Notowania

biura podróży
13.06.2015 09:03

Upadek biura podróży obciąży samorządy, ale kto odda turystom pieniądze?

W znowelizowanej ustawie marszałek województwa ma zapłacić za ściągnięcie turystów do kraju, ale nie wiadomo, kto ma oddać pieniądze klientom plajtujących firm.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Janson St Peter The Beach at Trunk Bay flickr (CC BY-NC-ND 2.0))

Posłowie pracują nad jednozdaniową poprawką do ustawy o usługach turystycznych, która dla polskich samorządów może być bardzo kosztowna. Zmiana w prawie nie pozostawia już żadnej swobody do interpretacji i jednoznacznie nakazuje marszałkom województw opłacenie przylotu do kraju klientów niewypłacalnych biur podróży. Marszałkowie protestują, Ministerstwo Sportu i Turystyki uspokaja, że bankructwa zdarzają się coraz rzadziej, a branża apeluje o kompleksowe rozwiązania w miejsce pokazowego łatania niespójnego sytemu tuż przed letnim sezonem.

Bez tej zmiany w prawie i tak marszałkowie opłacali sprowadzanie pechowych turystów do kraju z zagranicznych wojaży tyle, że do tej pory było to tylko przyjętym zwyczajem. Już wcześniej można było to we właściwy sposób uregulować, ale przed rokiem rząd odrzucił ustawę o powołaniu Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Wtedy też podjęto decyzję, że wystarczy zapewnić bezpieczny powrót turystów do kraju przez tę właśnie poprawkę, która obciąża urzędy marszałkowskie. Wśród ministrów wątpliwości wzbudziły prognozowane wysokie koszty utrzymania Funduszu i do zaniechania dalszych prac nad projektem doszło mimo pozytywnej opinii Komitetu Stałego Rady Ministrów.

W ocenie Pawła Niewiadomskiego, prezesa Polskiej Izby Turystyki, której członkami są najważniejsze i największe biura podróży, agencje turystyczne i towarzystwa ubezpieczeniowe, przeprowadzana obecnie nowelizacja ustawy o usługach turystycznych jest działaniem fasadowym. - Polska branża turystyczna, za pośrednictwem m.in. Polskiej Izby Turystyki już od lat domaga się kompleksowej nowelizacji tego aktu prawnego, tak aby odzwierciedlał on obecne realia rynkowe i żeby zapewniał pełną implementację dyrektywy unijnej. Niestety, w tej sprawie od lat jesteśmy świadkami zaniechania ze strony administracji rządowej - przekonuje Niewiadomski.

Zgadza się z nim Marek Traczyk, ekspert rynku turystycznego i wydawca magazynu branżowego. - To jest przerzucanie odpowiedzialności na samorząd terytorialny, którego zadaniem nie powinno być zajmowanie się tego typu problemami. Odpowiedzialny powinien być Skarb Państwa. To rządzący uwalniając zawód organizatora turystyki doprowadzili do powstawania biur, które oszukiwały klientów. Pozostałe luki prawne również obarczają odpowiedzialnością Skarb Państwa, a nie samorządy - przekonuje Traczyk.

Ustawodawcze doprecyzowanie obowiązku sprowadzania do kraju turystów w razie ogłoszenia upadłości przez organizatorów turystyki to w ocenie prezesa Niewiadomskiego jedynie niewielki fragment koniecznych do przeprowadzenia zmian systemowych, dotyczących zwiększenia finansowego bezpieczeństwa klientów organizatorów turystyki. Nowelizacja nakłada na marszałków obowiązek organizowania powrotów, nie zapewnia jednak dostatecznych źródeł finansowania, w razie gdyby zabrakło środków z gwarancji ubezpieczeniowej.

- Polska Izba Turystyki stoi na stanowisku, że zamiast łatać system zabezpieczeń pozornymi ruchami, wykonywanymi na pokaz przed zbliżającym się sezonem letnim, należy bezzwłocznie przystąpić do prac nad zmianami w prawie turystycznym. Częścią prac nad tą ustawą powinna być analiza zarzuconego przez rząd projektu utworzenia Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego - przekonuje prezes Niewiadomski.

Jego zdaniem prace te powinny zostać potraktowane priorytetowo tym bardziej, że opublikowano już ostateczny projekt wspomnianej dyrektywy UE o imprezach turystycznych. Implementacja nowych zapisów tego aktu prawnego jest obowiązkiem polskiego rządu i powinna zostać ukończona do 2017 r. Jednak szefujący Polskiej Izbie Turystyki stoi na stanowisku, że naprawa systemu zabezpieczeń finansowych dla klientów biur podróży powinna odbyć się na długo przed upłynięciem tego terminu.

Co stanie się, gdyby w tym roku już po nowelizacji upadło biuro podróży i zabrakło pieniędzy z gwarancji ubezpieczeniowej? - Marszałkowie będą musieli zapewnić środki na sprowadzenie turystów, ponieważ realizacja tego zadania będzie na nich nałożona ustawowo. Kwestią niewyjaśnioną pozostaje, od kogo powinni domagać się zwrotu pieniędzy i czy będą w ogóle mieli do tego prawo - mówi Niewiadomski.

W 2012 marszałkowie domagali się zwrotu kosztów przed sądami, ale żadnemu z nich, poza Wielkopolskim, nie udało się wyciągnąć od Skarbu Państwa ani grosza, głównie ze względów natury formalnej.

- Co do klientów, którzy nie odzyskają wpłaconych pieniędzy i nie pojadą na urlop, mogą występować oni z pozwami przeciwko Skarbowi Państwa. Tego typu wyroki na korzyść klientów zapadły już w kilku sprawach, prowadzonych w imieniu osób poszkodowanych m.in. w 2012 r. W ten sposób, za lata zaniedbań ze strony administracji rządowej zapłacą podatnicy - konkluduje Niewiadomski.

Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, o którym mówi się regularnie od lat gdy kolejne biura podróży informują o swojej upadłości, miał być drugim obok obowiązkowych gwarancji biur podróży segmentem zapewniającym bezpieczeństwo klientom kupującym usługi u touroperatorów. Miała to być rezerwa zapewniająca zwrot pieniędzy w sytuacji kiedy kwoty zabezpieczone przez gwarancję okazałyby się niewystarczające.

Poza tym to właśnie Fundusz płaciłby za ściąganie turystów do kraju, a nie marszałkowie. W czasie prac nad powołaniem TFG mówiło się nawet o bardzo konkretnej składce, którą płaciliby przedsiębiorcy z branży turystycznej. Miało to być 10 albo 15 złotych od każdego sprzedanego miejsca, w zależności od tego czy podróż odbywałaby się samolotem, czy autokarem.

Marek Traczyk nie jest jednak zwolennikiem powołania Funduszu. - Byłaby to kolejna droga instytucja. Na jego obsług przewidziano 4 miliony złotych rocznie, a i tak w przypadku upadłości dużych operatorów fundusz nie dałby rady ze składek pokryć roszczeń klientów - przekonuje ekspert.

Jego zdaniem nie ma co wymyślać prochu na nowo i warto skorzystać z doświadczeń innych krajów. - Rozwiązanie stosowane na rynku niemieckim polega na ubezpieczeniu takiego wyjazdu. Nie ma się co oszukiwać jak tego nie nazwiemy i tak zawsze zapłaci za to klient. Za kilkadziesiąt złotych mamy pełną gwarancje zwrotu kosztów i nie jest do tego potrzebna dodatkowa instytucja - mówi Traczyk, który dodaje, że skoro sprawdza się to na rynku kilkukrotnie większym od naszego jeżeli chodzi o turystykę wyjazdową, to dlaczego miałoby nie rozwiązać problemu i u nas.

Z obecnej nowelizacji najmniej zadowoleni mogą być samorządowcy. Po fali bankructw w 2012 roku urzędy marszałkowskie finansowały powroty turystów i okazało się to być bardzo kosztowne. Zbankrutowało wtedy aż piętnaście biur podróży w tym dość popularne wśród Polaków: Alba Tour, Sky Club czy Aquamaris.

Wprawdzie w 2013 rząd zdecydował o podniesieniu wysokości gwarancji, które maja obowiązek zabezpieczać touroperatorzy, to jednak w ocenie urzędu mazowieckiego biorącego udział w pracach nad poprawką to ciągle za mało. Obecnie gwarancje wahają się pomiędzy 12 a 14 procent przychodów biura podróży. Marszałek województwa mazowieckiego wnioskował, że w pełni bezpieczny byłby dopiero poziom w okolicach 25 procent obrotów, choć i tak zmiana z 2013 roku podniosła gwarancje blisko czterokrotnie.

Ministerstwo Sportu i Turystyki ma jednak przypadkowego sprzymierzeńca w niezałatwieniu tej sprawy kompleksowo. Wydarzenia z 2012 roku były wyjątkowo oczyszczające dla branży. Jak lubi się przypominać w resorcie odkąd podniesiono gwarancje tylko jeden upadek firmy z 2014 roku spowodował konieczność sprowadzania turystów do kraju.

Zobacz także:

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: biura podróży, giełda, wiadomości, wiadmomości, kraj, gospodarka, porady, raport, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz