Ekonomistka o nowym planie rządu: podwyżka nie dotknie tylko krezusów

Rząd chce wprowadzić nową stawkę PIT i podnieść drugi próg podatkowy. Dzięki temu mniejszy podatek dochodowy zapłaci nawet 3,5 miliona osób. - Dla wielu podatników to dobra informacja, ale nie można zapominać o tym, że polskie finanse publiczne są w trudnym położeniu - komentuje w rozmowie z money.pl ekonomistka dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

"Sensowne, ale wymuszone zmiany". Ekonomistka Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek o planach Tuska"Sensowne, ale wymuszone zmiany". Ekonomistka Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek o planach Tuska
Źródło zdjęć: © East News, PAP | Albert Zawada, Piotr Kamionka REPORTER, ZipZapic.com
Tomasz Setta

Premier i minister finansów zapowiedzieli w środę zmiany w podatku PIT. Obok dotychczasowych stawek w wysokości 12 i 32 procent pojawi się jeszcze trzecia, pośrednia stawka, która wyniesie 24 procent dla dochodów w przedziale 130–150 tys. zł. W górę pójdzie również drugi próg podatkowy, który wzrośnie z obecnych 120 do 130 tys. złotych rocznego dochodu.

Donald Tusk i Andrzej Domański tym samym potwierdzili nieoficjalne doniesienia, o których jako pierwszy poinformował money.pl. Ile mogą na tym skorzystać poszczególni podatnicy, w zależności od wysokości wynagrodzenia? Tu znajdziesz wyliczenia naszego eksperta.

- W pewnym sensie rząd został przymuszony do tych zmian - mówi w rozmowie z money.pl dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. - Z jednej strony wynika to ze złożonych kilka lat temu obietnic wyborczych dotyczących wyższej kwoty wolnej od podatku, ale z drugiej strony mamy również do czynienia z bardzo wyraźnym naciskiem społecznym ze strony osób, które wpadają dzisiaj w drugi próg podatkowy, a wbrew pozorom wcale nie mają rekordowych zarobków - dodaje ekonomistka.


WIDEO
"Prezydent z długopisem". Tusk skrytykował Nawrockiego ws. współpracy


- W rezultacie minister finansów zaproponował trzy stawki podatkowe i podniesienie drugiego progu podatkowego z obecnych 120 do 130 tys. złotych. Uważam, że jest to próba sensownego uporządkowania tego, w jaki sposób są dziś opodatkowane dochody osób fizycznych - komentuje nasza rozmówczyni.

Musimy oczywiście uzbroić się w cierpliwość i poczekać na więcej szczegółów, w szczególności na uzasadnienie projektu i wyliczenia dotyczące kosztów. Na szybko można policzyć, że skoro zmiana ma objąć 3,5 miliona podatników, a maksymalna korzyść może wynieść do 3,6 tys. złotych w skali roku, to z punktu widzenia budżetu państwa mówimy o kosztach rzędu blisko 13 miliardów złotych

 - wylicza dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

- Dla podatników to oczywiście dobra informacja, ale trzeba też pamiętać, że polskie finanse publiczne są w trudnym położeniu - podkreśla ekspertka. Problem jest tym poważniejszy, że od lipca 2024 r. Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

Rządzący zapowiedzieli już, że spodziewane ubytki w dochodach państwa resort finansów będzie chciał uzupełnić między innymi dzięki podwyżce stawki podatku CIT z 19 do 22 procent dla firm z rocznymi przychodami powyżej równowartości 50 mln euro (czyli ok. 200 mln złotych). Ekonomistka ma jednak wątpliwości, czy to wystarczy do sfinansowania reformy.

- Wbrew temu, co usłyszeliśmy ze strony premiera i ministra finansów, limit w postaci 200 mln złotych rocznych przychodów wcale nie dotyczy wyłącznie największych firm - mówi nam dr Starczewska-Krzysztoszek. - Podatek CIT płacą spółki akcyjne i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, ale podwyżka zapowiadana przez rządzących nie dotknie tylko krezusów. Na realizację tego pomysłu złożą się również średnie przedsiębiorstwa - zauważa nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem najnowsza propozycja rządu może również ograniczyć wydatki firm przeznaczone na inwestycje. - Nie mówię tutaj o największych koncernach, bo te są w stanie wygenerować duże środki na inwestycje z wykorzystaniem na przykład zewnętrznego finansowania - tłumaczy ekspertka.

Mam na myśli raczej mniejsze podmioty: te, które będą nieco powyżej wspomnianej granicy 200 mln złotych. Dla nich zapowiedziana podwyżka podatku CIT może się okazać bardzo poważnym problemem. Na razie nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu przepisów, cały czas mówimy tylko o zapowiedziach. Przy czym uważam, że już same zapowiedzi mogą niekorzystnie wpływać na decyzje inwestycyjne - komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

- Tak jak wspominałam na początku, znamy jeszcze za mało szczegółów. Powstaje pytanie, czy firmy będą się dzielić, żeby uniknąć wyższego opodatkowania? Dużo zależy od tego, jak Ministerstwo Finansów skonstruuje nowe przepisy: czy limit, o którym rozmawiamy, będzie dotyczył całych grup kapitałowych, czy każdej firmy z osobna? - zastanawia się nasza rozmówczyni. Ze słów Donalda Tuska wynika, że limit ma dotyczyć również podatkowych grup kapitałowych.

Nie tylko wyższy podatek CIT dla wybranych

Oprócz zmian w CIT, Ministerstwo Finansów kładzie też na stole propozycję podwyżki tzw. daniny solidarnościowej dla osób, których roczne dochody przekraczają milion złotych. W przypadku ryczałtowców rząd planuje również powrót do niższego limitu przychodów.

- Tu z pewnością czeka nas szereg zmian po stronie podatników, jeśli chodzi o wybór optymalnej formy opodatkowania - ocenia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. - Obawiam się, że w związku z tym znowu czeka nas bałagan, który utrzymuje się od czasu wprowadzenia tzw. Polskiego Ładu. Przed doradcami podatkowymi będzie z pewnością dużo pracy, jak pomóc przedsiębiorcom w wyborze rozwiązania, które będzie dla nich najbardziej korzystne - stwierdza ekonomistka.

Wybrane dla Ciebie