Wicepremier Domański, czyli nowa wizytówka i stare problemy [OPINIA]

Organizacje biznesowe od lat apelowały o powołanie wicepremiera do spraw gospodarki. Premier Donald Tusk podpisał właśnie wniosek o awansowanie na to stanowisko ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego. Tyle że będzie to zmiana czysto wizerunkowa, w dodatku dość ryzykowna dla obecnej koalicji – komentuje dziennikarz money.pl Tomasz Setta.

Tusk, Domański Donald Tusk, Andrzej Domański
Źródło zdjęć: © Adobe, Agencja Wyborcza.pl | M. Skwarczek
Tomasz Setta

To było do przewidzenia – podczas wtorkowego głosowania nad wotum nieufności koalicja obroniła ministra Domańskiego przed odwołaniem. Opozycja domagała się jego dymisji między innymi w związku z wysokim zadłużeniem i stanem finansów publicznych. W trakcie sejmowej debaty premier Donald Tusk nie tylko zwyczajowo chwalił dokonania swojego ministra, ale zapowiedział też niespodziewanie wniosek o powołanie go na stanowisko wicepremiera. Dokumenty w tej sprawie miały już trafić do Kancelarii Prezydenta.

Co taki awans może oznaczać z punktu widzenia konsumentów, podatników i biznesu? W dużym skrócie: niewiele. Jeśli prezydent Karol Nawrocki nie będzie blokował nominacji dla Andrzeja Domańskiego, w praktyce zmieni się tylko wizytówka ministra. Przez najbliższy rok – czyli do najbliższych wyborów parlamentarnych – szef resortu finansów będzie mógł także w wyjątkowych sytuacjach prowadzić dyskusję na Radzie Ministrów pod nieobecność premiera.

Na tym koniec, bo w zapowiedzi Donalda Tuska – przynajmniej na razie – nie kryje się żaden pomysł na nowy sposób poukładania spraw wewnątrz rządu. Ostatnia, głęboka rekonstrukcja jego gabinetu miała miejsce nieco ponad rok temu, w lipcu 2025 r. Do portfolio ówczesnego ministra finansów trafiła wtedy "gospodarka", czyli Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Wiele wskazuje na to, że taki podział zadań w Radzie Ministrów pozostanie także po powołaniu nowego wicepremiera.

Czeka nas zatem przede wszystkim wizerunkowa zmiana, ale nie funkcjonalna, choć organizacje biznesowe od lat zgodnie apelowały o wskazanie jednej osoby, która będzie na szczeblu rządowym koordynować i konsultować wszystkie gospodarcze posunięcia obecnej koalicji.

Nowa wizytówka i długa lista starych problemów

Wyzwania, ale też narzędzia do ich rozwiązania nadal będą takie same, co przed awansowaniem ministra Domańskiego. Problemem dla szefa resortu finansów wciąż będzie bardzo wysoki deficyt budżetowy (najwyższy w Unii Europejskiej), szybkie tempo narastania długu publicznego (blisko ustawowych i konstytucyjnych progów ostrożnościowych) i brak możliwości swobodnego prowadzenia polityki podatkowej i wydatkowej państwa (z uwagi na ostry spór z prezydentem Karolem Nawrockim).

Od samej nominacji dochody budżetowe w żaden sposób się nie zwiększą, dziura budżetowa pozostanie bez zmian, a rentowności polskich obligacji nie spadną.

W tym kontekście trudno nie odczytywać zapowiedzi premiera jako próby postawienia prezydenta pod ścianą. Kilka tygodni temu już raz taka próba się powiodła – pod wpływem opinii publicznej Karol Nawrocki musiał połknąć własny język i zgodzić się na wejście w życie ustawy o podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. W opublikowanym wówczas orędziu prezydent zwracał uwagę na zły stan polskich finansów publicznych.

Doprowadzenie w takich okolicznościach do uroczystości w Pałacu Prezydenckim – podczas której Karol Nawrocki będzie zmuszony do awansowania krytykowanego przez siebie ministra finansów – mogłoby stanowić dowód na pewien rodzaj "sprawczości" obecnej koalicji.

Widać to zresztą po najnowszych komentarzach prezydenckich ministrów, którzy piszą w mediach społecznościowych o "śmianiu się Polakom w twarz", "degrengoladzie" i marszu "prosto na ścianę", szykując niejako grunt pod nadchodzące wydarzenia.

Nawiasem mówiąc, artykuł 161 Konstytucji RP nie pozostawia żadnych wątpliwości, że prezydent ma obowiązek przyjąć wniosek premiera o dokonanie zmian w rządzie. Prezes Rady Ministrów ponosi odpowiedzialność za skład swojego gabinetu bezpośrednio przed parlamentem, gdzie dysponuje obecnie większością. Podobnie jak w przypadku ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, prezydent – jako najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej – pełni w ramach tej procedury głównie rolę ceremonialną.

Nadchodzi trudny gospodarczo rok wyborczy

Z punktu widzenia koalicji rządowej, awans dla Andrzeja Domańskiego może być ryzykownym zagraniem. Sytuacja gospodarcza i poziom życia Polaków będą prawdopodobnie dominującymi tematami przyszłorocznej kampanii parlamentarnej. Minister finansów ma w tej dyskusji mocne karty: Polska gospodarka rośnie i dołącza do grona krajów G20. Tyle że emocje wyborców będą koncentrowały się wokół innych, bardziej przyziemnych spraw, takich jak inflacja i koszty życia.

Już dziś rządzących o ból głowy przyprawiają ceny paliw, a przecież wielu ekonomistów przestrzega przed kolejnymi podwyżkami: cen żywności czy rachunków za gaz i energię elektryczną. W trakcie nadchodzącej kampanii wyborczej opozycja będzie mogła w prosty sposób punktować za to wszystko wicepremiera od spraw gospodarczych – nawet jeśli wspomniane podwyżki będą całkowicie poza jego kontrolą, bo są wynikiem trwającej wojny na Bliskim Wschodzie (ale też wojny w Ukrainie).

Okoliczności zewnętrzne, podobnie jak spodziewane hamowanie tempa naszego wzrostu gospodarczego, z pewnością nie będą sprzyjać Andrzejowi Domańskiemu w 2027 r.

Przyznanie teki wicepremiera ministrowi finansów będzie również powrotem do pewnego dobrego obyczaju w polskiej polityce. W przeszłości w randze zastępcy szefa rządu występowało wielu poprzedników Andrzeja Domańskiego: od Leszka Balcerowicza, przez Marka Borowskiego i Grzegorza Kołodkę, po Zytę Gilowską, Jacka Rostowskiego i Mateusza Morawieckiego. Tyle że bez funkcjonalnej rewolucji w samym rządzie to będzie tylko kosmetyczna zmiana kadrowa. Na rok przed wyborami na odważniejszy, systemowy ruch, prawdopodobnie, nie ma co liczyć.

Wybrane dla Ciebie