Wzrosty nawet o 418 proc. Tak metale szlachetne kuszą Polaków
Początek 2026 roku przyniósł historyczne rekordy na rynkach metali szlachetnych. Cena złota przebiła poziom 5000 dolarów za uncję, a srebro kosztuje ponad 100 dolarów. To ożywienie widać w polskich oddziałach. Eksperci Tavex w rozmowie z money.pl wskazują na skokowy wzrost liczby transakcji.
Rynek metali szlachetnych przeżywa w ostatnich tygodniach prawdziwe oblężenie. Inwestorzy, reagując na globalną niepewność i rekordowe wyceny kruszców na światowych giełdach, ruszyli do punktów sprzedaży. Jak wynika z danych przekazanych redakcji money.pl przez przedstawicieli firmy Tavex, dealera metali szlachetnych, skala zainteresowania w styczniu 2026 roku jest bezprecedensowa.
Polacy ruszyli po kruszce
Tavex w komentarzu dla money.pl podkreśla, że w zakończonym kwartale oraz na początku bieżącego roku obserwują wyraźny wzrost zainteresowania metalami.
Co ciekawe, aktywność klientów pozostaje zróżnicowana. Część inwestorów systematycznie zwiększa swoje pozycje, kumulując aktywa, podczas gdy inni – korzystając z rekordowych cen – decydują się na realizację zysków i sprzedaż posiadanych zapasów. Kierunek tych działań zależy od indywidualnej strategii oraz horyzontu czasowego każdego klienta - wyjaśniają przedstawiciele firmy.
Ujawnia, kto szturmuje portale randkowe. Jedna płeć przeważa
Z perspektywy twardych danych liczbowych rynek wyraźnie się ożywia. Łączna liczba transakcji w Tavex wzrosła o 74 proc. rok do roku, co dealerzy określają mianem wyraźnego "ocieplenia".
- Sprzyjają temu czynniki makroekonomiczne, takie jak utrzymujące się napięcia geopolityczne czy bariery celne, ale także rosnące zapotrzebowanie ze strony przemysłu, co jest szczególnie widoczne w przypadku srebra - wyjaśniają przedstawiciele firmy.
Eksperci zwracają uwagę na dynamikę w skupie. Początek poprzedniego roku był pod tym względem stosunkowo spokojny, jednak już od trzeciego kwartału odnotowano wzrost liczby transakcji skupu o ponad 15 proc., by w czwartym kwartale poprawić ten wynik o kolejne 33 proc. Prawdziwy boom nastąpił jednak na początku bieżącego roku. Porównując styczeń 2026 do stycznia 2025, liczba transakcji do 26 stycznia była o 126 proc. wyższa niż w całym analogicznym miesiącu roku ubiegłego.
Równie imponująco wygląda sprzedaż. W przypadku złota wolumen sprzedaży w Tavex wzrósł o 15 proc. między pierwszym a drugim kwartałem 2025 roku, a następnie odnotował skokowy wzrost o 37 proc. między trzecim a czwartym kwartałem. Jeszcze lepiej prezentuje się segment srebra, gdzie kwartalne wolumeny rosły systematycznie, co przełożyło się na łączny wzrost o 123 proc. między pierwszą a drugą połową roku - słyszymy.
Porównanie stycznia 2025 i stycznia 2026 pokazuje skalę obecnej gorączki złota: liczba transakcji w przypadku królewskiego kruszcu wzrosła o 155 proc., natomiast srebro odnotowało spektakularny skok o 418 proc. Eksperci zaznaczają jednak, że obecnych wyników nie należy zestawiać z relatywnie spokojnym początkiem ubiegłego roku, lecz raczej z jego dynamiczną końcówką.
Bariera 5000 dolarów pękła
Wzmożony ruch w polskich oddziałach jest bezpośrednim odzwierciedleniem sytuacji na rynkach światowych. Jak podaje przypomina Reuters, w poniedziałek 26 stycznia cena złota na rynku spot osiągnęła historyczny poziom, przebijając barierę 5000 dolarów za uncję. Kontrakty terminowe na giełdzie COMEX dotarły nawet do poziomu 5145 dolarów. To kontynuacja potężnego trendu wzrostowego – w samym tylko 2025 roku złoto podrożało o 64 proc., a od początku bieżącego roku zyskało już kolejne 17 proc.
Jeszcze bardziej spektakularne wzrosty notuje srebro. W ostatnich dniach cena tego metalu po raz pierwszy w historii przekroczyła psychologiczną barierę 100 dolarów za uncję, osiągając w poniedziałek poziom blisko 110 dolarów. To oznacza wzrost o 50 proc. tylko w tym roku. Eksperci cytowani przez Reutersa wskazują, że srebro korzysta na podwójnym popycie: z jednej strony jako bezpieczna przystań dla kapitału, z drugiej – jako kluczowy surowiec przemysłowy.
Geopolityka napędza wzrosty
Za tak gwałtowną hossą stoją konkretne obawy o stabilność światowego ładu. Ewa Manthey, strateg ds. surowców w Grupie ING, w swojej nocie analitycznej wskazuje, że ruch cenowy jest napędzany przez serię wstrząsów geopolitycznych. - Wśród nich wymienia niepewność dotyczącą stanowiska Waszyngtonu w sprawie Grenlandii oraz utrzymujące się obawy o potencjalną eskalację na linii USA-Iran - wymienia.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka, na który zwracają uwagę analitycy, jest retoryka handlowa prezydenta Donalda Trumpa. Groźba nałożenia 100-procentowych ceł na towary z Kanady spotęgowała niepewność na rynkach. Philip Newman, dyrektor w Metals Focus, cytowany przez Reutersa, zauważa, że jedyną pewną rzeczą w obecnej sytuacji wydaje się niepewność, a to woda na młyn dla notowań złota.
Nie bez znaczenia pozostaje polityka monetarna USA. Choć rynek spodziewa się, że Rezerwa Federalna utrzyma stopy procentowe na obecnym poziomie podczas najbliższego posiedzenia 28 stycznia, inwestorzy liczą na przyspieszenie obniżek w dalszej części roku.
Barbara Lambrecht, analityk surowcowy w Commerzbank AG, przewiduje, że cięcia stóp mogą przyspieszyć po powołaniu nowego szefa Fed. - Decyzja prezydenta Trumpa w tej sprawie jest oczekiwana wkrótce, a faworytem wydaje się być były gubernator Fed, Kevin Warsh - ocenia.
Banki centralne wciąż kupują
Fundamentalnym wsparciem dla cen złota pozostaje popyt ze strony banków centralnych. Instytucje te systematycznie dywersyfikują swoje rezerwy, odchodząc od dolara amerykańskiego. Według prognoz Goldman Sachs, zakupy banków centralnych w 2026 roku wyniosą średnio 60 ton miesięcznie. Choć tempo to może być nieco wolniejsze niż rekordowe zakupy z ostatnich lat, wciąż pozostaje na historycznie wysokim poziomie.
W tym kontekście warto odnotować plany Narodowego Banku Polskiego. Prezes Adam Glapiński zapowiedział w tym miesiącu, że polski bank centralny, który na koniec 2025 roku posiadał 550 ton złota, zamierza zwiększyć rezerwy do poziomu 700 ton. Podobną strategię realizują Chiny – Ludowy Bank Chin w grudniu przedłużył swoją serię zakupów złota do 14 miesięcy z rzędu. Ross Norman, niezależny analityk rynku, komentuje dla Reutersa, że banki centralne szukają sposobu na de-dolaryzację, a złoto jest naturalnym kierunkiem w tej strategii.
Co dalej z cenami?
Mimo rekordowych wycen, analitycy największych instytucji finansowych widzą przestrzeń do dalszych wzrostów. Goldman Sachs podniósł swoją prognozę ceny złota na grudzień 2026 roku z 4900 do 5400 dolarów za uncję. Jeszcze bardziej optymistyczny jest Bank of America, który ustalił swój krótkoterminowy cel na poziomie 6000 dolarów. Z kolei niezależny analityk Ross Norman przewiduje, że w tym roku cena może osiągnąć nawet 6400 dolarów.
Michael Widmer, szef badań nad metalami w Bank of America, sugeruje jednak, że to srebro może być szczególnie atrakcyjne dla inwestorów akceptujących wyższe ryzyko. Wskazuje on na wskaźnik ceny złota do srebra (gold-silver ratio), który spadł w okolice 50-59. Historyczne minima tego wskaźnika sugerują, że srebro ma wciąż duży potencjał wzrostowy. Gdyby wskaźnik powrócił do poziomu z 2011 roku, cena srebra mogłaby wzrosnąć do 135 dolarów, a przy powtórce scenariusza z 1980 roku – nawet do ponad 300 dolarów za uncję.
Eksperci ostrzegają jednak przed zmiennością, szczególnie w przypadku srebra. Ewa Manthey z ING zaznacza, że mniejszy rozmiar rynku srebra oraz jego podwójna rola (inwestycyjna i przemysłowa) potęgują wahania cen. Poważniejsze spowolnienie gospodarcze na świecie mogłoby uderzyć w popyt przemysłowy, co negatywnie wpłynęłoby na wycenę tego metalu. Mimo to, większość analityków jest zgodna: w obliczu skomplikowanej sytuacji geopolitycznej i geoekonomicznej, prosta inwestycja w fizyczny kruszec staje się dla wielu – zarówno banków centralnych, jak i klientów detalicznych w Polsce – coraz bardziej atrakcyjna.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl