Zwrot pieniędzy za broń dla Ukrainy. Polska nie odzyska całej kwoty

Węgry po trzech latach odblokowały miliardy euro z Europejskiego Funduszu na rzecz Pokoju. Dla polskiego budżetu to jednak słodko-gorzka wiadomość. Mimo uwolnienia potężnych środków, Warszawa prawdopodobnie nie odzyska całej kwoty wydanej na wsparcie militarne Kijowa.

BUDAPEST, HUNGARY - MAY 09: Péter Magyar gives a speech as he is sworn in as Prime Minister of Hungary at the Hungarian Parliament on May 09, 2026 in Budapest, Hungary. The victory of Magyar's Tisza Party in last month's parliamentary election brought an end to the 16-year rule of the Fidesz party and prime minister Viktor Orban. (Photo by Janos Kummer/Getty Images)Péter Magyar
Źródło zdjęć: © GETTY | Janos Kummer
Robert Kędzierski

Węgry zdecydowały się na wycofanie swojego trwającego 3 lata sprzeciwu, co w praktyce oznacza natychmiastowe uwolnienie 6,6 miliarda euro zamrożonych dotąd na unijnych kontach. Jak donosi stacja RMF FM, dla polskiego rządu to sygnał do upomnienia się o zwrot kosztów poniesionych w związku z przekazywaniem sprzętu wojskowego walczącej Ukrainie.

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski wielokrotnie zabiegał o odzyskanie równowartości 2 miliardów złotych, które obciążyły krajowy budżet w początkowej fazie konfliktu. Mimo pozytywnego obrotu spraw na szczeblu unijnym, najnowsze ustalenia dziennikarskie wskazują, że odzyskanie tych środków w całości może okazać się niemożliwe.

Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00

Matematyka unijnego funduszu

Problem leży w ogromnej dysproporcji między finansowymi oczekiwaniami państw członkowskich a realnie dostępną gotówką. Z informacji przekazanych przez unijnych dyplomatów wynika, że stolice zgłosiły do Brukseli roszczenia opiewające na łączną kwotę 40 miliardów euro za sprzęt przekazany z własnych zasobów. Zakładając standardową unijną stawkę zwrotu na poziomie około 40 proc., instytucje wspólnotowe powinny wypłacić państwom blisko 13,5 miliarda euro w ramach rekompensat.

Dostępna obecnie pula z Europejskiego Funduszu na rzecz Pokoju (EPF) pokrywa zatem zaledwie połowę realnych zobowiązań Brukseli wobec stolic. W rozmowie z RMF FM jeden z unijnych dyplomatów wyjaśnił wprost, że polskie roszczenia nie są wyliczane na podstawie fizycznie odblokowanych środków, ale w odniesieniu do całej, wirtualnej puli zgłoszonych wydatków. Aby w pełni zaspokoić żądania finansowe państw, takich jak Polska, kraje Unii Europejskiej musiałyby podjąć decyzję o dodatkowym zasileniu funduszu z własnych, krajowych budżetów. Po latach węgierskiej blokady i w dobie gospodarczych zawirowań, dla wielu stolic ta finansowa "górka" stała się po prostu zbyt duża do udźwignięcia.

Nowy plan podziału środków

W obliczu budżetowego impasu, szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas przedstawiła nową koncepcję zarządzania uwolnionymi środkami. Podczas pierwszej w tym formacie dyskusji unijnych ministrów obrony przyznała ona, że choć pierwotnym celem funduszu była refundacja kosztów, obecnie absolutnym priorytetem staje się bieżące wsparcie Kijowa. Zgodnie z zaprezentowanym przez nią planem, żadne państwo członkowskie nie otrzyma 100 proc. oczekiwanych rekompensat.

Jak ujawniła Kallas, zaproponowała ona podział dostępnych 6,6 miliarda euro na 3 główne filary. Środki mają zostać przeznaczone na częściowe i proporcjonalne zwroty dla narodowych budżetów za dotychczasowe dostawy, ale także na finansowanie zupełnie nowych, wspólnych zamówień zbrojeniowych. Trzecim elementem tego budżetowego planu ma być utrzymanie operacji w ramach unijnej misji szkoleniowej dla ukraińskich żołnierzy (EUMAM Ukraine).

Kto zapłaci za brakujące miliardy?

Wdrożenie planu szefowej unijnej dyplomacji nie kończy jednak sporu, a wręcz otwiera nowy front politycznej batalii o finanse. Kluczowym pytaniem pozostaje sposób sfinansowania brakujących miliardów, które pozwoliłyby ostatecznie zamknąć kwestię roszczeń państw przekazujących swoje czołgi i amunicję. Część krajów opowiada się za zasileniem mechanizmu nowymi, potężnymi składkami.

Według ustaleń dziennikarzy, na takie rozwiązanie kategorycznie nie godzą się jednak Francja oraz Włochy. Oba te państwa zmagają się z silną presją na własne finanse publiczne i sprzeciwiają się wpłacaniu kolejnych środków do pozabudżetowego mechanizmu, który opiera się na wielkości krajowego PKB. Jak zauważają dyplomaci z Europy Środkowej cytowani przez RMF FM, pierwotna formuła funduszu z 2022 r. uległa wyczerpaniu, zwłaszcza w kontekście funkcjonowania innych instrumentów wsparcia, takich jak zatwierdzona pożyczka dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro.

Wymóg jednomyślności przy podejmowaniu decyzji w tej sprawie oznacza, że negocjacje mogą się znacznie przeciągnąć. Kolejna runda rozmów na szczeblu ministrów spraw zagranicznych UE zaplanowana jest na przyszły tydzień. Dla polskiego rządu oznacza to konieczność trudnych negocjacji i prawdopodobną rewizję założeń dotyczących tempa i wielkości wpływów z unijnej kasy do krajowego budżetu.

Wybrane dla Ciebie