wybuchu gigantycznej inflacji w Polsce. – To, że zaczęto psuć w Polsce pieniądz, to jest kwestia decyzji politycznych – stwierdza prezydent Centrum im. Adama Smitha. Inflacja w lutym 2020 roku była na poziomie 4,7 proc. W marcu 2020 roku uczestniczyłem w konferencji na Giełdzie Papierów Wartościowych, gdzie już wtedy ostrzegano, że inflacja konsumencka wynosi ponad 30 proc. Dotychczas doświadczaliśmy korzyści z deflacji, kiedy nie zarabialiśmy wyższych kwot, ale z tygodnia na tydzień kupowaliśmy coraz więcej. Rada Polityki Pieniężnej podjęła walkę z inflacją za późno, bo dopiero pod koniec 2021 roku – zauważa Sadowski. Na dodatek sytuacji nie są w stanie opanować podwyżki stóp procentowych. – W tempie, kiedy są trzy długości nawet za tym poziomem inflacji podawanym przez GUS. – Jedyny wpływ mają na zwiększanie liczby osób, które nie będą w stanie spłacać kredytów – dodaje. Chaotyczna polityka gospodarcza i psucie polskiego pieniądza na wyraźne polityczne zamówienie, ma swoje konsekwencje dla polskich firm. – Wzrost stóp to duże oddziaływanie na firmy, a o tym się zbytnio nie mówi. Dotyczy to firm, które mają niskie marże, ale wysoki obrót. Takie działalności z dnia na dzień miały zmienione warunki kredytowania, co powoduje bardzo duże problemy. Dodając do tego wzrost cen energii nawet o kilkaset procent mamy przepis na kryzys. Jest mnóstwo przypadków likwidowania się małych przedsiębiorstw przez dwa czynniki – Polski Ład i inflację – przekonuje ekspert.
...
Następna strona