Notowania

Wybory 2015: Zadłużona, ale rosnąca gospodarka po PO. Co zrobi PiS?

Co zrobi PiS i ile swobody ma w swoich działaniach gospodarczych? Na te pytania próbują odpowiedzieć ekonomiści Ryszard Bugaj i Stanisław Gomułka.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Andrzej Iwanczuk/REPORTER/East News)

Po ośmiu latach rządów PO zostawia kraj z 3-procentowym wzrostem PKB, większym o dwie trzecie eksportem i o 10 procent wyższym poziomem zatrudnienia. Z drugiej strony za czasów tej partii dług publiczny i zadłużenie zagraniczne wzrosły o grubo ponad połowę. Co z tym zrobi PiS i ile swobody ma w swoich działaniach? Na te pytania próbują odpowiedzieć ekonomiści Ryszard Bugaj i Stanisław Gomułka.

Średni poziom wzrostu gospodarczego wyniósł w latach rządów Platformy Obywatelskiej i PSL 3 procent rocznie. Nie inaczej jest zresztą obecnie - w drugim kwartale (najświeższe dane) wzrost sięgnął 3,3 proc.

Utrzymanie średniego tempa wzrostu na takim poziomie przez osiem lat nie było łatwe, zwłaszcza jeśli przypomni się o globalnym kryzysie finansowym, do którego doszło w tym czasie. Upadek banku Lehman Brothers i późniejsze zawirowania związane z ratowaniem systemów bankowych przez państwa wywołały panikę na światowych rynkach.

Platforma co prawda nie musiała ratować systemu bankowego, bo ten akurat w Polsce nie był zagrożony. Musiała jednak poradzić sobie z odpływem kapitału, uciekającego z bardziej ryzykownych rynków (również polskiego). Zrealizowała to poprzez skokowe zwiększenie wydatków i zadłużenia, co potem tak jej się spodobało, że nie chciała już przerywać.

By ratować możliwość zadłużania się, rząd zagarnął nawet środki z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Co ciekawe, ten sam pomysł, zgłoszony parę lat wcześniej przez lidera Samoobrony Andrzeja Leppera, Platforma jakiś czas wcześniej ostro krytykowała. Ostatecznie więc 153 miliardy złotych posłużyły do sztucznego obniżenia zadłużenia, choć zobowiązania państwa tak naprawdę zostały.

Gdyby wziąć pod uwagę pieniądze z OFE i dodać je do obecnej kwoty długu publicznego, widać, że w 2014 roku państwo zadłużyło się najbardziej w historii, tj. o ponad 6 procent PKB. Dług doszedłby do poziomu 59 procent produktu krajowego brutto, czyli nieznacznie poniżej poziomu ostrożnościowego zapisanego w konstytucji, gdyby nie zabór środków z kont emerytalnych.

  • z uwzględnieniem środków przejętych od OFE 153 mld zł

źródło: GUS

Eksport motorem wzrostu

Motorem wzrostu gospodarczego był w ostatnich latach niewątpliwie eksport. W ciągu ośmiu ostatnich lat wartość sprzedaży towarów za granicę wzrosła o 63 proc. (licząc w euro). Polska gospodarka, dzięki otwartym granicom Unii Europejskiej, coraz bardziej podłączała się pod Niemcy, ale i znajdowała duży zbyt w innych krajach UE. Obok Niemiec, Czechy i Wielka Brytania to teraz najważniejsze rynki zbytu naszych towarów. Ta ostatnia w dużej mierze dzięki naszym emigrantom na Wyspach, których jest już prawie milion - to oni wciąż bardzo chętnie kupują polskie produkty.

Eksport rozwija się tak pozytywnie nawet mimo to, że w polską gospodarkę uderzyło embargo Rosji na owoce, warzywa, mięso i ryby. Polscy przedsiębiorcy dzięki temu dostali jednak mocny powód do szukania nowych rynków zbytu.

W tym roku doszło w końcu do nadwyżek w handlu zagranicznym, to znaczy, że znowu za granicą więcej sprzedajemy niż kupujemy. Od stycznia do sierpnia nadwyżka wyniosła 2,2 mld euro.

źródło: GUS

Rekordowe zatrudnienie i wynagrodzenia na koniec rządów

Rząd PO-PSL może sobie przypisać rekordowo niskie wyniki bezrobocia, najniższe od 1991 roku - w październiku 2008 roku zeszło ono bowiem do poziomu 8,8 proc. Od 2009 roku weszło na poziomy dwucyfrowe, by później znów zacząć spadać. We wrześniu 2015 roku osiągnęło poziom 9,7 proc.

Rekordowe natomiast wskaźniki wykazało zatrudnienie, które doszło w poprzednim miesiącu do poziomu 5,6 miliona w sektorze przedsiębiorstw. Choć zatrudnienie łączne to 9,5 mln i jest mniejsze niż w 2008 roku (wtedy osiągnęło poziom 9,8 mln), to właśnie sektor przedsiębiorstw to jest tym, co wypracowuje w największym stopniu kondycję gospodarki.

Wynagrodzenia w ostatnim czasie też rosły do rekordowych poziomów i przekroczyły 4,06 tys. zł brutto we wrześniu.

źródło: GUS

Platformie udało się, bo nie realizowała swoich pomysłów

Spytaliśmy dwóch znanych ekonomistów, Stanisława Gomułkę i Ryszarda Bugaja, jak oceniają rządy Platformy.

Bugaj wskazuje, że diagnoza jest złożona. Prawdziwa w jakiejś części jest zarówno obecna narracja PO, jak i PiS. Według niego Platformie udało się, bo... nie realizowała swoich pomysłów.

- Polsce udało się stosunkowo łatwo przejść przez kryzys światowy. Ale charakterystyczne jest to, że to się powiodło dlatego, że... rządowi PO nie udało się zrealizować swoich pomysłów. Jeszcze w 2008 roku w USA ówczesny minister finansów Jacek Rostowski mówił, że nie ulegniemy, nie pójdziemy w deficyt i dostosujemy wydatki do gospodarki. Dzięki Bogu tego nie zrobiono. Deficyt 2009-2010 zamortyzował kryzys. Z giełdy wycofał się wtedy kapitał finansowy, nasza giełda spadła bardziej niż Wall Street - opisuje Ryszard Bugaj.

Ratowało nas też to, że pozostawaliśmy poza strefą euro, mimo że wstąpienie do niej planowano nawet na 2011 rok.

- Nie udał się też poroniony pomysł, byśmy byli w strefie euro - opisuje dalej Bugaj. - Byliśmy posiadaczami naszego pieniądza, co pozwoliło dostosować rozmiary eksportu. To się szczęśliwie poskładało i wzrost w Polsce był znacznie wyższy. Z drugiej strony jest faktem, że narastały negatywne zjawiska, które będą doskwierać nam w przyszłości. Dwie trzecie Polaków zarabia 2,5 tys. zł albo mniej. To nie jest problem skrajnej nędzy, tylko ludzi, którzy mają pracę, ale otrzymują niskie dochody i na tle tych sukcesów oni widzą swoją upośledzoną pozycję. Porównują to do standardu sukcesu, którego nie odnajdują.

Nieco inny obraz pokazuje Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, wiceminister finansów w rządzie Tuska w 2008 roku.

- Generalnie jeśli chodzi o *wzrost gospodarczy, to obecne 3-4 proc. nie są rewelacją, *ale to dynamika umiarkowanie dobra. Oczywiście dobrze byłoby mieć wyższe tempo, ale, szczerze powiedziawszy, sukcesem będzie utrzymanie go w najbliższych latach - mówi Gomułka. - Zapalnymi problemami jest sytuacja w energetyce i w górnictwie oraz w finansach publicznych.

Za kluczowe ekonomista uznaje zwiększanie zadłużenia i niebezpieczeństwo, jakie się z tym wiąże. Według niego na deficyty budżetowe można sobie pozwolić wtedy, gdy gospodarka zaczyna wpadać w recesję. W naszej obecnej sytuacji powinny za to być nadwyżki, żeby było z czego brać w trudnych momentach.

- Platforma, wbrew zapowiedziom, krytykując przed ośmiu laty PiS za zwiększenie zadłużenia, zwiększyła deficyt w sposób dramatyczny. W latach 2009-2010 zadłużenie wzrosło o 8 proc. PKB. *Od tego czasu wzrost zadłużania trochę jednak spowolnił - mówi Gomułka. - W sytuacji takiej jak teraz, *gdy mamy wzrost gospodarczy, powinniśmy mieć deficyt około zera albo nawet nadwyżkę budżetową - dodaje.

Na negatywne tendencje w sferze mikroekonomii wskazuje Ryszard Bugaj.

- Zanim PO zaczęła rządzić w państwowych spółkach, obowiązywały przesadne limity kominowe, a menadżerowie próbowali dorabiać. Na koniec tego sukcesu wszyscy menadżerowie w Spółkach Skarbu Państwa mają kontrakty menadżerskie idące w miliony złotych rocznie. Do tego doszła patologia na styku polityka-biznes. Taśmy z afery kelnerskiej to pokazały. Rozmowa lobbysty z Janem Kulczykiem pokazuje zblatowanie elit politycznych z gospodarczymi - opisuje Bugaj.

Jeśli chodzi o perspektywy zmian po objęciu władzy przez PiS, to obaj ekonomiści widzą duże zagrożenia.

- Zgadzam się z diagnozami powtarzanymi przez PiS, że Polska zaczyna się znajdować w czymś, co nazywa się "pułapką średniego wzrostu". Płace są już coraz mniej konkurencyjne i jak się skończą pieniądze z Brukseli, nie bardzo widać, co będzie motorem wzrostu polskiej gospodarki. Konkurencyjność związana z handlem zagranicznym będzie się pogarszać. To, co proponuje PiS, czyli zmniejszenie nierówności i zwiększenie funkcji socjalnej oraz wsparcie procesów modernizacyjnych, to kierunek, w którym powinniśmy pójść. PiS w podejściu takim jest bardziej wiarygodny niż Platforma, która wykonała szereg wolt, np. w sprawie umów śmieciowych - mówi Bugaj.

W tym, w czym widzi szanse Bugaj, tam Gomułka widzi zagrożenie. Wskazuje, że rząd najpierw powinien rozglądać się za przychodami, a potem wydawać pieniądze.

- Szczególnie trzeba się obawiać finansowania obietnic wyborczych. To, co proponuje PiS, oznaczałoby podwojenie deficytu finansów publicznych, tj. do 6 proc. I to na szereg lat. Mielibyśmy długotrwałą sytuację nadmiernego deficytu. Wątpliwe jest założenie, że uszczelnianie systemu podatkowego może być wprowadzone na dużą skalę i w miarę szybko. Poprzednie rządy przy próbach uszczelniania osiągały nawet często odwrotny efekt. Uszczelnianie, nawet jak nastąpi, to będzie na mniejsza skalę i powolniejsze, niż chcieliby tego politycy - opisuje Gomułka. - Podstawowa rada dla rządu, to żeby zacząć realizację obietnic właśnie od tej kwestii. Zacząć od zarabiania, a potem dopiero pieniądze wydawać, czyli podnosić kwotę wolną od podatku, wprowadzać zasiłek 500 zł na dziecko czy darmowe leki dla osób powyżej 75 lat.

Stanisław Gomułka uważa, że uszczelnianie systemu podatkowego nie wystarczy, by spełnić wyborcze obietnice, a zarazem jest jedynym potencjalnym źródłem wzrostu przychodów rządu PiS. - Podatki bankowy i od sklepów mają dać szacunkowo 5-10 mld zł do budżetu więcej, a planowane wydatki są o rząd wielkości większe - wyjaśnia.

I dodaje, że na zwiększenie danin z innych źródeł raczej nie ma szans, bo w Polsce nie ma już rezerw mocy wytwórczych. A to oznacza, że nawet jeśli Polacy będą bogacić się i wydawać więcej, to będzie to wymagało zwiększenia importu i poskutkuje pogorszeniem bilansu płatniczego.

Zupełnie inaczej podchodzi do tego Bugaj.

- Pozyskanie środków przez uszczelnianie systemu jest wyśmiewane, ale luka szacowana jest nawet na 100 mld zł, gdyby powrócić do standardów poboru podatków sprzed 7-8 lat... Luka w poborze VAT wyraźnie rośnie. Jeśli spojrzy się na poziomu konsumpcji i porówna to z przychodami podatkowymi, to jest to coraz mniejszy procent w stosunku do rozmiarów konsumpcji - podaje Bugaj.

Tagi: wybory 2015, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz