Tony węgla zalegają na składach. Są skutki. "Okazja do przekrętu"
Rosnące ceny węgla po wprowadzeniu embarga na ten surowiec z Rosji w 2022 r. stały się "okazją do przekrętu", a skutki odczuwamy do tej pory - stwierdził szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jan Grabiec.
Grabiec podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przypomniał, że w 2022 r. na skutek embarga na rosyjski węgiel ceny tego surowca "wystrzeliły astronomicznie", a zwykli mieszkańcy - jak przekonywał minister - nie byli w stanie zabezpieczyć zapasów węgla, które pozwoliłyby przetrwać zimę.
"Skutki tzw. afery węglowej odczuwamy do tej pory"
- Tak jak w przypadku wielu kryzysów, podobnie jak np. pandemia, stał się okazją do przekrętu, do wielkiego skoku na kasę, do - tak naprawdę - okradania Polski - stwierdził Grabiec. Jego zdaniem, efektem "jest ogromne zamieszanie, którego skutki odczuwamy do dzisiaj".
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Dodał, że pierwszym aspektem decyzji z 2022 r. jest sam zakup węgla. W ocenie Grabca "zamiast dbać o wydobywanie polskiego węgla, sprowadzano węgiel z całego świata".
- Decyzją premiera Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych miała sprowadzić 750 tys. ton węgla. Okazało się, że ten węgiel nie nadawał się do użytku indywidualnego przez tych, do których miał trafić. Zalega on właściwie na składach opłacanych przez RARS do dzisiaj - powiedział minister.
Drugim aspektem tej sytuacji miała być decyzja, by spółka PKP Cargo "zerwała dotychczasowe umowy z dostawcami realizowane przez spółkę i przez kolejny rok, kilka miesięcy woziła głównie węgiel". Jak dodał, PKP Cargo szacuje, że na tej decyzji straciło 1,5 mld zł.
Jest zawiadomienie do prokuratury
Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zadecydowała o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie afery węglowej rządu PiS – przekazał w poniedziałek szef MSWiA Marcin Kierwiński. Dodał, że zapewne nie jest to ostatnie zawiadomienie w tej sprawie.
Szef MSWiA dodał, że 54 proc. kupionego wtedy węgla pochodziło z Kazachstanu, 31 proc. z Kolumbii, a 14 proc. z Australii.
- Łącznie na te 750 tys. ton węgla wydatkowane jest ponad 1,3 mld zł. Tylko jest jeden zasadniczy problem. Ten węgiel nie spełniał norm - podkreślił Kierwiński.
- Okazało się, że prawie 40 proc. tego węgla to jest miał niespełniający żadnych warunków specyfikacji - mówił.