Robert Dowhan, poseł Koalicji Obywatelskiej po wizycie w nadmorskim supermarkecie ostro skrytykował system kaucyjny i stwierdził, że "zrobiliśmy z ludzi śmieciarzy". Jak się jednak okazuje, to dopiero początek uwag, jakie polityk ma do rządu Donalda Tuska.
Co ważne, Dowhan siedzi po tej samej stronie politycznej barykady, co ministrowie, do których kieruje swoje pytania. Jest posłem Koalicji Obywatelskiej, zresztą z Platformą Obywatelską był związany od początku istnienia partii.
Nie przeszkadza mu to jednak w ostatnich tygodniach publicznie rozliczać działań rządu, często nie gryzie się przy tym w język.
WIDEORachunek za weta prezydenta. "To tak nie działa"
"Co mamy ludziom mówić?"
Money.pl przeanalizował kilka jego ostatnich interpelacji poselskich. Łączy je przede wszystkim krytyka kolejnych obciążeń nakładanych na obywateli i przedsiębiorców.
Poseł pochodzący z Zielonej Góry w interpelacji dotyczącej szarej strefy oraz podwyżek akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe pyta Ministerstwo Finansów, czy wycofa się z dalszych podwyżek, które sam określa jako absurdalne.
Ja wiem, że to wszystko w trosce o obywateli i ich zdrowie. Ja wiem, że na wszystko brakuje pieniędzy, a wydatki są spore. Ale czy nie warto było posłuchać fachowców, producentów i dystrybutorów? Mieliśmy ulżyć ludziom i obniżyć podatki. To obiecaliśmy im przed wyborami. Wszyscy chodziliśmy z obietnicami i co? Co mamy ludziom mówić? To, co poprzedni minister z PO Rostowski, cytując: "Pieniędzy nie ma i nie będzie"?
Inny front sporu to przepisy dotyczące gastronomii. W lipcu Dowhan wystąpił przeciwko planowanemu obowiązkowi bezpłatnego podawania klientom wody z kranu w restauracjach. Przekonywał, że Polska nie musi wychodzić z regulacjami dalej, niż wymaga tego Unia Europejska.
"Wolałbym VAT zerowy na wodę niż bawienie się w kubki plastikowe i kranówkę, czasami koloru Fanty lub oranżady" - pisał do ministrów finansów i klimatu poseł.
"Nie słuchacie ludzi. Nie ułatwiacie nam wszystkim życia"
Starcie z polityką własnego rządu widać także w interpelacji dotyczącej zmian na rynku pracy i reformy PIP.
Dowhan przywołał przykład zwolnień kurierów przez firmę Pyszne.pl. Jego zdaniem przedsiębiorcy są obciążani kolejnymi kosztami, składkami i obowiązkami, a jednocześnie działają w warunkach niestabilnego prawa.
Głos przedsiębiorców jest bez znaczenia. Obarcza się ich wszelkimi podatkami, ograniczeniami w zaliczaniu wydatków do kosztów, składkami ZUS, wpłatami na PFRON, dniami wolnymi, dodatkowymi urlopami, płatnymi zwolnieniami lekarskimi itd., itd. Teraz nasłanie kontroli i straszenie przez szefa PIP, że cofnie umowy i wypowiedzenia, to jakieś kuriozum. Szkoda to komentować"
Poseł pisał także do Ministerstwa Finansów m.in. w sprawie podatku od czynności cywilnoprawnych w wysokości 2 proc. od wartości nieruchomości.
"Zapowiadana wielka nowelizacja, aby zwolnić z opłaty po latach wyzysku do kwoty 3 tys. zł, wywołała tylko lawinę śmiechu i oburzenia. Nie słuchacie ludzi. Nie ułatwiacie nam wszystkim życia. Pracuje się już tylko po to, aby płacić podatek. Podatek od podatku i od opodatkowanych pieniędzy. Naprawdę tego nie czujecie? Nie rozmawiacie z ludźmi, przedsiębiorcami? Naprawdę?" - pyta ministra finansów Dowhan.
Od ludzi słyszy jeden zarzut
Robert Dowhan jest aktualnie posłem na Sejm, ale wcześniej przez trzy kadencje zasiadał w Senacie. Z polityką lokalną był związany wcześniej jako radny Zielonej Góry. Ma również wieloletnie doświadczenie biznesowe i sportowe. Przez lata był związany z zielonogórskim żużlem - najpierw jako członek władz, a następnie prezes Zielonogórskiego Klubu Żużlowego.
Dziś nie ukrywa, że jest rozczarowany tym, co się dzieje.
- Szliśmy do wyborów i składaliśmy wiele obietnic. Nie tylko w Warszawie, ale również w terenie mówiliśmy ludziom, że kwestie podatkowe się zmienią. Później jednak przychodzi moment realizacji i słyszymy, że państwa na coś nie stać, bo jest wojna czy pojawiły się inne okoliczności. Rozumiem, że są czynniki wyższe, ale z punktu widzenia przedsiębiorców umawianie się na coś i niedotrzymywanie słowa jest nie do pomyślenia - mówi w rozmowie z money.pl Robert Dowhan.
- Jak jadę taksówką po Warszawie, gdzie nikt mnie nie rozpoznaje lub np. pociągiem zawsze pytam ludzi, co sądzą o sytuacji w Polsce. Traktuję ich jako pewien miernik nastrojów społecznych. Początkowej euforii już nie ma. Za dużo obiecywaliśmy, a później poszło to w różne strony. Ludzie nie chcą słuchać tłumaczeń. Chcą realizacji obietnic. Ja też nie obiecuję swoim dzieciom, że kupię im odrzutowiec, skoro mnie na niego nie stać. Mam wielu kolegów i znajomych, przez lata byłem też prezesem klubu żużlowego i znam środowisko kibiców. I właśnie od wielu grup społecznych słyszę ten sam zarzut: co innego obiecywaliśmy, a co innego dziś robimy. Byłoby na pewno łatwiej bez koalicjantów. Ale jest jak jest - dodaje poseł.
Rząd tłumaczy gigadeficyt
Jaki jest stan finansów państwa? Z aktualnych szacunkowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących wykonania budżetu państwa po siedmiu miesiącach 2026 r. wynika, że dochody budżetu sięgnęły blisko 295,66 mld zł. Oznacza to realizację 51 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok. Wydatki były zdecydowanie wyższe. Od początku roku państwo wydało blisko 474,97 mld zł, czyli 51,7 proc. rocznego planu.
Po lipcu wykorzystana została więc już ponad połowa tegorocznego limitu deficytu. W porównaniu z poprzednim miesiącem dziura w budżecie zwiększyła się o ponad 17 mld zł.
"Musimy szukać takich metod, aby ewentualne obniżanie podatków nie naraziło nas na wyższy deficyt" - powiedział w środę podczas konferencji prasowej szef rządu, prezentując nowe propozycje ws. podatków
- Ustaliliśmy z ministrem Domańskim, a nasi partnerzy koalicyjni przyjęli to do wiadomości - nie wszyscy z entuzjazmem - że nie podejmiemy żadnej decyzji, która mogłaby zwiększyć deficyt albo narazić nas na przyspieszenie zadłużania Polski - dodał premier.
- Warto dzisiaj bardzo wyraźnie powiedzieć, w jakim stanie otrzymaliśmy z rąk poprzedników, pana Morawieckiego i jego ministrów, finanse publiczne i gospodarkę. Byliśmy blisko recesji, a poziom inflacji - pamiętacie. Nikt też tak wyraźnie nie powiedział, z jakim zadłużeniem zostawił nas PiS. Każdy mówi dziś o rekordowym zadłużeniu. To jest nasz ból głowy. Płacimy potężną daninę z racji długu, jaki narobił PiS, i dlatego musimy szukać takich metod, aby ewentualne obniżanie podatków nie narażało nas na większy deficyt - przekonuje premier.