Nowa stawka podatku? Jest problem. Co innego obiecaliśmy Brukseli

Rządowe plany dotyczące zmian w podatku PIT stoją w sprzeczności z tym, do czego Polska zobowiązała się przed Komisją Europejską. - Ministerstwo Finansów będzie musiało pokazać Brukseli, jak chce zrównoważyć spodziewane ubytki w budżecie państwa - mówi w rozmowie z money.pl prof. Andrzej Torój, wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej.

Donald Tusk, Ursula von der LeyenDonald Tusk, Ursula von der Leyen i prof. Andrzej Torój
Źródło zdjęć: © GETTY | Daniel Gnap, Klaudia Radecka
Tomasz Setta

Jak wynika z naszych ustaleń, w rządzie trwają zaawansowane rozmowy na temat zmian w systemie podatkowym. Według informacji money.pl koalicja rozważa wprowadzenie nowej stawki PIT w wysokości "około 24 procent", obok istniejących już 12 i 32 proc. Taki pośredni próg mógłby "złagodzić przeskok do wyższego opodatkowania". Tu na liczbach pokazujemy, kto może na tym skorzystać.

Rządowe plany są jednak niezgodne z tym, do czego Polska zobowiązała się wprost w dokumentach przesłanych Komisji Europejskiej. W średniookresowym planie dotyczącym planowania przyszłych dochodów i wydatków Ministerstwo Finansów zadeklarowało, że parametry dotyczące podatku PIT pozostaną bez zmian co najmniej do końca 2028 r. Nie da się z tym pogodzić rozwiązań dyskutowanych w koalicji.


WIDEO
Auta znikają po 50 dniach. Szef serwisu ujawnia


W rozmowie z money.pl zwraca na to uwagę ekonomista dr hab. Andrzej Torój, profesor SGH i wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej, która od początku tego roku opiniuje działania podejmowane przez Ministerstwo Finansów.

Indeksacja progów podatkowych PIT będzie oddziaływać w kierunku wyższego deficytu poprzez ograniczenie dochodów podatkowych. W zależności od przyjętych parametrów (tj. skali zmiany progu i/lub kwoty wolnej) mówimy o stratach rzędu od kilku do kilkudziesięciu miliardów złotych każdego roku. W takiej sytuacji, jako członek Rady Fiskalnej, oczekiwałbym wyraźnego wskazania, jak wnioskodawcy - czy to po stronie rządowej, czy opozycyjnej - proponują takie zmiany zrekompensować w budżecie państwa

 - mówi nam prof. Andrzej Torój.

Polska w unijnej procedurze nadmiernego deficytu

Nasz rozmówca przypomina również, że od lipca 2024 r. Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. W takiej sytuacji kraj członkowski Unii Europejskiej podlega pewnym ograniczeniom dotyczącym planowania przyszłych wydatków i dochodów państwa, a to utrudnia państwom samodzielne zmiany podatkowe.

- W ramach tej procedury mamy wytyczoną ścieżkę w średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym. Towarzyszy jej lista naszych działań: spis tego, co planujemy zrobić, żeby ustabilizować dług i ograniczyć deficyt. Uwzględnia ona działania i po stronie dochodowej, i po stronie wydatkowej - tłumaczy Rady Fiskalnej.

W przypadku dochodów resort zadeklarował utrzymanie parametrów skali podatkowej w PIT. Co więcej, liczby pokazują, że to był nasz główny pomysł na konsolidację finansów publicznych. W ostatnim sprawozdaniu z wdrażania tego planu, opublikowanym pod koniec kwietnia tego roku, czytamy, że zamrożenie progów podatkowych dało nam w 2024 r. 0,42 proc. PKB, w 2025 r. 0,32 proc., a w 2026 r. przyniesie 0,28 proc.

- wylicza prof. Torój.

Naczynia połączone

Poza utrzymaniem niezmienionej skali PIT - która w połączeniu ze stale rosnącymi wynagrodzeniami działa jak "ukryta podwyżka podatku" - Ministerstwo Finansów zobowiązało się również do:

- Zresztą, trwała na ten temat długa dyskusja, czy zamrożenie progów można uznać za aktywne "działanie", skoro polega to na utrzymaniu status quo bez aktywnego wdrażania zmian - dodaje wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej w rozmowie z money.pl.

- Ale jeśli teraz planujemy się z tego "działania" wycofać, to oznacza, że zabieramy z naszego planu kluczowy składnik konsolidacji. W związku z tym Ministerstwo Finansów musi pokazać coś Brukseli w zamian. Mam na myśli takie działania, które będą równoważyć skutki zmian podatkowych dla finansów publicznych, osiągając cele konsolidacyjne na inne sposoby - tłumaczy ekonomista.

Premier apeluje do ministrów o ostrożność

Rządzący mają pełną świadomość tego, że budżet państwa jest napięty. Według naszych informacji premier Donald Tusk miał niedawno zaapelować do ministrów o oszczędności i ostrożne planowanie przyszłorocznych wydatków w poszczególnych resortach. - To nie było podane w dramatyczny czy karcący sposób, tylko było rodzajem apelu, żeby zdawać sobie sprawę z przestrzeni, jaką mamy - relacjonował nasz rozmówca z rządu.

Utrudnieniem dla planowania przyszłych rządowych wydatków są również decyzje prezydenta Karola Nawrockiego, blokujące zmiany w niektórych podatkach. Money.pl policzył, że tylko w trakcie pierwszego roku jego kadencji budżet państwa stracił szansę na dodatkowe wpływy w wysokości od 7 do nawet 8 miliardów złotych, za sprawą prezydenckich wet i wniosków do Trybunału Konstytucyjnego.

Ile kosztują weta
© money.pl

Poprosiliśmy Ministerstwo Finansów o komentarz do najnowszych ustaleń money.pl. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi resortu.

Wybrane dla Ciebie