"Trzy miliony aut zniknęły z rynku". Europejski gigant bije na alarm
Potrzebujemy jasnej definicji, co Unia Europejska chce zrobić, aby zapewnić nie tylko zrównoważony, ale i silny przemysł motoryzacyjny w Europie - uważa Emanuele Cappellano, nowy dyrektor operacyjny koncernu Stellantis w Europie.
– Chcemy naciskać, aby zmienić regulacje w sposób bliższy klientom i producentom. To kluczowy moment. Od 2019 roku do dziś z europejskiego rynku zniknęły 3 mln aut – powiedział Emanuele Cappellano, nowy szef koncernu Stellantis w Europie, podczas Brussels Motor Show.
Kilka tygodni temu Komisja Europejska wyrzuciła do kosza planowany "zakaz" nowych aut spalinowych od 2035 r. Oznacza to, że producenci nadal będą mogli sprzedawać samochody z silnikami benzynowymi, Diesla, a także z napędami hybrydowymi. Przemysł motoryzacyjny może odetchnąć z ulgą, ale to nie koniec wyzwań. Mierzy się z presją cenową ze strony chińskich konkurentów, rosnącymi kosztami produkcji i zaostrzonymi regulacjami w UE.
Ceny aut spadną? "Transakcyjne już są niższe"
"Branża motoryzacyjna cierpi teraz"
Komisja Europejska przedstawiła propozycję, aby w 2035 r. obniżyć cel emisji dwutlenku węgla z nowych samochodów ze 100 do 90 proc. To właśnie dlatego nadal będą mogły być sprzedawane samochody z napędami hybrydowymi, hybrydowymi plug-in oraz konwencjonalnymi. Nie oznacza to jednak zatrzymania rozwoju oferty samochodów w pełni elektrycznych. Już w 2030 r. wyznaczony cel redukcji emisji CO2 to 60 proc.
– Myślę, że możemy docenić wysiłek włożony przez Komisję Europejską w rozwiązanie niektórych problemów. Ale rzeczywistość jest taka, że dotychczasowe propozycje ich nie rozwiązują – ocenił Cappellano.
– Istnieją pewne sygnały elastyczności w perspektywie długoterminowej do 2030 r. i w kolejnych latach, ale nie ma poczucia pilności. A rzeczywistość jest taka, że branża motoryzacyjna cierpi teraz. Więc naprawdę potrzebujemy jasnej definicji tego, co Unia Europejska chce zrobić, aby zapewnić nie tylko zrównoważony, ale i silny przemysł motoryzacyjny w Europie – dodał.
UE chce małego, taniego "elektryka" rodzimej produkcji
W grudniu, ogłaszając wycofanie się KE z całkowitego "zakazu" nowych aut spalinowych, Ursula von der Leyen zapowiedziała też zintensyfikowanie wysiłków na rzecz zapewnienia w Unii Europejskiej taniego samochodu elektrycznego rodzimej produkcji.
– Wyraźnie widoczny jest rozdźwięk między regulacjami, potrzebami producentów samochodów, a popytem ze strony klientów. Na przykład w ostatnich latach praktycznie zniknęła oferta nowych samochodów poniżej 50 tys. euro. Klienci potrzebują pojazdów w przystępnej cenie. Dużo mówi się o wolności wyboru, ale gdzie są takie auta do wyboru na rynku? – stwierdził Emanuele Cappelano.
Dopytywany, jak Stellantis zamierza na ten apel odpowiedzieć, szef koncernu w Europie podkreślił, że kluczem do konkurencyjnego segmentu A z autami elektrycznymi jest rozwijanie rodzimego przemysłu bateryjnego. W przypadku samochodu elektrycznego to właśnie baterie odpowiadają za około 25-35 proc. kosztów jego produkcji. Dlatego dziś produkcja małych aut elektrycznych jest nieopłacalna. Lukę tę wypełniają producenci z Chin, którzy wywierają silną presję cenową na marki, które przez lata ugruntowały swoją pozycję w UE, także z Japonii i Korei Południowej.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl