Krytykowali podatek, teraz sami chcą go podnieść. "Potrzebne są pieniądze"
Rząd planuje podnieść podatki wprowadzone za rządów poprzedniej koalicji, w tym kontrowersyjny podatek cukrowy. - Potrzebne są pieniądze - przyznaje wprost wiceminister finansów Jarosław Neneman. Z kolei dr Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców, ostrzega przed skokowym wzrostem obciążeń.
Po pierwsze, planowane jest czterokrotne podniesienie opodatkowania małych butelek alkoholu (tzw. małpek). Po drugie, na agendę wraca wyższa akcyza na wyroby spirytusowe. Po trzecie, rząd zamierza ponownie zająć się modyfikacjami i zaostrzeniem przepisów dotyczących opłaty cukrowej. Opłata za napoje zawierające do 5 g cukru na 100 ml ma wzrosnąć z 50 do 70 groszy, a dopłata za każdy gram cukru powyżej tego limitu zostanie podniesiona z 5 do 10 groszy. Jednocześnie opłata za dodatek kofeiny lub tauryny w napojach energetycznych wzrośnie z 0,1 zł do 1 zł, a maksymalna stawka całkowita zwiększy się z 1,2 zł do 1,8 zł.
Czwartą najbardziej odczuwalną dla wielkiego biznesu zmianą ma być wprowadzenie podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Wszystkie te zapowiedzi padły podczas X Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.
"Słabo wygląda". Oto jak polska dyplomacja radzi sobie w USA
Rząd już się nie kryje. Potrzebne są pieniądze
– Czasy są ciężkie. Potrzebne są pieniądze – mówił wprost wiceminister finansów Jarosław Neneman podczas konferencji. Przedstawiciel rządu nie ukrywał, że sytuacja makroekonomiczna kraju jest wymagająca, a w przyszłym roku Polska może odnotować najwyższy deficyt w całej Unii Europejskiej. Z tego powodu resort poszukujący środków na załatanie potężnej dziury w budżecie wraca do projektów ustaw, które jeszcze niedawno zostały zablokowane przez prezydenckie weto.
Wiceszef resortu finansów szczególnie podkreślił, że tzw. małpki "nie mają obrońców". W podobnym tonie w środę wypowiadał się szef rządu. - Mnie by nie przeszkadzało opodatkowanie małpek – powiedział Tusk. – Ja bym nie miał nic przeciwko temu, żeby – jeśli mamy gdzieś ściągać pieniądze – to z alkoholu i z cukru. Bo to powinno przynieść też korzyści zdrowotne.
Komentarz branży: Rząd chce ratować zadłużony budżet
Dr Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców (PFPŻ ZP), nie ma wątpliwości, że danina ma wzrosnąć, bo rosną koszty rządowych wydatków.
- Od 2021 r. obowiązuje w Polsce podatek cukrowy, który zarówno ze względu na swoją wysokość, jak i mechanizm jest najwyższym tego typu obciążeniem w UE liczonym w stosunku do siły nabywczej polskiego społeczeństwa - wskazuje.
Konstrukcja tego podatku wyraźnie wskazuje, że nie chodzi tutaj o zachęcenie do reformulacji napojów, a jedynie o kolejną opłatę mającą ratować źle zarządzany i zadłużony budżet państwa. Po pięciu latach obowiązywania podatku cukrowego nadal nie ma dowodów potwierdzających jego skuteczność jako narzędzia poprawy zdrowia publicznego. Co więcej, Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wskazuje na brak przejrzystości w wydatkowaniu środków z tej opłaty - podkreśla dr Andrzej Gantner.
Rząd zmienia zasady. "Skokowy wzrost obciążeń dla branży"
Szef PFPŻ podkreśla jednocześnie, że proponowana nowelizacja ustawy (druk UD417) oznacza skokowy wzrost obciążeń dla branży napojowej, który wykracza daleko poza zwykłą korektę wysokości podatku. - Rząd chce nie tylko podwyższenia stawek podatku cukrowego, ale również wzrostu opłat od kofeiny i tauryny, rozszerzenia katalogu produktów objętych opłatą oraz zmiany zasad jej naliczania - wskazuje przedstawiciel organizacji.
Nowe regulacje pojawiają się w momencie, gdy przedsiębiorcy ponoszą już wielomiliardowe nakłady związane m.in. z podatkiem cukrowym (obowiązującym od 2021 r.), opłatami wynikającymi z Prawa Wodnego, regulacjami SUP, kosztami recyklingu, wdrożeniem systemu kaucyjnego oraz rosnącymi cenami energii. Dla wielu firm, szczególnie z sektora MŚP, oznacza to dalsze pogorszenie warunków prowadzenia działalności - wylicza dr Andrzej Gantner.
Zdaniem Federacji skutkiem proponowanych zmian może być spadek krajowej produkcji napojów o 15–30 proc., co przełoży się na ograniczenie inwestycji i zatrudnienia. Branża wskazuje również na ryzyko likwidacji nawet do 20 tys. miejsc pracy w całym łańcuchu dostaw oraz dalszego pogorszenia sytuacji małych sklepów, które odpowiadają za blisko połowę sprzedaży napojów w Polsce.
Ceny wzrosną
Andrzej Gantner nie ma wątpliwości, że konsekwencje odczują także konsumenci w dalszym wzroście cen za napoje. Na tym się jednak nie skończy.
- Negatywny wpływ nowelizacji obejmie nie tylko producentów napojów, ale również handel, transport, logistykę, sektor opakowaniowy oraz rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze. Dodatkowo spadek krajowej produkcji może zwiększyć presję importową i osłabić konkurencyjność polskich przedsiębiorstw oraz producentów surowców. Grozi nam w konsekwencji także napływ tańszego cukru z Ukrainy i krajów MERCOSUR, co znacznie osłabi konkurencyjność przedsiębiorców w Polsce i uderzy w polskich rolników - wylicza.
W naszej ocenie tak daleko idące zmiany powinny zostać poprzedzone szczegółową oceną ich wpływu na ceny, rynek pracy, konkurencyjność gospodarki i bezpieczeństwo inwestycji. PFPŻ ZP popiera działania na rzecz poprawy zdrowia publicznego, jednak muszą one opierać się na rozwiązaniach proporcjonalnych, przewidywalnych i opartych na dowodach. Obecna propozycja nowelizacji w naszej ocenie realizuje cele fiskalne bardziej niż zdrowotne, a jej skutki będą dotkliwe dla polskich producentów, handlu i konsumentów - podsumowuje Gantner.
Krytykowali podatek. "Teraz rząd szuka pieniędzy w puszkach"
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt zwraca uwagę na zmianę retoryki polityków, którzy dziś tworzą rząd. - Kiedy podatek cukrowy wprowadzała poprzednia ekipa, dzisiejsza koalicja krzyczała o "daninie od ubogich" i drożyźnie. Dziś, gdy trzeba spiąć budżet jak i wydatki socjalne, ta sama opłata nagle przestaje być problemem, a wręcz przeciwnie, stawkę od kofeiny i tauryny w napojach energetycznych podnosi się dziesięciokrotnie, z 10 groszy do złotówki - wskazuje.
To pokazuje, w jakim stanie jest budżet, skoro pieniędzy szuka się w puszkach energetyków i suplementach diety, znaczy, że po stronie wydatków rząd nie chce ruszyć niczego. Nie oszukujmy się, to nie jest reforma prozdrowotna, tylko doraźne łatanie dziury kosztem konsumenta. Brakuje przeglądu wydatków, brakuje ograniczenia transferów rozdawanych bez kryterium dochodowego, brakuje uszczelnienia naprawdę dużych strumieni, a nie złotówki od puszki coli.
Ekspert przypomina, że deficyt budżetu państwa po maju wyniósł nieco ponad 108 mld zł, co stanowi prawie 40 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok.
Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych Domu Inwestycyjnego Xelion w komentarzu dla money.pl poddaje w wątpliwość, czy rządowi uda się zwiększyć daniny. - Owszem, budżet ma duże problemy. Zaczyna to jednak wyglądać tak, że opłata będzie tak duża, żeby prezydent musiał ustawę zawetować - wskazuje.
Podkreśla, że chociaż sam od słodkich napojów stroni, dostrzega powody, dla których rząd szuka nowych wpływów. - Czy miłośnicy słodyczy mają płacić za moje tańsze paliwa? - pyta w kontekście pakietu CPN, który kosztował budżet kilka miliardów złotych.
Nie tylko cukrowy, ale i nadmiarowy
Równolegle procedowana jest nowa danina dla branży paliwowej, będąca polskim odpowiednikiem europejskiego podatku typu "windfall tax". Obejmie ona nadzwyczajne zyski osiągnięte przez przedsiębiorstwa w ściśle określonym czasie, na co od dawna przygotowywali się eksperci analizujący nowe podatki nakładane na największe korporacje.
Choć nominalna stawka przewidziana w projekcie jest wysoka, to kluczowy dla firm pozostaje fakt braku możliwości zaliczenia jej do kosztów uzyskania przychodu. To sprawi, że efektywne obciążenie podatkowe wzrośnie do poziomu około siedemdziesięciu pięciu procent. Podstawą do wyliczeń ma być historyczna marża z poprzednich lat, a według szacunków rządowych to jedno rozwiązanie zasili państwową kasę kwotą rzędu pięciu miliardów złotych.
Nowy podatek dla firm ocenił w rozmowie z money Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku.
- Jednorazowy zastrzyk gotówki z takiego podatku nie rozwiąże strukturalnych problemów polskiego budżetu. Agencje ratingowe jasno na to wskazują: Polska ma problem z trwałą pozycją fiskalną i brakiem systemowej konsolidacji finansów w średnim terminie. Poza tym, jeśli rząd będzie karał firmy za to, że mają lepszy moment na rynku, uderzy to w ich - i tak już słabą - chęć do inwestowania. A bez prywatnych inwestycji nie ma mowy o trwałym, silnym wzroście PKB - podkreślił.