Te opony znali wszyscy w Polsce. Teraz zakład upada. "To jest drugi dom"
Jest decyzja o likwidacji Stomilu Poznań należącego do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Istniejący od 1928 r. zakład produkujący opony boryka się z problemami finansowymi. Likwidacja ma potrwać dwa lata. - Jest nadzieja, że to się zmieni. To jest drugi dom - mówi nam Henryk Dąbrowski z "Solidarności".
Zakład Stomil Poznań to najstarszy producent gumy i opon w Polsce. 27 listopada ubiegłego roku zarząd złożył wniosek o jego likwidację. Cały proces ma potrwać do 2028 r., a pracę stracą wszyscy - blisko 120 osób, chociaż kilkadziesiąt z nich mogłoby liczyć na zatrudnienie wewnątrz PGZ. Mowa o podpoznańskiej fabryce amunicji Mesko oraz poznańskich Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych.
- Prezes PGZ Adam Leszkiewicz rozmawia z Mesko oraz innymi podmiotami z grupy PGZ, żeby udało się zagospodarować jak najwięcej pracowników. Na tę chwilę jesteśmy obłożeni pracą i nie możemy sobie pozwolić na utratę kogokolwiek. Mamy swoje zadania do wykonania, zamówienia spływają sukcesywnie - z MON, z Ukrainy, z polskich firm - wyjaśnia nam Dąbrowski, przewodniczący "S" w Stomilu.
Zatrudnia 10 tys. osób. Mówi, jak rozwiązać problem umów
Jak podawał serwis epoznan.pl powodem likwidacji jest brak perspektyw na poprawę wyników finansowych, co zdaniem przedstawicieli grupy wymagałoby znaczących inwestycji. Zwolnienia mają ruszyć w drugiej połowie roku.
Poruszaliśmy temat przekwalifikowania, zmiany branży i potrzebnego na to czasu. Na spotkaniu z zarządem PGZ padła deklaracja, że do sierpnia-września nikt nie zostanie zwolniony. Co będzie za osiem miesięcy? To się dopiero okaże. Musimy poczekać na harmonogram likwidacji. Jest sporo znaków zapytania - kontynuuje związkowiec.
Strajku nie będzie
Nasz rozmówca podkreśla, że "rozstrzał wiekowy" załogi jest spory. W Stomilu pracują młodsi, ale też znacznie bardziej doświadczeni pracownicy, w tym osoby w wieku przedemerytalnym. Dąbrowskiemu brakuje trzech lat do emerytury.
- 40 lat jestem w Stomilu, to jest drugi dom. Chcemy pracować do 65. roku życia, podjęliśmy walkę o utrzymanie zakładu i staramy się zabezpieczać pracowników. Strajk nie wchodzi w grę, jest nas za mało. Do tego każdy dzień przestoju oznacza mniejsze wpływy ze sprzedaży i ktoś mógłby powiedzieć "chcieliście strajkować, to macie za swoje". Zarząd PGZ wie, co robi, podrzucamy im różne pomysły - wyjaśnia Dąbrowski, który zaznacza, że nie ma mowy o wojnie między PGZ i związkowcami, bo to do niczego nie doprowadzi.
"Głos Wielkopolski" przypomina, że Stomil Poznań w latach 2022-2024 wygenerował łączne straty sięgające 40,7 mln zł. Zyski po raz ostatni odnotowano w 2012 r. Długi mają sięgać 22 mln zł. Dziennik zaznacza, że w 2023 r. spółka ratowała się sprzedażą gruntów, które kupiła PGZ.
- Uzyskane środki mogły zostać wykorzystane do wdrożenia programu restrukturyzacyjnego lub modernizacji technologicznej zakładu. Niestety tak się nie stało. Zbycie nieruchomości nie przełożyło się na długoterminowe wzmocnienie działalności spółki, co w praktyce pogłębiło jej problemy finansowe - czytamy oświadczenie PGZ wysłane do "Głosu".
Potrzebne inwestycje
Szansą na uratowanie zakładu mają być inwestycje, ale te mogą być już niewykonalne ze względu na koszty oszacowane na kilkaset mln zł.
- Nie mogę powiedzieć, że PGZ nic nam nie proponuje. Nie mówią: zlikwidujemy was i nic nie zostanie. Mówią: co będzie można przenieść, przeniesiemy. To cieszy, ale szczegółowe pytania zostają bez odpowiedzi - twierdzi Wojciech Woszczyło ze Związku Zawodowego Sektora Obronnego Stomil-Poznań, cytowany przez poznańską "Wyborczą".
Media zwracają uwagę, że gwoździem do trumny zakładu była umowa z ważnym partnerem z 2016 r. Polskie Radio 24 podaje, że "zarząd spółki miał z niej premie zależne od przychodów, a nie od dochodów. W efekcie sprzedaż odbywała się poniżej kosztów. Dodatkowo, zabezpieczeniem ówczesnych pożyczek, były nieruchomości Stomilu. I gdy w 2023 r. przejęte zostały przez wierzyciela, firma utraciła możliwości rozwoju".
- Jedynym rozwiązaniem byłoby poszukanie inwestora strategicznego. Jestem optymistą i wierzę, że dla tego zakładu nie ma rzeczy niemożliwych. Ale to właściciel decyduje, to właściciel ma możliwości. Tym bardziej, że jest to proces odwracalny i jeśli będzie konkretna oferta stole, to kto wie, co się wydarzy? - zastanawia się Henryk Dąbrowski z "S".
Związkowcy oraz załoga zarzekają się, że zrobią wszystko, żeby nie zgasić światła w Stomilu, w najstarszym polskim zakładzie produkującym opony.
Zapytaliśmy PGZ o przyszłość pracowników oraz samego zakładu. Na odpowiedzi czekamy.