Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Rząd właśnie wycofuje się z zaproponowanych uszczelnień systemu podatkowego. Miały one dotknąć między innymi bardzo dobrze zarabiających pracowników IT. Nowe rozwiązania miały też ukrócić sztuczkę na sprzedaż poleasingowego samochodu przez osobę w rodzinie z ominięciem płacenia VAT. Nic z tych rzeczy się nie wydarzy. Zamożni nadal będą mieli całą paletę możliwości płacenia niskich podatków i składek. A do systemu – proporcjonalnie do zarobków – bardziej będą dokładać się biedniejsi etatowcy.
Polski system podatkowy jest absurdalnie skomplikowany. Dla osób zatrudnionych na umowę o pracę mamy skalę podatkową z kwotą wolną i dwoma progami podatkowymi. Przypomnijmy – kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł. Roczny dochód do tej wysokości nie jest obciążony żadnym podatkiem. Później płacimy 12 proc. od dochodów do wysokości 120 tys. zł rocznie. Środki powyżej – i tylko one – są obciążone daniną w wysokości 32 proc.
Czary zaczynają się przy działalnościach gospodarczych. JDG daje możliwość opodatkowania według skali podatkowej (tak, jak etat), na liniówce (19 proc.) oraz na tak zwanym ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych (kilka stawek podatkowych oraz niska składka zdrowotna).
WIDEOOd malucha do listy najbogatszych Polaków. Tak zbudowali znaną polską markę
Nieskończony labirynt podatkowych sztuczek
Dla JDG-ów dostępne są również ulgi, jak choćby wspomniana IP BOX i cała paleta sposobów na realne obniżanie opodatkowania. Tu z kolei mówimy o wrzucaniu w koszty działalności wszystkiego, co się da. W tym leasing samochodu, który później sprzedaje się de facto bez podatku (więcej o tym za chwilę).
Ten niemal nieskończony labirynt podatkowych sztuczek oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, ludzie zamożniejsi (a osoby pracujące na JDG-ach zarabiają statystycznie więcej niż ci na etatach) płacą efektywnie niższe podatki niż człowiek zarabiający nieco powyżej średniej krajowej. Po drugie, oznacza to system zachęt, żeby lepiej zarabiający uciekali z etatów w fikcyjne samozatrudnienie.
Płacą i wychodzą na frajerów
O tym, jaka jest skala i dynamika przyrostu potencjalnie fikcyjnego samozatrudnienia możemy wnosić z opracowania Głównego Urzędu Statystycznego "Aktywność ekonomiczna ludności Polski - 4 kwartał 2025 r.".
Zawiera on kategorię osób, które spełniają łącznie trzy kryteria: pracują na własny rachunek, nie zatrudniają żadnych pracowników poza sobą oraz co najmniej 75 proc. ich przychodu pochodzi od jednego zleceniodawcy. Duża część z nich to osoby samozatrudnione.
- W IV kwartale 2018 r. takich osób było w Polsce około 150 tys. i stanowiły niecałe 5 proc. JDG-ów.
- W IV kwartale 2025 było to już ponad 500 tys. osób, czyli około 20 proc. jednoosobowych działalności.
Oczywiście nie wszystkie osoby z tych 500 tys. są fikcyjnie samozatrudnione, ale spora część już tak.
Wynika to z faktu zbliżania się drugiego progu podatkowego – jakaś część dobrze zarabiających etatowców ucieka przed daniną w wysokości 32 proc. Reszta płaci. I wychodzi na frajerów. Tak działa nasz system.
Ciekawy przypadek IP BOX
Jednym ze sposobów obniżania opodatkowania jest wspomniany IP BOX. Cóż to za zwierz? Jest to ulga podatkowa (skrót od "Intellectual Property Box", gdzie "box" jest określeniem na "skrzynkę" z preferencją podatkową) na produkty objęte własnością intelektualną. Wynosi ona 5 proc. (tyle wynosi podatek od wygenerowania produktu kwalifikowanego jako IP) i najczęściej korzystają z niej programiści. Co ważne, ulgę można stosować tylko, jeśli dany przedsiębiorca rozlicza się w formie podatku liniowego lub skali podatkowej.
IP BOX został wprowadzony w 2019 r. i od tamtego czasu popularność tego rozwiązania rosła. Według raportu Grant Thornton w roku wejścia w życie rozwiązania korzystało z niego niecałe 2 tys. podmiotów, w 2024 było to już 7,5 tys. Znakomita większość z nich to osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą (7494 podatników PIT oraz 156 podatników CIT).
Problem leży w tym, że IP BOX, pomyślany jako ulga na innowacyjność, stał się kolejnym sposobem na obniżanie opodatkowania. Wydarzył się więc ten sam scenariusz, który został naukowo opisany w badaniu Justyny Klejdysz i Toma Zawiszy "Taxation and business entry: Evidence from the Polish self-employment" Flat "tax". Badacze zauważają, że po wprowadzeniu preferencji podatkowej dla działalności gospodarczych w 2004 r. nie tyle wzrosła "przedsiębiorczość" Polaków, ile "przedsiębiorcze sposoby" na zmniejszanie (legalne) opodatkowania.
Właśnie ten proceder miały ukrócić nowe przepisy. Rząd chciał, aby możliwość stosowania ulgi była powiązana z zatrudnianiem pracowników. Byłaby to przesłanka, która wykluczałaby potencjalnie dużą część osób fikcyjnie zatrudnionych z grona beneficjentów preferencji.
Zamożnych beneficjentów dodajmy. Według danych portalu JustJoin.IT medianowe wynagrodzenie seniora w branży nowych technologii wynosi od nieco ponad 20 tys. zł miesięcznie do dobrze ponad 30 tys. zł miesięcznie. W dużej części są to osoby, które korzystają na IP BOX. I prawdopodobnie będą korzystać dalej, ponieważ propozycja z dodatkowym warunkiem odnoszącym się do zatrudniania pracowników zniknęła z proponowanych przepisów - na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawiła się korekta z dołączonym listem wiceministra finansów Jarosława Nenemana.
Sprzedaż poleasingowego auta. Jest luka
Drugim (z wielu zaproponowanych) sposobem na uszczelnienie systemu podatkowego było prawo ograniczające możliwość sprzedaży poleasingowego auta bez podatku VAT przez przedsiębiorców. W teorii bowiem, kiedy przedsiębiorca chciałby samochód zbyć, musiałby zapłacić podatek. Ale w przepisach istnieje luka umożliwiająca obejście daniny.
Otóż, kiedy kończy się leasing, przedsiębiorca sam od siebie odkupuje auto za symboliczną kwotę. A następnie przekazuje je w darowiźnie członkowi najbliższej rodziny. Taka darowizna jest nieopodatkowana. Córka, brat, syn lub tata sprzedaje auto, nie płacąc VAT. Zarobione w ten sposób środki mogą wrócić (brak podatku, bo darowizna).
Oczywiście wcześniej samochód należy spłacić. Najbardziej opłacalny jest szybki leasing z dużymi ratami, ponieważ te można wrzucić w koszty. A im większe koszty działania firmy tym mniejszy podatek (bo ten płaci się od dochodu, którym jest przychód minus koszt). Duży leasing więc również obniża efektywne opodatkowanie osób prowadzących działalność gospodarczą.
Państwo na to wszystko przymyka oko
Z perspektywy indywidualnej trudno jest się dziwić, że ludzie optymalizują opodatkowanie. Niemal każdy z nas zrobiłby dokładnie to samo – jeśli istnieje możliwość legalnego zatrzymania jak największej części dochodu, to nie skusi się na to jedynie frajer.
Problem polega na tym, że państwo na to wszystko przymyka oko. Przez palce patrzy na fakt, że zamożniejsi płacą niższe podatki i daniny niż zwykły Kowalski pracujący w urzędzie, albo Malinowska w HR-ach (o ile jeszcze nie założyła działalności). A to wszystko w latach rekordowego i uporczywego deficytu, który podbija nasz dług publiczny.
Deficyty w największej mierze są wykręcane przez zbrojeniówkę. Ale gdyby wydatki na obronę były na poziomie sprzed rosyjskiej agresji, i tak wyskakiwalibyśmy powyżej bezpiecznych 3 proc. (próg ostrożnościowy UE). Dlaczego? Ponieważ w kość daje nam już demografia – do ostatnich deficytów dokładają się i problemy z finansowaniem ze składek systemu emerytalnego i problemy z finansowaniem ochrony zdrowia. Ograniczenie absurdalnych wypłat lekarzy tylko w niewielkim stopniu ograniczyłoby ten problem.
Oczywiście kwoty do zyskania, o których mówimy w skali zadłużenia kraju to "pieniądze na waciki". Przydałaby nam się solidna i gruntowna reforma podatkowa, dzięki której zamożni dokładaliby się więcej niż średniacy. Jak bardzo jest to perspektywa odległa, niech świadczy totalna awersja rządzących nawet do przykładania plastra na odcięty palec.