Donald Trump chce "klejnotu w koronie" naftowego Iranu. To malutka wyspa
Zajęcie wyspy Chark przez USA ograniczyłoby eksport irańskiej ropy, jednak konflikt mógłby się jeszcze bardziej rozszerzyć – uważa dr Bartosz Bojarczyk z UMCS w rozmowie z PAP. Ekspert ocenia, że przyparty do muru reżim mógłby bez opamiętania uderzyć w cele ekonomiczne państw Zatoki Perskiej.
W niedawnym wywiadzie dla "Financial Times" prezydent USA Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone mogłyby zająć położoną w północno-wschodniej części Zatoki Perskiej wyspę Chark, najważniejszy hub naftowy Iranu. "Może zajmiemy Chark, a może nie. Mamy wiele możliwości. Ale to oznaczałoby także, że musielibyśmy tam (na wyspie - PAP) trochę zostać" – powiedział.
Przez Chark - wyspę o rozmiarach ok. 8 km na 5 km - którą prezydent Trump nazwał "klejnotem w koronie" przemysłu naftowego Iranu, przepływa 90 proc. irańskiego eksportu ropy.
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Ewentualne przejęcie tej wyspy dałoby Amerykanom kontrolę nad gospodarczą aktywnością Iranu i oznaczałoby poważne okrojenie jego dochodów. – Eksport irańskiej ropy byłby w rękach Amerykanów – zaznaczył dr Bartosz Bojarczyk z Katedry Międzynarodowych Stosunków Politycznych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Większość irańskiej linii brzegowej jest tak płytka, że nie mogą tam dotrzeć supertankowce, dlatego Irańczycy przepompowują niemal całą swoją produkcję ropy naftowej podwodnymi rurociągami na oddaloną od wybrzeża o ok. 25 km wyspę Chark.
Wyspa-więzienie
W czasach monarchii Chark wykorzystywano jako więzienie. Dziś na wyspie mieszka około 8 tys. osób, z których wiele pracuje w przemyśle naftowym. Na Chark nie brakuje słodkiej wody i bujnej zieleni - co jest rzadkością w rejonie Zatoki Perskiej. Znajdują się tam również stanowiska archeologiczne, w tym liczące około 2400 lat ryty naskalne i grobowce wykute w skale, a także XVIII-wieczny fort zbudowany przez Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską.
Iran ma oprócz Chark także drugi terminal naftowy - Jask w Zatoce Omańskiej, ale ma on nieporównywalnie mniejszą przepustowość i nie mógłby zastąpić zielonej wyspy w Zatoce Perskiej.
– Przyparty do muru irański reżim może zacząć uderzać bez opamiętania w cele ekonomiczne państw Zatoki Perskiej – ocenił Bojarczyk ewentualny atak na wyspę. Ekspert przypomniał, że do takich ataków dochodziło już wcześniej. Teheran uderzył np. w fabrykę aluminium w Bahrajnie i terminal przeładunkowy gazu skroplonego w Katarze, a także zaatakował stację odsalania wody w Kuwejcie. Bojarczyk przestrzegł, że po zajęciu Chark konflikt może zaostrzyć.
Jak podkreślają amerykańskie media, Waszyngton decydując się na zajęcie wyspy, ryzykowałby większą liczbą amerykańskich ofiar. Wydłużyłby się także czas trwania wojny i zwiększyłyby się jej koszty.
Część ekspertów jest jednak zdania, że nie będzie zwycięstwa w wojnie z Iranem bez zajęcia wyspy. Cytowany przez amerykański portal NBC News Francis A. Galgano, były oficer armii, a obecnie profesor geografii wojskowej na Uniwersytecie Villanova, stwierdził, że rozmieszczone w regionie siły wystarczą, by zdobyć Chark. - Jeśli plan zakłada wygranie wojny z Iranem, zdobycie wyspy Chark powinno być jednym z głównych celów konfliktu, bo daje to Stanom Zjednoczonym ogromną przewagę w negocjacjach – powiedział.
Zdaniem Galgano zdobycie wyspy byłoby także "kijem" mającym zmusić Irańczyków do zaprzestania ataków na statki (w cieśninie Ormuz - PAP). Blokada cieśniny Ormuz przez Teheran, przez którą w czasach pokoju przepływa 20 proc. światowego eksportu ropy, powoduje wzrost cen tego surowca i jego braki, szczególnie na rynkach w Azji.
W opinii dr. Bojarczyka, inwazja na wyspę w żaden sposób nie wpłynie na blokadę cieśniny Ormuz, bo Irańczycy szachują ją z takich wysp na Zatoce Perskiej jak Abumusa, czy Wielki i Mały Tunb. Działające stamtąd szybkie łodzie patrolowe i ręczne wyrzutnie rakiet, wystarczą według niego, aby nadal razić tankowce i wywoływać pożary.
Według informacji "Financial Times" Pentagon nakazał rozmieszczenie na Bliskim Wschodzie 10 tys. żołnierzy przeszkolonych do zajmowania i utrzymania terenów lądowych. W piątek w regionie przybyło około 3,5 tys. żołnierzy, w tym około 2,2 tys. marines. Jak jednak podkreślił dziennik "New York Times", nowo przybyli żołnierze nie otrzymali jeszcze konkretnych zadań. Mogą - według gazety - zostać wysłani do zabezpieczenia cieśniny Ormuz, choć nie jest wykluczone, że ich celem będzie zajęcie wyspy Chark.